Logo Przewdonik Katolicki

Od Kościuszki do Fieldorfa

Mateusz Wyrwich
Fot.

Po 1989 roku wiadomo już było, że w latach 1944-1956 władza komunistyczna zamordowała ponad dwieście tysięcy Polaków, skazano zaś ponad czterysta tysięcy. Dane te podała do wiadomości publicznej Główna Komisja Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu dopiero w trzy lata później w 1992 roku. Natomiast według dzisiejszej wiedzy IPN, podczas tych dwunastu lat represjom, w...

Po 1989 roku wiadomo już było, że w latach 1944-1956 władza komunistyczna zamordowała ponad dwieście tysięcy Polaków, skazano zaś ponad czterysta tysięcy. Dane te podała do wiadomości publicznej Główna Komisja Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu dopiero w trzy lata później – w 1992 roku. Natomiast według dzisiejszej wiedzy IPN, podczas tych dwunastu lat represjom, w mniejszym lub większym stopniu, poddano sześć milionów osób, czyli ponad jedną trzecią ówczesnej dorosłej ludności Polski.

Niewielki cmentarz ze starym drzewostanem, położony na skraju warszawskiego Mokotowa i początku Ursynowa. Jeszcze trzydzieści lat temu znajdował się wśród pól i ogrodów, uprawianych przez miejscowych chłopów. Dziś wtłoczony jest pomiędzy wysokie bloki i parkingi. Mimo że istnieje od kilkuset lat, nazywany jest „nowym cmentarzem”. Położony dwie przecznice dalej cmentarz jest tak stary, że chowano na nim jeszcze pogan.

Na „nowym cmentarzu” znajdują się natomiast szczątki żołnierzy Tadeusza Kościuszki. Tu sypano też naczelnikowi pierwszy kopiec, niszczony systematycznie przez Rosjan stacjonujących w fortach kilkaset metrów dalej. Tutaj również grzebano uczestników kolejnych antyrosyjskich powstań, a także żołnierzy I wojny światowej, zarówno niemieckich, jak i polskich. Pochowani są tutaj też Niemcy osiadli na stałe w parafii, którzy nie chcieli podpisać volkslisty. Na cmentarzu znajdują się również groby ofiar wojny 1939 roku, jak też kilkuset osób z niemieckich łapanek. Wśród grobów są także mogiły powstańców roku 1944.

Wiersz na krzyżu
„Przechodniu, pochyl czoło, wstrzymaj krok na chwilę, /Tu każda grudka krwią męczeńską broczy. To jest Służewiec, to są nasze Termopile,/ Tu leżą ci co chcieli bój do końca toczyć./ Nie odprowadził nas tu kondukt pogrzebowy,/ Nikt nie miał honorowej salwy ani wieńca./ W mokotowskim więzieniu krótki strzał w tył głowy,/ A potem mały kucyk wiózł nas do Służewca […]” – napisał bezimienny więzień w celi warszawskiego więzienia na Rakowieckiej. Ten wiersz pojawił się którejś nocy w 1981 roku na potajemnie postawionym krzyżu w rogu służewskiego cmentarza. To właśnie na Służew, a nie na nieodległy Służewiec – jak napisał autor wiersza – zwożono zamordowanych w latach 40. i 50. Przywożono również trupy z budynku przy Krzywickiego, gdzie mieściła się Informacja Wojskowa, i z Koszykowej, gdzie znajdowało się Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego. Na Służew przywożono także zamordowanych w więzieniu mieszczącym się przy ul. 11 Listopada czy w słynącej z okrucieństwa komendzie UB przy ul. Cyryla i Metodego.

Pierwsze informacje o potajemnym grzebaniu na służewskim cmentarzu, jak również na pobliskiej skarpie przy zakonie dominikanów, zaczęły docierać do parafii św. Katarzyny już w końcu lat czterdziestych. Mówili o tym mieszkańcy położonych tam gospodarstw. Ludzie opowiadali, że w nocy lub świtem przywożono ludzkie zwłoki na furmance; czasem była to ciężarówka. Najpierw na terenie cmentarza wykopano kilka niewielkich zbiorowych mogił. Nie wolno było zbliżać się do nich nikomu poza przywożącymi ciała. Ci, którzy mieli odwagę podejść do zbiorowej mogiły, opowiadali, że zaraz po wojnie widzieli zwłoki przysypane niegaszonym wapnem. Niektóre nagie, inne – w parcianych albo papierowych workach. W przeważającej części byli to mężczyźni, ze śladami strzału w tył głowy. Według świadków doły kopali niemieccy jeńcy wojenni bądź polscy więźniowie. Eskortę stanowiło kilku żołnierzy z karabinami.

Dół zalany betonem
W 1948 roku Zarząd Więziennictwa zwrócił się do ówczesnego proboszcza parafii św. Katarzyny o zezwolenie na chowanie zmarłych na „nowym cmentarzu”, ale bez aktu zgonu. Proboszcz stanowczo odmówił, za co szykanowano go przez lata. W tym samym roku, tuż za cmentarnym murem w niewielkim wąwozie, funkcjonariusze – najprawdopodobniej UB – wykopali dół wielkości kilkudziesięciu metrów kwadratowych, głęboki na cztery do pięciu metrów. Teraz już nie wożono zwłok furmanką, ale kilka razy w miesiącu podjeżdżała ciężarówka, zrzucając skatowane ciała do dołu. Czasem było ich kilka, niekiedy kilkanaście. Przysypywano je niegaszonym wapnem i niewielką ilością piasku. Około 1955 roku dół zasypano grubą warstwą ziemi, w latach sześćdziesiątych natomiast – według relacji świadków – zalano grubą warstwą betonu. Dziś znajduje się tu osiedlowy parking.

O tym, co się działo na cmentarzu i w jego pobliżu, wiedzieli kolejni proboszczowie parafii pw. Świętej Katarzyny Aleksandryjskiej. Ze swoją wiedzą jednak w tamtym czasie nic nie mogli zrobić.

Wyjaśnianie tajemnicy
O tym, co się tu działo, opowiedziano również księdzu Józefowi Majowi, nowemu proboszczowi, który objął parafię przed blisko ćwierć wiekiem. Przez lata proboszcz skrzętnie zbierał informacje na ten temat i wreszcie, w 1987 roku, powołał Komitet Uczczenia Ofiar Stalinizmu. Zamiarem Komitetu było wyjaśnienie tajemnicy pochówków, jak również postawienie pomnika dla uczczenia ofiar. W jego skład weszli m.in. Wiesław Chrzanowski, Jan Olszewski, Bogusław Nizieński, Wojciech Ziembiński. Władze komunistyczne odmówiły rejestracji Komitetu. Jednak rodziny zamordowanych „po cichu” docierały do niego z informacjami. W dwa lata później, już w III RP, Komitet został zarejestrowany i wiedza o nim rozeszła się na cały kraj i świat. Zgromadzono wiele relacji od rodzin ofiar mieszkających w kraju i za granicą, również świadków wydarzeń. Część z nich znalazła się w książce „Nasze Termopile”. Staraniem księdza Maja i Komitetu przy kościele św. Katarzyny powstał też w 1993 roku pomnik poświęcony „Męczennikom terroru komunistycznego w Polsce w latach 1944-1956”.

Tu leży Fieldorf?
To właśnie w tym dole, tuż przy cmentarnym murze, w miejscu dzisiejszego parkingu, wdowa po majorze Sałacińskim odnalazła ciało swojego męża. Jak wiele lat później opowiadała ks. Majowi, wykupiła wówczas ciało męża za kilka złotych monet i pochowała w grobie rodzinnym. Podczas nielegalnej ekshumacji zwłok ze zbiorowej mogiły rozpoznała zwłoki generała Augusta Fieldorfa „Nila”, komendanta Kierownictwa Dywersji KG AK, od 1944 zastępcę dowódcy Armii Krajowej, straconego w mokotowskim więzieniu w 1953 roku. Major J. Sałaciński został również zamordowany w więzieniu na Mokotowie, w tym samym czasie co generał.

Do niedawna relacja wdowy nie była jednak brana pod uwagę, gdyż tylko nieliczni świadkowie wspominali o dole za murem cmentarnym. Lecz kilka tygodni temu ksiądz Józef Maj dotarł do dokumentu podpisanego przez ówczesnego naczelnika więzienia na Rakowieckiej, Alojzego Grobickiego. Dokument potwierdzał zarówno istnienie dołu, jak i dokonywane w nim pochówki.

– Stowarzyszenie Obywateli II Rzeczypospolitej z siedzibą w Londynie zwróciło się więc do władz RP, by w końcu stwierdzono, co się stało z ciałem Fieldorfa – opowiada ksiądz Józef Maj. – Mamy zeznanie majorowej Sałacińskiej, jak również dokument stwierdzający, że w miejscu obecnego parkingu, dawnym wąwozie, chowano zamordowanych na Rakowieckiej. O zbiorowych grobach zarówno na cmentarzu, jak i poza nim, opowiadali tutejsi mieszkańcy. O wąwozowej zbiorowej mogile mówiła nam również tutejsza mieszkanka, pani Pachlicka.

Jedyne takie miejsce w Warszawie
Z zeznań innego świadka wynika, iż niewykluczone, że w tej mogile może być również pochowany, zamordowany w czasie śledztwa, Jan Rodowicz „Anoda”, porucznik batalionu „Zośka”.

W tej chwili sprawą zajmują się naukowcy z IPN. Dzięki nim i Radzie Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa ksiądz proboszcz zamierza doprowadzić do ekshumacji w miejscu dawnego wąwozu. – Jak się dziś okazuje, ten cmentarz ma ścisły związek z walkami o niepodległość Polski. I jest to udokumentowane – podkreśla ksiądz proboszcz. – Są tu pochowani zarówno żołnierze Kościuszki, jak i ofiary powstań oraz światowych wojen. Chciałbym więc uczcić te wydarzenia, tak ściśle powiązane z historią. Tym bardziej że nie ma innego takiego miejsca w Warszawie. Warto więc, aby w tym miejscu powstała kaplica upamiętniająca, w formie różnych dzieł sztuki, te wydarzenia historyczne.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki