Bóg kocha także terrorystów

Jean Palombo razem z dziesięciorgiem dzieci mieszka na Brooklynie. Pięć lat temu w czasie akcji ratowniczej w ruinach nowojorskiego WTC zginął jej mąż Frank, dowódca jednej ze strażackich ekip. Obecny na pogrzebie Rudolph Giuliani był bardzo poruszony głęboką wiarą jego rodziny. To nie my dodajemy im odwagi, ale oni nam powiedział reporterowi telewizyjnemu, który filmował...
Czyta się kilka minut

Jean Palombo razem z dziesięciorgiem dzieci mieszka na Brooklynie. Pięć lat temu w czasie akcji ratowniczej w ruinach nowojorskiego WTC zginął jej mąż Frank, dowódca jednej ze strażackich ekip. Obecny na pogrzebie Rudolph Giuliani był bardzo poruszony głęboką wiarą jego rodziny. – To nie my dodajemy im odwagi, ale oni nam – powiedział reporterowi telewizyjnemu, który filmował pożegnanie bohaterskich strażaków.

Z Jean Palombo, wdową po strażaku, który zginął 11 września 2001 r.

w ruinach World Trade Center, rozmawia Aleksandra Polewska

Rankiem 11 września...

– Obudziłam się bardzo zdenerwowana. Myślałam, że jestem w ciąży. Nasze najmłodsze dziecko nie miało jeszcze roku. Powiedziałam Frankowi, że nie mogę znów być w ciąży, że to zbyt szybko i że chyba zwariuję. Frank odpowiedział: nie martw się tym, możesz martwić się jedynie, że znów będziemy się kłócić o to, jakie imię nadać dziecku. Roześmiałam się. Frank zawsze wiedział, jak mnie rozbawić. Gdy dzieci wyszły już do szkoły, usłyszałam wielki huk. Pierwszy samolot wbił się w wieżę.

W moim małżeństwie szybko się nauczyłam, że żona strażaka nie może nigdy oglądać wiadomości telewizyjnych, kiedy jej mąż pracuje przy gaszeniu pożaru. A ponieważ wieże płonęły i ponieważ Frank tam był, nie włączyłam telewizora. Wieczorem zrozumiałam jednak, że stało się coś złego. Frank się nie odzywał, nie dzwonił i nikt nie miał pojęcia, gdzie jest jego grupa. O północy dowiedzieliśmy się, że cała ekipa mojego męża zaginęła. Kilka dni później dowiedziałam się, że nie jestem w ciąży. 2 października wróciłam w miejsce, gdzie stały wieże, z moimi katechistami z Drogi Neokatechumenalnej i tylko to sprawiło, że byłam w stanie powiedzieć moim dzieciom, że ich ojciec nie żyje.

Krótko po śmierci Franka Stany Zjednoczone, w ramach wojny z terroryzmem, zaatakowały Afganistan.

– Nie postrzegam ataku na Afganistan jako wymierzania dziejowej sprawiedliwości. Nie chcę mieć nic wspólnego z takim myśleniem. Gdyby w Nowym Jorku zapłonęły meczety, a wewnątrz modliliby się talibowie, Frank i jego przyjaciele strażacy weszliby do środka i bez zastanowienia ryzykowaliby dla nich życie. Oni nie zajmowali się polityką, oni ratowali ludzi. Frank mawiał, że to honor kochać swoich nieprzyjaciół. Myślę, że Bóg działa dla dobra tych, którzy Go kochają. Zamachy na WTC były wielkim złem, ale Bóg kocha także terrorystów. Kiedy o nich myślę, mogę tylko powiedzieć: Panie, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią.

Jaki był Frank?

– Wspaniały i odważny. Nie robił z siebie twardziela. Jak wszyscy strażacy, był bardzo ostrożny, prawdziwy profesjonalista. Gdy zginął, miał 46 lat. Życie z Frankiem nie zawsze było idyllą. 22 lata temu postanowiłam odciąć się od Kościoła. Nie chciałam mieć dzieci, moje małżeństwo powoli się rozsypywało. Pewnego dnia Frank powiedział, żebym poszła z nim posłuchać jakichś katechez, które zorganizowano w parafii na Manhattanie. To były katechezy Drogi Neokatechumenalnej, które odmieniły wszystko, całe moje życie, moje małżeństwo. Nie chciałam dzieci, a dziś mam ośmiu synów i dwie córki. Najstarszy syn, Anthony, przygotowuje się do seminarium.

Jak pogodzić się z tak ciężkim doświadczeniem?

– Bardzo tęsknię za Frankiem, ale wiem, że on opiekuje się nami cały czas z nieba. Dzieci są szczęśliwe, że miały takiego ojca, ale tęsknią, bo nie mogą się z nim bawić, modlić, uczyć, nie mogą z nim być. Modlę się o głęboką intymność z Chrystusem, bo tylko taka relacja z Nim pomaga przejść naprawdę przez wszystko. Boję się, ale trzymam się kurczowo Boga. I Bóg mi mówi: „W porządku, Jean, ty nie podołasz, ale ja sobie poradzę, ja cię nie zostawię”. I nie zostawia. Pan dał mi Franka, Pan mi go zabrał. Niech Pan będzie błogosławiony!

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 37/2006