Chorąży światowego pokoju, koryfeusz wszech nauk, mąż opatrznościowy ludzkości, ojciec i dobroczyńca wszystkich wolnych narodów... To tylko niektóre spośród określeń, jakie wśród histerycznych szlochów i łkań wykrzykiwano na masówkach wiosną 1953 roku. 5 marca zmarł depozytariusz tych tytułów, Józef Stalin. Wówczas zaledwie kilka osób wiedziało, jaka była rzeczywista przyczyna zgonu przywódcy Związku Radzieckiego. Prawda odsłoniła się całemu światu dopiero po 50 latach.
W ateistycznym reżimie komunistycznym, gdzie nie tylko nie było miejsca dla Boga, ale wiarę w Niego można było przypłacić życiem, paradoksalnie wprowadzono swoistą „ateokrację”.
Kult jednostki
Choć materialistyczny światopogląd nie dopuszczał wiary w istnienie bytu transcendentnego, to jednak próżnia, jaka pozostała po wyrugowaniu istoty najwyższej z porządku ludzkiego, została zapełniona. Przebóstwiony został człowiek – jednostka. Stąd często mówi się o sowieckim, a konkretnie stalinowskim kulcie jednostki. Deifikacja dotyczyła bowiem samego wodza – Józefa Dżugaszwilego Stalina. Społeczeństwo sowieckie, utrzymywane w kulcie Stalina, przekonane było o jego „boskości”, której szczególnym wyznacznikiem miała być nieśmiertelność. Sowieccy poddani po prostu nie wierzyli, nie dopuszczali myśli, że Stalina może zabraknąć.
Stąd po 5 marca 1953 r. przez Związek Radziecki i jego kraje satelickie przetoczyła się fala histerycznych masówek, marszów, pochodów i wieców. Pisano wówczas:
„Posłuchaj synu, umarł dziś
Towarzysz Stalin
W Moskwie dalekiej.
Czynem będziemy Go żegnali
Nie łzą z powieki.
Posłuchaj synu, to był ktoś
jak dąb wyniosły,
Jak dąb wspaniały...
Dzień zapamiętaj, choć niedorosły
Jesteś i mały.
Musimy serca nasze poszerzyć
I siły wzmóc...
Tak bowiem hufcom czynić należy,
Gdy umarł wódz”
Jan Sztaudynger

Spisek czy choroba?
Jednak na całą prawdę o śmierci Stalina musieliśmy poczekać jeszcze 50 lat. W 1953 roku zaledwie kilka osób z najbliższego otoczenia radzieckiego przywódcy wiedziało, jak umarł naprawdę. Już krótko po śmierci zbrodniarza, w najwyższych szeregach partyjnych, rozpowszechniano plotki o spisku na życie wodza. Według jednej z hipotez, schorowanemu Stalinowi miała być podana trucizna, która przyspieszyła zgon. Winą za ten zamach obciążano przez długie lata niemal równego Stalinowi w ogromie zbrodni Ławrientija Berię. Choć taka hipoteza nie była zaskakująca – w obozie stalinowskiej władzy trwały bowiem nieustanne krwawe intrygi i knowania – to według najnowszych badań prawie nic nie wskazuje na to, że zgon Stalina był wynikiem czegokolwiek innego niż choroby.
Schorowany człowiek ze stali
A ta towarzyszyła Stalinowi od wielu lat. Już w 1923 roku Stalin zmagał się z poważnymi bólami reumatycznymi i już wtedy nie dowierzał lekarzom i leczył się własnymi, nieprofesjonalnymi metodami. Poddawał się też „kuracji mineralnej” w południoworosyjskich kurortach i uzdrowiskach. W jednej z takich miejscowości przyszłemu przywódcy radzieckiemu wybudowano wielką daczę. Stan zdrowia Stalina zaczął się pogarszać poważnie już w 1936 roku. Otaczano wówczas wielką tajemnicą jego wielotygodniowe anginy. Znużony chorobami Stalin polecił sowieckim naukowcom i lekarzom zbadanie... fenomenu długowieczności mieszkańców Abchazji i Gruzji! Stalin uwierzył, że zdrowie i siły witalne, nieopuszczające przez długie lata tamtejszych ludzi, są efektem ich specyficznej diety oraz wody z lodowców. Nazwana „płynem życia” była na żądanie Stalina regularnie sprowadzana do Moskwy z odległych sowieckich republik. Po jakimś czasie Stalin nakazał obić wszystkie pomieszczenia, w jakich przebywał, surowym, niemalowanym drewnem – wierzył bowiem, że wydzielane przez drzewo żywice i olejki lotne zapewnią mu dobre zdrowie.

Swoją „karierę” Józef Stalin rozpoczął od nieukończonych studiów w seminarium duchownym. Już wtedy jednak wykazywał skłonność do okrucieństwa, które w ciągu jego zbrodniczego życia osiągnęło niespotykany w historii świata wymiar
Od mikrowylewów do udaru
Jednak nie zapewniły. Już jesienią 1945 roku satrapa, zmęczony działaniami wojennymi, przeżył pierwszy wylew krwi do mózgu. Pozostał po nim krótki, przejściowy paraliż. Nie pozostały natomiast karty leczenia z rządowego szpitala. Obsesyjnie paranoiczny Stalin kazał niszczyć całą dokumentację dotyczącą jego leczenia. Zresztą dopuszczał do siebie tylko trzech, czterech zaufanych lekarzy. Od czasu tego niegroźnego mikrowylewu Stalin poważnie podupadł na zdrowiu. Przebywający niegdyś przez wiele godzin na Kremlu przywódca, teraz unikał obowiązków służbowych, nie odbywał ważnych spotkań, nie mówiąc już o publicznych wystąpieniach. Spędzał za to dużo czasu w swych licznych, odciętych od świata daczach, spacerując po lesie w towarzystwie psa. Na początku lat 50. do reumatyzmu, artretyzmu, nadciśnienia dołączyły poważne problemy z oddychaniem, zaburzenia mowy i dziwne paraliże. Mało kto miał dostęp do „wodza ze stali”. W 1952 roku dopuszczono do Stalina po wielu latach niewidzenia szefa wywiadu ZSRR, generała Pawła Sudopłatowa. Zapisał on później: „Wszedłem do gabinetu Stalina poruszony i spojrzałem mu w twarz. Zobaczyłem starego, zmęczonego człowieka. Stalin bardzo się zmienił. Miał rzadsze włosy i chociaż zawsze mówił spokojnie i ściszonym głosem, teraz mówienie sprawiało mu trudność i musiał robić dłuższe przerwy między zdaniami”.
Samotność tyrana
17 lutego 1953 roku jeszcze niewielu ludzi na Kremlu zdawało sobie sprawę, że dni Stalina są policzone. Tego dnia przyjął ostatnią oficjalną delegację – ambasadora i dyplomatów indyjskich. 27 lutego Stalin zażyczył sobie obejrzeć balet Piotra Czajkowskiego, a dzień później udał się do kina – rzecz jasna: wewnętrznego, kremlowskiego. 1 marca, w niedzielę Chruszczow, Bułganin, Malenkow i Beria – najwyższe po Stalinie figury w partii komunistycznej i Związku Radzieckim – czekali, jak zawsze, na telefon od Generalissimusa, który miał zwyczaj zapraszać ich na tradycyjny obiad. Telefon jednak nie dzwonił.
W tę niedzielę Stalin przebywał na swej pozamoskiewskiej daczy. W tym czasie już bardzo rzadko odwiedzał Kreml. Dacza – mająca charakter prywatnej rezydencji – posiadała telefoniczne połączenie z najważniejszymi osobami w ZSRR. Stalin miał zwyczaj stawiać wszystkich na nogi na ogół w nocy. Każdy musiał być bez przerwy do jego dyspozycji. Daczę obsługiwała grupka oficerów tajnych służb, wcielonych w rolę obsługi domu. Nikomu nie wolno było wchodzić do apartamentów i gabinetów Stalina bez bardzo ważnego, wręcz państwowego powodu. Wiadomo było, że takie nieuzasadnione wejście może, przy złym humorze Stalina, skończyć się nawet śmiercią, czy w najlżejszym przypadku zesłaniem winowajcy. Już od godziny 10 rano cała służba czekała w kuchni na pierwszy telefon Stalina z poleceniami. Jednak przez najbliższe godziny telefon, wbrew przyjętej praktyce, nie dzwonił. Coraz bardziej zaniepokojona służba czekała, a zegar wybijał kolejne godziny – 16, 17, 18... Zastępca komendanta daczy, Piotr Łozgaczew wspominał: „O godzinie 22 byliśmy poważnie zaniepokojeni milczeniem Stalina. Próbowaliśmy zepchnąć jeden na drugiego obowiązek wejścia do jego gabinetu. Kłóciliśmy się tak, a czas mijał. (...) Powiedziałem szefowi ochrony, Starostinowi: «Ty idź, ty tutaj dowodzisz». Ten odpowiedział: «Boję się». Odparłem: «A co, myślisz, że ja jestem bohaterem?». W tym momencie ktoś przyniósł przesyłkę dla Stalina z Komitetu Centralnego. Zazwyczaj to na nas spoczywał obowiązek dostarczenia poczty do rąk Stalina. Powiedziałem: «Dobrze więc, pójdę»”.

Józef Stalin na marach. Jego śmierć jest ważną cezurą w XX-wiecznej historii świata i przyniosła ulgę wielu uciskanym narodom
Nie widzisz, że tow. Stalin śpi?
Przed godziną 23 Łozgaczew wkroczył do gabinetu Stalina z nadesłaną chwilę wcześniej przesyłką. Chorąży światowego pokoju, koryfeusz wszech nauk, mąż opatrznościowy ludzkości, ojciec i dobroczyńca wszystkich wolnych narodów leżał na podłodze w podkoszulku, spodniach od piżamy i w kałuży własnego moczu.
Tragifarsa godna chyba tylko Związku Radzieckiego miała się jednak dopiero rozpocząć. Personel daczy natychmiast powiadomił Berię i Malenkowa. Beria zakazał oficerom prowadzenia jakiejkolwiek akcji ratunkowej i informowania kogokolwiek o tym, co się stało. Łozgaczew, Starostin i kilku innych pracowników daczy byli przekonani, że zaalarmowani dygnitarze znajdą się na miejscu w ciągu pół godziny. Tyle czasu potrzebowali na szybki dojazd z Moskwy. Tymczasem samochód z Berią zjawił się przed daczą dopiero o 3 nad ranem! Beria wszedł do gabinetu, w którym leżał niezmiennie od wielu godzin Stalin. Spojrzał na tyrana, po czym zwrócił się w ostrych słowach do Łozgaczewa: „Towarzyszu, dlaczego wpadacie w panikę? Nie widzicie, że towarzysz Stalin śpi spokojnie? Nie przeszkadzajcie mu i nie alarmujcie nas bez powodu”. Po tym oświadczeniu Beria pospiesznie opuścił daczę, pozostawiając w niej nieprzytomnego na podłodze Stalina i otaczających go pracowników daczy. Dopiero około godziny 8.30 już 2 marca, przybył na miejsce Nikita Chruszczow, który oświadczył, że lekarze są w drodze.
Ostatnie pożegnanie było ulgą
Przywódcy sowieccy dobrze wiedzieli o złym stanie Stalina. Nie udzielając mu pomocy, grali na zwłokę i już obmyślali, jak dojść do władzy po zgonie „nieśmiertelnego” tyrana. Winą za brak pomocy obciążono personel daczy. Wkrótce wszyscy pracownicy zostali przeniesieni do innych miast, w odległe zakątki ZSRR, a dwóch oficerów przybocznych Stalina popełniło samobójstwo. Przyczyną stanu, w jakim znaleziono Stalina, był wylew krwi do mózgu, zlokalizowany w lewej półkuli i spowodowany wysokim ciśnieniem krwi, które, gdy badano je u leżącego na ziemi Stalina, wynosiło 220/110.
Nieprzytomny Stalin przeżył jeszcze dwie doby. W tym czasie obradowało już Zebranie Plenum Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Członkowie Prezydium z Chruszczowem, Malenkowem, Bułganinem i Berią na czele przybyli do daczy Stalina 5 marca 1953 roku po zamknięciu obrad, około godziny 21. Jak się okazało, w samą porę. Agonia kończyła się. Według obecnego przy tej scenie pisarza radzieckiego Konstantina Simonowa: „Nie było żadnych oznak smutku, przygnębienia, czy żałoby wśród zgromadzonych nad ciałem przywódcy dostojników radzieckich. Na ich twarzach było widać jedynie uczucie ulgi”.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!











