Logo Przewdonik Katolicki

Święci roku 2010 - świeccy

Monika Białkowska
Fot.

W pochodzie świętych, którzy dołączyli w minionym roku do tych, którym możemy oddawać publiczną cześć, są oprócz kapłanów i sióstr zakonnych również ludzie świeccy. Czasem bardzo młodzi i bardzo nam współcześni...

 

Maria Pierina jak Goretti

Maria Pierina de Micheli, rocznik 1931, chciała zostać misjonarką. Mówiła: „Nawet gdybym miała zostać męczennicą w pierwszym dniu po moim przybyciu na tereny misyjne, i tak bym pojechała!”. Ale Bóg nie chciał takiej ofiary – zażądał innej.

Ojciec Marii był nocnym stróżem, matka zajmowała się dziewięciorgiem dzieci. Maria już jako sześciolatka przyjęła sakrament bierzmowania. Była bardzo pobożna. Codziennie pokonywała wąską drogę w górach, by dotrzeć do kościoła na Mszę św. o szóstej rano. W domu dziewczynka pomagała w kuchni, w szyciu – rodzice nie pamiętają, by kiedykolwiek sprawiała problemy. Mając 15 lat, rozpoczęła pracę w przędzalni bawełny. Jednocześnie nie zaniedbywała codziennej Eucharystii, dbała o pobożne lektury, pracowała w Akcji Katolickiej, uczyła katechizmu, zbierała ofiary na seminarzystów. 4 kwietnia 1957 r., kiedy wracała z pracy, zaatakował ją mężczyzna, którego zaloty odrzucała. Podniosła kamień, żeby się bronić, ale on jej go odebrał i uderzył Marię gwałtownie w głowę. Znaleziono ją w agonii – przytomną, ale niemającą już sił mówić. Rany okazały się na tyle poważne, że dwa dni później zmarła. Jej bliscy pamiętają, jak mówiła kiedyś, że chciałaby umrzeć tak jak Maria Goretti – Bóg wysłuchał jej pragnienia...

 

Manuel niezwyciężony

Manuel Lozano Garrido, rocznik 1920, był dziennikarzem, autorem książek i setek artykułów.  Jako 16-latek trafił do więzienia za potajemne roznoszenie Komunii chorym – w więzieniu spędził Wielki Czwartek. Karierę dziennikarską przerwała mu choroba: zapalenie rdzenia kręgowego spowodowało paraliż i na 28 lat unieruchomiło go na wózku. W 1962 r. dodatkowo stracił wzrok. Mimo to nie przestał tworzyć – nieznacznym ruchem kciuka włączał magnetofon, na którym nagrywał swoje dzieła, spisywane potem przez jego siostrę. Zbudował wspólnotę Synaj, której członkowie modlić się mieli w intencji konkretnych tytułów prasowych. Kiedy w jego pokoju odprawiano Mszę św., pod ołtarzem kazał ustawiać maszynę do pisania, żeby „drzewo krzyża wbiło się w klawiaturę i zapuściło w niej korzenie”.

Powtarzał, że chrześcijanina cechuje radość - nie zaś cierpliwość, rezygnacja czy nawet dobroć.

 

Chiara światło

Chiara Badano, rocznik 1971. Tak, nie ma tu pomyłki – taka młoda. Miałaby dziś niespełna 40 lat, a dołączyła już do grona błogosławionych. Zostały po niej zdjęcia i nawet amatorski film wideo. Widać na nim elegancką, energiczną, młodą dziewczynę, taką, jakich wiele.

Urodziła się jako jedynaczka, w małym mieście na północy Włoch. Szybko poznała ruch Focolari i jako dwunastoletnia dziewczynka pisała do jego założycielki,  Chiary Lubich: „Odkryłam, że Jezus opuszczony jest kluczem do jedności z Bogiem i chcę Go wybrać jako mojego jedynego Umiłowanego i przygotować się na Jego przyjście. Wybierać Go!”.

W szkole Chiara miała problemy, musiała powtarzać trzecią klasę gimnazjum. Była otoczona przyjaciółmi, lubiła tenis i górskie wycieczki, wszędzie jej było pełno. Marzyła, żeby zostać stewardesą. Wtedy pojawił się ból – najpierw zlekceważony, bo co może boleć 17-latkę? Jednak ból powracał i był coraz ostrzejszy. Okazało się, że to rak kości z przerzutami. Diagnoza nie załamała Chiary, ale zmobilizowała do pracy nad sobą. W szpitalu nie skupiała się na swojej chorobie, ale pomagała innym, między innymi dziewczynie w depresji, uzależnionej od narkotyków. W swoim pamiętniku pisała: „Tę chorobę Jezus zesłał mi we właściwym momencie”.

Przeszła dwie bolesne operacje, straciła włosy, ale choroba nie ustępowała. Nastąpił paraliż nóg. Mimo cierpienia dziewczyna nie chciała przyjmować morfiny, tłumacząc, że to odbiera świadomość, a ona może ofiarować Jezusowi tylko swoje cierpienie, więc chce dzielić z Nim Jego krzyż.

Po krwotoku, z którego ledwo ją odratowano, mówiła: „Nie płaczcie nade mną. Ja idę do Jezusa. Na moim pogrzebie nie chcę ludzi płaczących, lecz głośno śpiewających”.

19 lipca 1990 r. znów pisała do Chiary Lubich: „Medycyna złożyła broń. Wszystko zależy od Boga. Ponieważ przerwano zabiegi, nasilił się ból kręgosłupa, spowodowany dwoma operacjami i unieruchomieniem w łóżku. Nie daję już rady obrócić się na bok. Czy zdołam być wierna Jezusowi Opuszczonemu? Czuję się tak bardzo mała, a droga do przebycia jest ciężka. Czasem czuję się przygnieciona cierpieniem. Lecz to Umiłowany przychodzi mnie odwiedzić, prawda? Tak, ja też powtarzam razem z Tobą: Jeśli chcesz tego Ty, Jezu, ja też tego chcę”.

Swój pogrzeb nazywała „uroczystością zaślubin”. Tłumaczyła, jaką mają jej uszyć sukienkę, jak ją uczesać. Sama wybrała muzykę i czytania. Zmarła 7 października 1990 r. Ostatnie słowa skierowała do matki: „Ciao. Bądź szczęśliwa, bo ja jestem szczęśliwa”.

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki