Logo Przewdonik Katolicki

Mikołaj przez 365 dni

Joanna Sopyło
Fot.

Ty, Mikołaju, tym się zajmiesz te słowa Mikołaj Warszawski, bezdomny z warszawskiego Dworca Centralnego, usłyszał od przyjaciół z kręgu harcerskiego seniorów. I zajął się tym, czyli wysyłaniem paczek do wielodzietnych rodzin. I tak już od dziewięciu lat śle paczki, a w zamian dostaje listy z podziękowaniami dla dziadziusia.

 

„Ty, Mikołaju, tym się zajmiesz” – te słowa Mikołaj „Warszawski”, bezdomny z warszawskiego Dworca Centralnego, usłyszał od przyjaciół z kręgu harcerskiego seniorów. I zajął się „tym”, czyli wysyłaniem paczek do wielodzietnych rodzin. I tak już od dziewięciu lat śle paczki, a w zamian dostaje listy z podziękowaniami dla „dziadziusia”.

 

Długa, siwa broda, czerwona opaska, uśmiech i ciepły głos. Tak najprościej można opisać Mikołaja - Mikołaja Warszawskiego. Bezdomnego z Dworca Centralnego w Warszawie. Przechodzący mają raczej ochotę obejść go szerokim łukiem, niż przejść w bliskiej odległości. On sam najchętniej przysunąłby się jak najbliżej drugiego człowieka, pomagał, darzył uśmiechem. 

Mikołaj codziennie wyrusza na pocztę, żeby nadać paczkę, która trafi do biednej, najczęściej wielodzietnej, rodziny. W kartonach są ubrania, jedzenie, zabawki i inne drobiazgi, które uda mu się uzbierać wraz z kręgiem harcerzy-seniorów oraz innymi ludźmi, którzy chcą się dzielić tym, co mają. Gdy przychodzą mikołajki, święta Bożego Narodzenia, Nowy Rok paczek jest jeszcze więcej. Dlatego Mikołaj nawet nie wie, ile ich już wysłał. Ale wie, że każda kogoś uszczęśliwia i to daje mu satysfakcję. - Bo najważniejsze jest to, żeby doszła paczka dla rodziny wielodzietnej, ubogiej i głodnej. Oni mi mówią: Mikołaju, jeżeli my mamy chleb i  margarynę, to u nas głodu nie ma. Jadę i widzę te głodne dzieci. One pragną tylko jakiegoś jedzenia, a jeżeli jeszcze dostaną słodycze, to jest wielkie święto – opowiada.

 

Ty, Mikołaju, tym się zajmiesz

Wysyłanie paczek zaczęło się od spotkania harcerskiego kręgu seniorów. - W 2000 roku Papież Jan Paweł II zwrócił się do całego świata, do wszystkich ludzi dobrej woli, żeby miłosierdziem objąć wszystkich. My w tym czasie mieliśmy zbiórkę harcerską. I na tej zbiórce podjęliśmy decyzję, że będziemy wysyłać paczki. I mnie wtedy wybrano na takiego kuriera – wspomina Mikołaj. - Usłyszałem: „Mikołaj, ty będziesz tym wszystkim tutaj dyrygował, czuwał i organizował”. Ponieważ już wcześniej prowadziłem akcję „Duża paka dla głodnego dzieciaka”, to tak już zostało. Raz w miesiącu, kiedy mamy naszą zbiórkę seniorów, przynosimy różne niepotrzebne, a czasem i jakieś pamiątkowe talizmany życia, i pakujemy paczkę od naszego kręgu harcerskiego – opisuje.

Mikołaj jednak na tej jednej paczce nie poprzestaje. Codziennie idzie na pocztę wysłać paczkę od siebie, złożoną z tego, co dostanie od wspierających go ludzi i fundacji. Mikołaj ma nawet spisane rozmiary butów i odzieży niektórych „podopiecznych”, żeby nie wysyłać rzeczy nieprzydatnych. Czasem dzieci mają „wielkie” marzenia – chciałyby np. dostać odtwarzacz MP3. Jednak takie podarunki zdarzają się rzadko, bo po prostu ktoś musi je ofiarować.

 

Jedyny słuszny Mikołaj

Skąd wiadomo, że paczka doszła i trafiła właśnie do tych najbardziej potrzebujących? Każdy, kto pisze do Mikołaja z prośbą o pomoc, dołącza potwierdzenie od swojego proboszcza albo od innej, godnej zaufania osoby, która potwierdza trudną sytuację materialną rodziny. Potem do Mikołaja trafiają listy zwrotne z podziękowaniami i ze słowami: „kochany Mikołaju, dziadziusiu”.

Dla tych, którzy dostają paczki, Mikołaj Warszawski jest kimś więcej niż doręczycielem potrzebnych produktów i przedmiotów. Jest uosobieniem ich dziecięcych marzeń o świętym, który przynosi prezenty opisywane w listach. – Kiedyś, w okresie świątecznym, jechaliśmy do Ostrowii Mazowieckiej, miałem wtedy dużo prezentów z TVN-u, ale nie było śniegu. Chyba Opatrzność Boża spowodowała, że gdy dojeżdżaliśmy do tych rodzin, zaczął padać śnieg. Wszedłem do jednego domu, gdzie były dzieci. Od razu mnie poznały, bo staram się mieć strój podobny do św. Mikołaja, ale one mnie też po brodzie poznają, i mówią: „Mikołaju, dlaczego nie przyjechałeś wcześniej?”. Ja im na to:

„Pada śnieg, a nie padał wcześniej. Jakby śnieg nie padał, to bym jeszcze do was nie przyjechał”.

To wszystko było takie humorystyczne, ale dzieci, co najważniejsze, po raz pierwszy mnie zobaczyły i powiedziały: to chyba prawdziwy Mikołaj, bo ma prawdziwą brodę - nie raz pisaliśmy do tego Mikołaja i on nigdy nie przyjechał i nie przywiózł nam prezentów, aż wreszcie przyjechał prawdziwy Mikołaj i przywiózł prezenty. Dzieci bardzo czekają na takie prezenty, zwłaszcza  w ubogich rodzinach, bo dla nich cukierek czy ciasteczko jest wielką sprawą, zadowoleniem i radością – przypomina Mikołaj.

 

Jeden uśmiech na każdy dzień

Potrzeba bycia Mikołajem i pomagania innym wzięła się z dzieciństwa. Kiełkowała w małym Mikołajku. - To nie przychodzi znienacka, tylko tak się kształtuje. To trzeba od małego do dużego tak wzrastać. Nabrać pewnych nawyków dobroczynności - poprzez dom, organizacje, np. harcerstwo – tłumaczy bezdomny. Właśnie harcerstwo wpłynęło na dzisiejszą działalność Mikołaja. - W przyrzeczeniu harcerskim są słowa, że pełnimy służbę wobec Boga, ojczyzny. I w tym zawarte jest też to, że pełnimy służbę wobec drugiego człowieka – mówi.

Słowa brzmią patetycznie, ale Mikołaj rozumie je w bardzo prosty sposób. Służba drugiemu człowiekowi to nie tylko wielkie czyny, to codzienne małe dobre uczynki. - Każdy człowiek powinien robić jakiś dobry uczynek. Nawet uśmiech to też jest dobry uczynek, jeżeli się uśmiechniemy mijając drugiego człowieka lub go pozdrowimy, powiemy mu „dzień dobry” i „dobrego dnia”. Czasem, jak gdzieś jadę i spotykam np. funkcjonariuszy na służbie - czy to są policjanci, czy to jest straż miejska, to staram się im też powiedzieć dzień dobry i życzyć dobrej służby – tłumaczy.

Spełnianie jednego dobrego uczynku dziennie wpoił w Mikołaja i jego kolegów opiekun z harcerstwa. - Miałem wspaniałego drużynowego, który, gdy otrzymaliśmy krzyże harcerskie i złożyliśmy przyrzeczenie, powiedział nam, że każdy człowiek każdego dnia musi zrobić chociaż jeden dobry uczynek. Nawet bardzo malutki, nawet ten uśmiech – wspomina.

 

Są chwile, które się pamięta

Poza harcerstwem była jeszcze mama i kościół. Mikołaj mówi, że matka miała na niego duży wpływ, ale nie określa, co dokładnie robiła. - Są pewne chwile w życiu, że człowiek je pamięta, zostają na zawsze – stwierdza krótko. - Muszę też powiedzieć, że miałem do czynienia z Kościołem katolickim, gdzie też nabyłem pewnych dobrych cech, istotnych dla mnie – opowiada.

To właśnie w kościele, w czasie bierzmowania, Mikołaj usłyszał słowa wypowiedziane przez kardynała Stefana Wyszyńskiego. - Najważniejsze było dla mnie to, że kardynał Wyszyński, gdy był jeszcze biskupem lubelskim, udzielił mi sakramentu bierzmowania. Zapamiętałem jego słowa, że my jesteśmy wszyscy po to, żeby jedni drugim pomagać – wspomina.  Razem z tymi słowami w umyśle Mikołaju kształtowała się potrzeba pomocy drugiemu człowiekowi. - To był taki okres, że w tym państwie nie zawsze dobrym, nie wszyscy mieli dobre warunki. Było wiele ludzi ubogich, biednych i te słowa też mi tak utkwiły w pamięci. Później w życiu młodzieńczym, dorosłym miałem styczność z różnymi osobami, które działały na rzecz drugiego człowieka poprzez różne organizacje. W tym tak się wzrasta. Po pewnym czasie dochodzi się do takiego wniosku, że celem dla mnie była działalność humanitarna, pomoc drugiej osobie, innym ludziom, uboższym, biednym. I muszę powiedzieć, że bez względu na to, w jakich człowiek znajduje się warunkach, sytuacji społeczno-ekonomicznej, jeden drugiemu może zawsze pomagać – przekonuje bezdomny.

 

Mikołaj i jego marzenie

Mikołaj swoją działalnością chce wprowadzić zmiany, pokazać innym, że zawsze jest ktoś słabszy, komu warto pomóc. - Muszę powiedzieć, że w Polsce jest bardzo dużo głodnych i biednych dzieci. Chciałbym bardzo, żeby pan poseł czy pan senator ten swój rejon tak objechał, i nie tylko objechał, jak potrzebuje w sprawach wyborczych, ale i wtedy, kiedy trzeba reprezentować tę społeczność, żeby zobaczył, jak ta społeczność żyje – apeluje Mikołaj.

Jeden chętny do rozmowy z najwyższych struktur już się znalazł. - Nawet muszę powiedzieć, że z panem Zbigniewem Romaszewskim umówiłem się na taką rozmowę, żeby porozmawiać prostym, zrozumiałym językiem na tematy rodzin wielodzietnych, które są w naszym kraju i głodują – cieszy się Mikołaj.

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki