Logo Przewdonik Katolicki

Z nieba donoszę...

Weronika Stachura
Fot.

Agata, Anna, Barbara, Bartłomiej, Bazyli... oni już na pewno są w niebie. Żyją z Chrystusem i między sobą w komunii życia i miłości. Ale jak tam naprawdę jest?


Agata, Anna, Barbara, Bartłomiej, Bazyli... – oni już na pewno są w niebie. Żyją z Chrystusem i między sobą w „komunii życia i miłości”. Ale jak tam naprawdę jest?

 

Ciekawość, rzecz ludzka, a na potrzeby rozważań w przeddzień uroczystości Wniebowstąpienia Pańskiego niech stanie się ona pierwszym i to pewnym krokiem na drodze do odkrycia tajemnicy Kościoła niebiańskiego. Prawdą jest, że Jezus powiedział nam wszystko, co konieczne, byśmy wyruszyli w tę najważniejszą drogę w życiu: drogę do domu Ojca. Jednak przed postawieniem decydującego kroku powstrzymują nas wciąż nowe wątpliwości. Może zatem warto zwrócić się z prośbą o pomoc do tych, którzy już tam są. Nie brakuje przecież wśród świętych tych, którzy w swoich pismach uchylili rąbka tajemnicy.

 

Niepojęte szczęście

Pierwsza z  pomocą przychodzi nam ta, której Pan Jezus nieraz pozwalał oglądać niebiańskie sprawy – św. Faustyna Kowalska. Sekretarka Bożego Miłosierdzia przyznawała, że dobrze rozumie dylemat św. Pawła Apostoła, próbującego opisać to, co Bóg przygotował dla tych, którzy Go miłują. Po jednej z wizji św. Faustyna zanotowała: „Oglądałam te niepojęte piękności i szczęście, jakie nas czekają po śmierci. Widziałam, jak wszystkie stworzenia oddają cześć i chwałę nieustannie Bogu; widziałam, jak wielkie jest szczęście w Bogu, które się rozlewa na wszystkie stworzenia, uszczęśliwiając je, i wraca do źródła wszelka chwała i cześć z uszczęśliwienia, i wchodzą w głębie Boże, kontemplują życie wewnętrzne Boga, Syna i Ducha Świętego, którego nigdy nie pojmą ani zgłębią” (Dzienniczek 777). W innym miejscu dodała: „O, jakimi niepojętymi względami Bóg darzy duszę, która go szczerze miłuje. O, szczęśliwa dusza, która się cieszy już tu na ziemi Jego szczególnymi względami, a nimi są dusze małe i pokorne” (Dzienniczek 778).

Z kolei bardziej plastyczny opis nieba znajdziemy w pismach  bł. Katarzyny Emmerich.  Ta XVIII-wieczna niemiecka mistyczka i wizjonerka odwołuje się do obrazu nieba jako mieszkania, które dla każdego człowieka jest przygotowane w domu Ojca (por. J 14, 2). Więcej,  idąc za biblijnymi obrazami, nazywa niebo „niebiańską Jerozolimą”, porównując je do miasta o niezwykłych pałacach, budowlach i ogrodach przepełnionych niespotykanymi gatunkami kwiatów i owoców. Jawi jej się ono jako kraina niezmąconego pokoju, harmonii i zgody.

Podobnym tropem poszedł dwa wieki wcześniej reformator zakonu karmelitów, św. Jan od Krzyża. Doktor Kościoła w swoich pismach nazywa niebo łąką pełną niewiędnącej zieleni, na której niczym kwiaty ją ozdabiające doznają rozkoszy ci, którym dane jest przebywanie w domu Pana.

Wielu świętych ma nieco inną wizję nieba. Jest nim sam Chrystus. Wspomina o tym np. pierwsza święta z Chile, św. Teresa de los Andes: „On jest moim nieskończonym bogactwem, moim szczęściem, moim niebem”, a bł. Elżbieta od Trójcy Przenajświętszej, karmelitanka z Dijon, wyzna: „Budzić się w Miłości, poruszać się w Miłości, zasypiać w Miłości, dusza w Jego Duszy, serce w Jego Sercu, oczy w Jego Oczach” (List 178).

W miłości, która  podtrzymuje wszystko przy życiu, najbardziej niecierpliwa jest chyba św. Teresa od Dzieciątka Jezus. Chce bowiem niebo roznosić już tutaj, na ziemi. Zapewnia: „niebem moim będzie czynić dobrze na ziemi”.

 

Zanurzeni w Bożej miłości

Czym jest niebo? Wiecznym odpoczynkiem dla utrudzonych życiem? Krainą, w której, zgodnie ze słowami popularnej piosenki „wszyscy święci balują”? A może miejscem tylko dla wybranych?

Kościół uczy nas, że w niebie zostaniemy uwolnieni od wszelkiego cierpienia, osamotnienia, niezrozumienia, gdzie sam Jezus, jak obiecał, otrze nam wszelką, nawet tę niezauważoną przez nikogo łzę?

Niebo to zakończenie żmudnego poszukiwania naszej własnej tożsamości, naszego własnego ja, które zostanie w końcu dopełnione przez spotkanie z Bogiem, przez zanurzenie w Bożą miłość. Niebo zatem jest tam, gdzie, powtarzając za św. Urszulą Ledóchowską: „Jezus mnie mieć chce”, to pragnienie „dojścia do tego stopnia świętości, którego ode mnie żąda, do którego mnie przeznacza – nic więcej”. Niebo wymyka się ciasnym horyzontom naszej wyobraźni. Nie wystarczy powiedzieć, że oznacza komunię z Bogiem, stanowi również doświadczenie autentycznej bliskości, trudnej do osiągnięcia tutaj, na ziemi, z innymi ludźmi. Niebo jest miejscem naszego ostatecznego powołania i przeznaczenia.

Życzmy więc sobie nieba, bo jak powiedział św. ojciec Pio: „Zostańmy świętymi, a w ten sposób – po byciu razem na ziemi – będziemy zawsze razem w niebie”.


 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki