Czy zdołaliście, zacni utracjusze raju, wysłuchać na żywo transmisji z procesu lustracyjnego p. Zyty Gilowskiej? Do tej pory – choć od transformacji ustrojowej minęło kilkanaście lat – „smutnych i cichych” panów wysłuchiwaliśmy, co najwyżej, siedząc po drugiej stronie biurka. Większość z dawnych funkcjonariuszy SB to obecnie emeryci, chyba niespecjalnie dumni z tego, czym się zajmowali, skoro przed kamerami zademonstrowali nam tylko swoje niezbyt urodziwe plecy. Oczekując na orzeczenie w sprawie TW „Beata”, trudno się oprzeć pokusie skomentowania zeznań świadków. Przede wszystkim nie dajmy się nabrać na argument – tak często obecnie powtarzany – że jest to triumf dawnych esbeków, którzy teraz wystawiają innym „świadectwa moralności”. Wiadomo, że są mało wiarygodni i mogą kłamać, ale skoro są przesłuchiwani, to dowód, że wreszcie przestali stanowić „kastę nietykalnych”. A orzeczenie wydaje przecież sąd, podczas gdy oni są zaledwie świadkami. We wszystkich innych procesach także zeznania składają rozmaite indywidua – z gangsterami włącznie, którzy np. korzystają z programu ochrony świadków – i nikogo to nie dziwi.
O wyjątkowo mętnych zeznaniach esbeka Wieczorka, który sprawiał wrażenie człowieka „przymulonego”, nie wspominałbym, gdyby nie zdumienie, że ktoś tak mało elokwentny mógł zajść w strukturach SB do rangi kapitana. Dlaczego te struktury były takie mocne i ostały się tak długo, skoro miały takich funkcjonariuszy? Rozbawił mnie za to jeden z jego zwierzchników. Zapytany, czy brano pokwitowania np. za kwiaty ofiarowane informatorom, nie krył zażenowania, mówiąc, że „byłoby to niegrzeczne”. Mógłby ktoś pomyśleć, że w SB pracowali dżentelmeni. Czyżbyśmy nie mieli racji, wyśpiewując balladę o „chłopcach Świtały”, którzy nosili „pod ortalionem schowane pały”?
Jeden z esbeków, którzy przed ćwierćwieczem szperali o świcie po moich domowych szufladach, żalił mi się później w gmachu przy ulicy Kochanowskiego na swój los: – Spać dziś nie mogłem, dziecko miało, za przeproszeniem, mdłości, a ja musiałem wstać na rewizję do pana o pół do piątej rano! Odrzekłem mu, że to nietakt, bo ja go nie zapraszałem. I dodałem, że mi go nie żal, bo mógł sobie znaleźć inną pracę. A on na to – taki to był filut! – że go zmusili. Cóż, jaki pan, taki kram.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!











