Autostrad jak nie było, tak nie ma. Zamiast tego drogowcy nieustannie remontują pozbawione wyrazu, dziurawe i monotonne szosy, po stokroć łatane i zalepiane szarym kamyczkiem na smolistym lepiku. Brudne, zaśmiecone pobocza, poobijane znaki i drogowskazy, groźne dziury i tablice reklamowe – oto współczesna rzeczywistość polskiej sieci drogowej.
Swojskie drogi
A jest jeszcze drobna siatka dróg powiatowych, gminnych, wiejskich. Główne węzły i kierunki tych szlaków powstały setki lat temu. Łączyły na ogół miasteczka i wioski, ale także majątki z folwarkami, gorzelniami i czworakami. I właśnie te stare, polskie drogi, z ich brukowaną kocimi łbami nawierzchnią, obsadzone wiekowymi lipami, pomału zaczynają bezpowrotnie znikać z naszego krajobrazu. Na ogół nie jedzie się nimi dalej niż dziesięć, piętnaście kilometrów. Można powiedzieć, że są one bardziej urozmaiceniem krajobrazu, swego rodzaju zabytkiem, niż strukturą komunikacyjną o strategicznym znaczeniu. Nie ma więc potrzeby, aby je gruntownie modernizować, a tym bardziej, by się ich pozbywać. Powinniśmy je pielęgnować i otaczać troską, bo stanowią one element naszej kulturowej tożsamości.
Tym bardziej, że w życiu społecznym pełnią niezastąpioną rolę. To właśnie takimi drogami chłopacy jeździli na motorach do swoich dziewczyn. Tymi drogami chodziło się ongiś na zabawy, zanim darmowe autobusy zaczęły zwozić okoliczną młodzież na wielkie dyskoteki w miastach. Kiedyś tymi drogami pędziło się krowy na pastwiska, a dziś w czasie żniw suną nimi wielkie kombajny. To te drogi zaludniają się w niedzielne przedpołudnia sznurami rowerów jadących do kościoła, a popołudniami są pełne samochodów wiozących całe rodziny w odwiedziny do teściów, szwagrów, kuzynek. Te malownicze, swojskie drogi, na których zna się każdy wybój, każde drzewo… To one są krwioobiegiem podtrzymującym życie lokalnych społeczności. Trzeba je szanować i kochać, bo bez nich zabraknie w polskim krajobrazie czegoś niezwykle istotnego.
Wśród pól
A trzeba jeszcze napisać o drogach polnych. Na ogół nie są zaznaczone na mapach ani wpisane do pamięci GPS-ów. Nawet jeśli prowadzą gdzieś w pobliżu głównych szos, to z pędzącego szybko auta nie da się ich dostrzec. Żeby zobaczyć, a raczej poczuć taką drogę, doświadczyć jej kurzu i błota, trzeba iść pieszo albo jechać rowerem. Bo o bryczce, wolancie czy choćby wozie drabiniastym, można dziś tylko pomarzyć. A drogi te były budowane z myślą o pieszych, woźnicach i rowerzystach. Są one jak jasne wstęgi rozłożone wśród łąk i pól. Prawie nigdy nie wiodą prosto, jak ich banalne, wyłożone betonowymi płytami lub wysypane grysem, kuzynki z niemieckich landów.
Harmonijnie przecinają, albo może raczej otulają wiejski krajobraz, przylegając ściśle do pagórkowatej rzeźby terenu. Niekiedy muszą po drewnianym mostku przeskoczyć nad rowem, porośniętym po bokach trzciną. Nieraz zgrabnym łukiem omijają hałdę polnych kamieni, wyzbieranych przez lata z okolicznych pól. Hałda jest przerośnięta kolczastymi krzakami jeżyn i tarniny. Co jakiś czas, niczym kamienie milowe, na poboczu rośnie dzika grusza. Na wiosnę jest pod nią biało od przekwitniętego kwiecia; późnym latem czuć zapach fermentujących ulęgałek i słychać buczenie os. Rytm wiejskiej drogi wybija niekiedy równy rząd czarnych, drewnianych słupów z białymi izolatorami, pozostałość po dawnej linii telefonicznej. A cóż powiedzieć o fantazyjnie powyginanych wierzbach, odbijających się w jesiennych kałużach. Na granicy sąsiadujących wiosek lub na rozstaju, stoi zwykle krzyż. To ważny punkt orientacyjny: każdy dobrze wiedział, ile czasu zajmie mu droga do krzyża, a ile trzeba będzie jeszcze potem iść do sklepu czy do szkoły. Był to także niezwykle ważny punkt orientacji duchowej, przypominający o ostatecznym celu i kierunku życia. Każda droga pośród łąk i pól, była obrazem ludzkiej drogi życia, trudnego pielgrzymowania śladami Chrystusa.
Leśne dukty
Gdy droga wkraczała w zieloną toń lasu, zamieniała się w leśny dukt. Jeśli był to bór sosnowy, od razu wkraczało się w zaspy piasku. Trudno się po nim jechało rowerem czy brnęło na piechotę, więc obok duktu pojawiała się wąska ścieżynka, wydeptywana co dnia dziesiątkami stóp wędrujących na mszę, do pracy czy na targ ludzi. Nie rzadko buty nieśli w ręce i szli na boso, by oszczędzać cholewki. Dopiero w opłotkach wkładali je na nogi. W gorące, letnie dni, idących odurzał wspaniały, intensywny zapach żywicy, upajał śpiew ptaków. Kto się pilnie rozglądał, na pewno znalazł pod brzozami niejednego kozaka czy maślaki. Za to na łąkach, pod lipami, lubiły rosnąć pieczarki, ale nie te hodowlane, lecz prawdziwe, o szerokich, aromatycznych kapeluszach.
Znowu w dąbrowach i cienistych buczynach, gleba bywa zwarta i wilgotna. Nierzadko pojawiają się bagienka i kałuże. Gdy do lasu na zrywkę wjeżdża ciężki sprzęt, rozcina drogę głębokimi koleinami. Zwykle wypełniają się one szybko luźnym błotem. Gdy przychodzi ciepło, błoto na wierzchu zasycha, tworząc cienką, suchą skorupę. Biada, jeśli człowiek nieopatrznie na niej stanie – może się nagle zapaść po pas w głębokie błoto. Ale na ogół leśne dukty przypominają parkowe alejki: pełne orzeźwiającego cienia, zapachów i leśnych odgłosów. Jak dobrze jest wysiąść z auta gdzieś na parkingu czy poboczu pośród lasu i zrobić sobie krótki spacer leśną drogą, zagłębić się w gąszcz lasu, coraz dalej od szosy. Gdyby tylko mógł ucichnąć męczący hałas pędzących samochodów…
Znikające piękno
Dla odmiany, polne drogi są całe zanurzone w szczebiotaniu skowronków, cykaniu świerszczy i buczeniu owadów. Kiedyś jeszcze było słychać ryczenie krów, które tęskniły za oborą i wieczornym udojem. Dziś krów na pastwiskach już się nie uświadczy, bo trafiły na stałe do obór. A owce, kozy i gęsi zupełnie zniknęły z nizinnego pejzażu. Wiele elementów z czasów naszego dzieciństwa, tak nam bliskich i drogich, znika dziś bezpowrotnie z polskiego krajobrazu, a coraz częściej i z pamięci. Niekiedy nagłe przebłyski jakiegoś znajomego zapachu, dźwięku czy sytuacji, uruchamiają cały łańcuch symboli, skojarzeń i wspomnień, i przenoszą nas do krainy sprzed lat, krainy, której coraz częściej już nie ma.
Ekolodzy martwią się, że za życia naszego pokolenia zaginie wiele rzadkich gatunków flory i fauny. Ja martwię się, że za naszego życia odejdzie w nicość wiele elementów, które składają się na naszą polską tradycję i tożsamość. Coś, co pamiętamy, pozostanie już tylko w pamięci najstarszego pokolenia, na starych fotografiach i czarno-białych filmach. Młodzież wyrośnie na generację bez wspomnień i bez korzeni, może też coraz częściej bez dzieciństwa. Ich światem będzie fikcja komputerowych gier i reklam, niedzielne wypady do hipermarketów i późne wieczory spędzane samotnie przed telewizorem HD. Czy można się w takiej wirtualnej rzeczywistości zakorzenić i poczuć u siebie? Krajobraz wokół dużych aglomeracji, nowych dróg i autostrad, zmienia się nie do poznania. Zmienia się życie, mentalność, ludzie… Zachowajmy jednak w nienaruszonym stanie jakieś enklawy tej dawnej, przedunijnej Polski – biedniejszej, niedoinwestowanej, skrzywdzonej, ale swojskiej i bliskiej, kochanej. To prawda, że cywilizacja musi iść do przodu, a raczej pędzić niczym auta na autostradzie, ale czy nie stać nas, by gdzieś na prowincji, z dala od handlowych, przemysłowych i społecznych centrów, pozostawić ślady tej dawnej Polski? Nowoczesne drogi dla milionów szybkich aut są potrzebne, ale równie potrzebne są drogi, które prowadzą w głąb kultury, człowieczeństwa, wiary. Obawiam się, że przyjdą czasy, kiedy być może bardzo zatęsknimy za wyboistą, brukowaną, polską drogą. I nie znajdziemy jej nigdzie w pobliżu.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!











