Poranek 10 kwietnia roku 2010 wszedł już do historii naszego kraju. Kiedyś wydarzeniom wielkim poświęcało się karty kronik i szpalty gazet, dziś ich rangę zwykliśmy oceniać w nawiązaniu do liczby przekazów telewizyjnych, opublikowanych zdjęć i filmów, zarejestrowanych wspomnień. Reporterom i filmowcom trudno jest pracować, gdy sami odczuwają ból, identyfikują się z emocjami społeczeństwa, są we wspólnocie z bohaterami i odbiorcami własnej twórczości. Z kwietniową traumą dopiero zaczynamy się w Polsce mocować.
Bezwzględnie najpilniejszymi dokumentalistami tego, co wówczas i dziś dzieje się w kontekście Smoleńska, okazują się kobiety: Maria Dłużewska, Joanna Lichocka, Ewa Stankiewicz, Joanna Racewicz, Anita Gargas, Ewa Ewart… – to chyba nie przypadek. Kobiety najszybciej potrafiły się wznieść ponad zwaśniony świat rodzimej polityki i spróbować stworzyć obraz tragedii uniwersalnej, dramatu ogólnonarodowego. Dołączył do nich Jan Pospieszalski. Współuczestniczyli też „ludzie” – bohater zbiorowy pierwszych, wyjątkowych dni żałoby.
Powstałe „na gorąco” sekwencje za jakiś czas mogą stać się dla wielu Polaków wyrzutem sumienia, powodem do przemyśleń, co i dlaczego uczyniliśmy z życiem publicznym w kraju? Czy po śmierci Pierwszego Obywatela oraz blisko setki wysokich rangą urzędników i funkcjonariuszy państwowych, ludzi służby państwowej i społecznej, jesteśmy mądrzejsi, dojrzalsi, lepsi?
Wszyscy ludzie prezydenta, czyli opowieści z mgły
Mgła – pierwszy z filmów „smoleńskich” powstał impulsywnie, niemalże przypadkiem, co podczas premiery podkreślała współautorka – Joanna Lichocka. W trakcie, gdy wraz z Marią Dłużewską słuchały relacji Jacka Sasina, zastępcy szefa Kancelarii Prezydenta, na stole pojawił się telefon komórkowy z dyktafonem; tak powstało pierwsze nagranie, powtórzone potem w profesjonalnym studiu. Sasin włączył do projektu jeszcze kilku współpracowników z Kancelarii, zaufanych ludzi Lecha Kaczyńskiego. Wszyscy oni w krótkim czasie po katastrofie zostali usunięci z piastowanych funkcji lub odeszli na własną prośbę.
Film jest zatem gorzki, oskarżycielski, ujawniający kulisy rodzimej polityki, w której wzajemne animozje i ambicjonalne postawy krok po kroku zacierały możliwości współpracy na linii prezydent–premier. W tle majaczy kontur potężnego, ościennego mocarstwa. To jednak nie jest political fiction, ale niestety film dokumentalny, wycinek z naszych najnowszych dziejów…
Kilka przytoczonych tutaj faktów szczególnie bulwersuje, świadcząc o tym, że trudnego egzaminu z demokracji i narodowej jedności nasza elita polityczna po prostu nie zdała. Bo jakże tłumaczyć, że uczyniono ponoć wiele, aby to premier, a nie brat zmarłego prezydenta pierwszy stanął na miejscu katastrofy, przyjął oficjalne rosyjskie kondolencje? Dawni urzędnicy Kancelarii Prezydenta są też wstrząśnięci oficjalnym pominięciem ich na uroczystościach pogrzebowych w krakowskiej katedrze. Nie znaleźli „swoich” krzeseł – usiedli na miejscach nieobecnych polityków zagranicznych. – Nikt o nas nie pomyślał, jakbyśmy już nie istnieli, odeszli wraz z prezydentem… – słyszymy takie słowa.
Bohaterowie filmu nie mają już raczej nadziei na mentalną zmianę na szczycie społecznej drabiny w Polsce. Są rozgoryczeni. Za to mówią o swym szacunku i wdzięczności dla setek tysięcy obywateli, którzy na ulicach, na placach, w kościołach, przeżywali godziny i dni niezwykłego poruszenia, znów poczuli się wolnymi podmiotami społeczeństwa…
Ważny głos Solidarnych
Właśnie ulice, warszawskie i krakowskie place i skwery, okolice Pałacu Prezydenckiego, są scenerią kręconego metodą reportażową słynnego już filmu tandemu Stankiewicz–Pospieszalski zatytułowanego Solidarni' 2010.
Głos ma ulica, tłum; przed kamerą pojawiają się dziesiątki, setki twarzy, gorących wypowiedzi, opinii. Płoną znicze, widać liczne flagi przepasane kirem, trwa żałoba. Nastrój jak z dni znanych nam z podręczników historii, niemalże rewolucyjne wrzenie, podkreślone symbolicznie przez obecne znaki powstańcze, „kotwiczki” Polski Walczącej!
Tymczasem tłum Polaków jest zdumiewająco karny, rozsądny, udziela wielu odpowiedzi zastanawiających celnością i spostrzegawczością. Kluczowym, najważniejszym słowem filmu jest dla mnie „manipulacja”. O niej się mówi, ją się piętnuje. Film dobitnie przypomina, napomina: ludzie nie są ułomni – widzą i wiedzą dużo więcej, niż się wydaje to specom od masowej propagandy, kształtowania społecznej opinii.
W tejże materii polska „uliczna sonda” może być bardzo pouczająca nawet w wymiarze globalnym. Aż prosi się, by stworzyć kiedyś film zestawiający ze sobą dwa medialne oblicza Lecha Kaczyńskiego – sprzed katastrofy i bezpośrednio po niej. To mogłoby zainteresować widza na całym świecie, tego „modelowanego”, kształtowanego przecież medialnie każdego dnia.
Polacy w Solidarnych pytają i oskarżają: – Skoro media miały tyle pięknych zdjęć prezydenta i jego małżonki, dlaczego przez kilka ostatnich lat widzieliśmy tylko zdjęcia wynaturzone, nieudane, kreujące negatywny, karykaturalny obraz prezydenta? Pojawiają się niepublikowane dotąd, ciekawe wywiady z Lechem Kaczyńskim, nagle w jego polityce zagranicznej dostrzeżono logikę, strategię?! Jeżeli publicznie w polityce się obraża, dlaczego publicznie się nie przeprasza? Czy mamy „dyktaturę public relations”? To są naprawdę bardzo ważne pytania. Ważne nie tylko dla nas.
Sam film Stankiewicz i Pospieszalskiego nie uniknął zarzutów o manipulację. Dopatrzono się, że z tłumu kamera wyłowiła w charakterze rozmówców „aż” trzech aktorów. – Czy jednak aktor po godzinach pracy nie ma własnej osobowości i przekonań, czy nie może uczestniczyć w społecznym wydarzeniu, czy aktor nie jest obywatelem? Nie szukałam specjalnie aktorów. – broniła się autorka. Przypadki przecież się zdarzają; w filmie anonimowo widzimy wielkiego międzynarodowego twórcę kina – reżysera Lecha Majewskiego. W pierwszej chwili nawet nie poznałem jego sylwetki. Majewski rozumie ducha ulicy, mówiąc: – Trochę jeżdżę po świecie, mogę porównywać. To przecież było porażające; to, co w Polsce się działo – językiem tak knajackim, tak przeraźliwym mówiło się o prezydencie – i to przechodziło! O, jak było z tym dobrze, jak śmiesznie! Niczym w cyrku! I ten cyrk się teraz skończył!
Pierwsza rocznica – kolejne filmy
To jednak był chyba jedynie antrakt. Cyrk się nie skończył – powiedzieć już można, po marcowej premierze Krzyża – kontynuacji dokumentu Ewy Stankiewicz. Autorce chodzi oczywiście o ten krzyż z Krakowskiego Przedmieścia, wokół którego rozgorzał spór na argumenty, administracyjne decyzje, wreszcie na wyzwiska, szykany, ciosy i najstraszliwsze inwektywy. Tenże film niech będzie bolesnym świadectwem szybkiego upadku aury żałoby i zgody, również dowodem na to, że „manipulacja” trwa, ma swoją falę zwrotną. Media „żywiły się” religijno-społecznym sporem, starannie podsycały jego istnienie i żarliwość. To fakt, celnie przypominany teraz, w bezpośredniej bliskości pierwszej rocznicy smoleńskiej katastrofy.
Czekają nas jeszcze kolejne filmy. Dwie dziennikarki telewizyjne: Ewa Ewart oraz Joanna Racewicz przygotowały dokument W milczeniu. Ewart ma wielkie doświadczenie międzynarodowe, do światowych tragedii podchodzi zawsze z subtelnością, szukając najważniejszego – osobistego, prywatnego wymiaru każdej grozy. To ona zarejestrowała wstrząsający głos Dzieci Biesłanu. W cieniu katastrofy smoleńskiej postanowiła wysłuchać wdów po ofiarach lotniczego wypadku. Współpracująca z Ewart Joanna Racewicz, tworząc film, przezwyciężała swój własny ból – jest wdową po funkcjonariuszu prezydenckiej ochrony, pełniącym służbę na pokładzie tupolewa.
Tytuł filmu Anity Gargas – 10.04.10 – nieprzypadkowo ma się zaś chyba kojarzyć z głośnym dokumentem Michaela Moore’a Fahrenheit 9/11, polemizującym z oficjalnym obrazem wypadków z 11 września 2001 r. w USA. Dziennikarka odnalazła rosyjskich świadków katastrofy, mieszkańców Smoleńska i okolic. Już pierwsze zdanie treilera zapowiadającego film ma frapować. Rozmówca stwierdza: – Sytuacja wyglądała trochę nie tak, jak to nam przedstawiają.
Wkraczamy na nową, trudną ścieżkę: w rok po katastrofie zaczyna interesować nas również technika…
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.













