Logo Przewdonik Katolicki

Jest ciągle wśród nas

Adam Suwart
Fot.

Teresa Heymowska-Amberg jest przekonana, że błogosławiona Matka Teresa z Kalkuty czuwa nad jej bliskimi, spośród których dwoje miało możność nie tylko poznać słynną misjonarkę miłości osobiście, ale nawet z nią pracować.


Teresa Heymowska-Amberg jest przekonana, że błogosławiona Matka Teresa z Kalkuty czuwa nad jej bliskimi, spośród których dwoje miało możność nie tylko poznać słynną misjonarkę miłości osobiście, ale nawet z nią pracować.

 

Pani Teresa opowiada, jak to pewnego ranka w 1988 roku zadzwonił do niej syn Jan Henrik z Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Sztokholmie i powiedział, że na lotnisku jest Matka Teresa i czeka na dalsze połączenie, ale samolot jest spóźniony i zakonnica jest sama w salonie dla VIP-ów. - Jedźcie do niej, a ja przyjadę tak szybko, jak będę mógł ? powiedział Jan Henrik Amberg. Pani Teresa nie namyślała się długo. ? Wsiadłam z mężem do samochodu i popędziliśmy na lotnisko - wspomina.

Teresa Heymowska-Amberg jest przekonana, że błogosławiona Matka Teresa z Kalkuty czuwa nad jej bliskimi, spośród których dwoje miało możność nie tylko poznać słynną misjonarkę miłości osobiście, ale nawet z nią pracować.

 

 

Pani Teresa opowiada, jak to pewnego ranka w 1988 roku zadzwonił do niej syn Jan Henrik z Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Sztokholmie i powiedział, że na lotnisku jest Matka Teresa i czeka na dalsze połączenie, ale samolot jest spóźniony i zakonnica jest sama w salonie dla VIP-ów. - Jedźcie do niej, a ja przyjadę tak szybko, jak będę mógł – powiedział Jan Henrik Amberg. Pani Teresa nie namyślała się długo. – Wsiadłam z mężem do samochodu i popędziliśmy na lotnisko - wspomina.


Rozmowa na lotnisku
- Udało nam się dostać do Matki Teresy. Rzeczywiście na lotnisku przebywała tylko w towarzystwie jednej zakonnicy. Dzięki temu mieliśmy okazję do dłuższej rozmowy. Takie chwile pamięta się później przez całe życie – dodaje pani Teresa. Rozmowa polsko-szwedzkiego małżeństwa i ich syna ze świętą zakonnicą, słynącą na świecie ze swej wybitnej działalności na rzecz najuboższych, chorych i pogardzanych, trwała trzy kwadranse. Gdy Matka Teresa dowiedziała się, że pani Teresa jest Polką od wielu lat mieszkającą w Szwecji, ożywiła się bardzo. – Interesowała ją bardzo Polska – wspomina pani Teresa – wypytywała nas o wiele spraw, a sama opowiadała o swoich planach wobec Polski, o tym, że otworzyła tam dom swego Zgromadzenia i wiąże z tym dziełem wielkie nadzieje. Byłam zaskoczona, ale też bardzo szczęśliwa, że moja ojczyzna tak bardzo interesuje tę niezwykłą zakonnicę, że Polska jest jej bardzo bliska, co wyczuwało się w każdym zdaniu wypowiadanym przez Matkę Teresę.
Rozmowa państwa Amberg z błogosławioną z Kalkuty na sztokholmskim lotnisku pozostawiła niezatarte wspomnienie i wdzięczność, a także świadectwo niezwykłego fenomenu, jakim u Matki Teresy, podobnie zresztą jak i u Jana Pawła II, była pamięć o człowieku. - Gdy bowiem Matka Teresa usłyszała nasze nazwisko Amberg, zapytała, czy ktoś z naszej rodziny nie był u niej w Kalkucie. Potwierdziliśmy, mówiąc, że byli tam i pracowali jako wolontariusze dwaj nasi synowie – Adam i Paweł.

 

 

Bracia w Kalkucie
W 1986 roku, gdy Adam i Paweł Amberg byli już studentami, postanowili pojechać w czasie letnich wakacji do Kalkuty i zaangażować się jako wolontariusze u Matki Teresy. Sam pomysł był - trzeba przyznać - niezwykły: wychowani jako katolicy w protestanckiej i coraz bardziej zlaicyzowanej Szwecji, dwaj młodzi ludzie, wybierają się w podróż do dalekiej Kalkuty, by pracować wśród umierających; co więcej, plan tej podróży jest ich własną, dobrowolna ideą. I pojechali! Nie było ich w domu rodzinnym przez szereg tygodni. Adam i Paweł pracowali w tak zwanej umieralni, czyli tej części szpitala prowadzonego przez misjonarki miłości, gdzie umierają ludzie najciężej chorzy, najbardziej cierpiący. To, co dzieje się z człowiekiem, który posługuje w takim miejscu, jest najskrytszą tajemnicą jego duszy. I niech tak zostanie. – Gdy synowie wrócili z Kalkuty do domu, było widać, jak bardzo są odmienieni – wspominają ich rodzice, Teresa i Henrik. Nie było końca opowieściom, relacjonowaniu wrażeń, opisom pełnym fascynacji zupełnie inną kulturą, z jaką młodzi Szwedzi zetknęli się w latach 80. w Indiach. Troskliwej mamie od razu rzuciło się w oczy, że chłopcy schudli: - Choć zawsze byli szczupli, okazało się, że razem ubyło im 11 kilogramów – opowiada z uśmiechem pani Teresa. Zadałam moim synom jedno zasadnicze pytanie: „Czy byliście w stanie tam, na miejscu, w Kalkucie, komuś pomóc?”. Chłopcy spojrzeli na mnie zdziwieni, jakbym nic nie rozumiała: - Mamo, myśmy nikomu nic tam nie dali, to oni nam dali wszystko – odpowiedzieli zgodnie Paweł i Adam. - Wtedy zrozumiałam, jak duża zmiana zaszła w sercach moich synów i że prawdziwy egzamin dojrzałości zdali oni tam, w Kalkucie, u boku Matki Teresy, a nie w czasie studiów w Szwecji – dodaje pani Teresa.


Początek w Rzymie
Gdy pani Teresa zastanawia się, co przed laty pchnęło jej synów do tak niespotykanej decyzji, jak wyjazd do ośrodka Sióstr Misjonarek Miłości w Kalkucie, przypomina sobie, jak nieco wcześniej, w 1984 roku na Wielkanoc pojechała z mężem i trzema synami samochodem ze Sztokholmu do Rzymu. Tam odbyło się Światowe Spotkanie Młodych, które z inicjatywy Jana Pawła II zapoczątkowało późniejsze Światowe Dni Młodzieży. – Wtedy w Rzymie spotkania z młodymi odbywały się w różnych bazylikach; w jednym z kościołów prelekcje głosiła Matka Teresa i tam właśnie dotarli moi synowie: Jan, Adam i Paweł – opowiada pani Teresa. Spotkanie to musiało wywrzeć na braciach ogromne wrażenie, skoro krótko później wybrali się w tę daleką podróż do Indii.
Poza bezcennymi, niewymiernymi wartościami, Adam i Paweł Amberg przywieźli z Kalkuty kilka pamiątek, które w rodzinie czczone są jak relikwie. – Paweł otrzymał od Matki Teresy egzemplarz Ewangelii z odręczną dedykacją – mówi pani Teresa, a Adam oprócz tego jeszcze medalik, który Matka Teresa pocałowała. Ten medalik Adam przekazał swej mamie, mówiąc, że on doświadczył łaski pracy z Matką Teresa, niech więc mama zachowa ten medalik przekazany przez świętą zakonnicę. Adam wrócił jeszcze dwukrotnie do Kalkuty, by pomagać u Matki Teresy. A jego mama do dziś medalik ma powieszony nad łóżkiem. – Patrząc nań wierzę, że Matka Teresa czuwa nad naszą rodziną – dodaje.

 

Kalkuta na co dzień
Młodzieńczy wolontariat w domu dla umierających, założonym przez Matkę Teresę, nie pozostał bez wpływu na dalsze losy Adama i Pawła Ambergów. Paweł został lekarzem i z zapałem oddał się pracy na rzecz krajów Trzeciego Świata i żyjących tam najuboższych, najczęściej pozbawionych elementarnej opieki zdrowotnej. Działając w organizacji „Lekarze bez Granic”, Paweł Amberg pracował w Afganistanie, Zairze i Sudanie. Wszędzie tam niósł pomoc medyczną najbardziej potrzebującym, dostając się często w rejon działań wojennych i zagrożenia życia.
Podobnie Adam Amberg z entuzjazmem włączył się w prace organizacji SIDA – Szwedzkiej Międzynarodowej Organizacji na rzecz Rozwoju. Koordynując dziś działania charytatywne o ogromnym rozmachu, Adam Amberg rozpoczynał działalność wyjeżdżając do Mali, Ruandy i innych zagrożonych klęskami humanitarnymi miejsc na świecie. Przez tyle lat pracy zawodowej, która poważnie ukształtowała życie prywatne obu braci, pozostali oni wierni tej pierwotnej, głęboko ludzkiej i religijnej motywacji, jaka legła u podstaw ich pierwszego wyjazdu do szpitala dla umierających w Kalkucie. Ma więc rację Teresa Heymowska–Amberg, gdy mówi, że Matka Teresa czuwa nad całą ich rodziną.

 

 

 

 


 

Teresa Heymowska–Amberg jest córką słynnego adwokata dr. Stanisława Hejmowskiego. Ten wybitny prawnik zasłynął swą bezkompromisową postawą, legendarnym wręcz odruchem wstawiania się za słabszymi – swymi klientami, oraz znakomitą jurysprudencją, która w połączeniu z prawdziwym darem wymowy czyniła zeń jednego z najwybitniejszych polskich adwokatów XX wieku. W 1956 roku w niezwykłych, pełnych patosu i odwagi wystąpieniach reprezentował przed sądem – często bez wynagrodzenia - poznańskich robotników – uczestników Czerwca 1956 roku. W latach 40. za swą odważną postawę był szykanowany, co skłoniło go, by żonę, syna oraz córkę wyekspediować tajnie na emigrację do Szwecji. Teresa z matką pokonały tę ryzykowną drogę ukryte na statku w węglu. Mecenas Stanisław Hejmowski mógł odwiedzić swą rodzinę w Szwecji tylko raz. Zmarł w latach 60. Do końca był prześladowany przez Służbę Bezpieczeństwa PRL.

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki