Abyście uwierzyli

Czwartego maja 2006 roku upłynie pięćset lat od ustanowienia przez papieża Juliusza II liturgicznego święta, poprzez które Kościół czci wizerunek Jezusa Chrystusa Całun Turyński. Trwając w atmosferze paschalnej, pomyślmy o płótnie, które według Jana Pawła II jest dla człowieka wierzącego zwierciadłem Ewangelii.



Od wieków Całun Turyński wywołuje sprzeczne stanowiska...
Czyta się kilka minut

Czwartego maja 2006 roku upłynie pięćset lat od ustanowienia przez papieża Juliusza II liturgicznego święta, poprzez które Kościół czci wizerunek Jezusa Chrystusa – Całun Turyński. Trwając w atmosferze paschalnej, pomyślmy o płótnie, które według Jana Pawła II jest dla człowieka wierzącego zwierciadłem Ewangelii.

Od wieków Całun Turyński wywołuje sprzeczne stanowiska co do swej autentyczności. Naukowcy starają się udzielić odpowiedzi na pytania dotyczące czasu i miejsca jego powstania, próbują ustalić tożsamość człowieka, którego sylwetka odbita jest na materiale.

Całun jest płótnem lnianym o wymiarach 4,37x1,10 m, na którym widoczne są zestawione głowami wizerunki (przedni i tylny) ciała ludzkiego. Ich wzajemne ułożenie sugeruje, że jest to płótno pogrzebowe; Żydzi bowiem kładli zmarłego na jednej połowie prześcieradła z głową zwróconą do środka, następnie przykrywali ciało, na koniec owijając całość opaskami. Płótno zachowało odbicie mężczyzny, który zgodnie z Ewangelią doświadczył biczowania i okaleczenia głowy, upadków na kolana i uderzania twarzą o ziemię, dźwigania belki i przybicia do krzyża oraz pośmiertnego wbicia włóczni w prawy bok. Rodzi się pytanie: czy ledwie widoczne rysy mogą dostarczyć tak wielu szczegółów? Owszem, mogą, ale po poddaniu całunu szczegółowym i uczciwym badaniom.

Pierwszą rzeczą, jaka narzuca się patrzącemu na całun, są brunatne linie, plamy i jasne trójkąty. Nie jest to jednak dowód wydarzeń rozegranych w Wielki Piątek, ale ocalenia podczas pożaru, który wybuchł w 1532 r. w kaplicy w Chambéry we Francji. Część skrzyni, w której znajdowało się płótno, została stopiona, co wywołało uszkodzenia w postaci wypaleń w 16 miejscach. Siostry klaryski uzupełniły brakujące fragmenty łatami z korporałów (Korporał to rodzaj małego obrusu, na którym stawia się naczynia z Ciałem i Krwią Pańską). Woda użyta do gaszenia pozostawiła zacieki. Pożar zmienił ilość radioaktywnego węgla, co znacznie wpłynęło na wynik badań metodą C14, które sugerowały jakoby płótno pochodziło z XIII lub XIV w.

Wspomniany pożar oraz ten, mający miejsce w 1997 r. w Turynie, to tylko dwie z wielu niebezpiecznych sytuacji, przez które „musiał” przejść całun, aby potwierdzić swą wyjątkowość. Przetrwał do naszych czasów, aby otwierać oczy i serca na tajemnicę Boga, który nie oszczędził swego Syna, ale za nas wszystkich Go wydał (por. Rz 8,32).

Jednym z zarzutów przeciwko autentyczności jest twierdzenie, że całun jest dziełem malarza. Do niedawna można było tak przypuszczać, jednak współczesne badania nie pozostawiają złudzeń. Udowodniono, że na całunie nie ma śladów pociągnięć pędzlem ani innym narzędziem, nie znajdziemy też substancji przypominających farbę. Znajdziemy za to w miejscach ran fragmenty naskórka oraz krew o różnej gęstości. Udowodniono, że są to skrzepy ludzkiej krwi o grupie AB. Zaskakujący jest fakt, że ta sama krew pojawiała się podczas tzw. cudów eucharystycznych. Jednak nie tylko krwią „namalowany” jest całun. Dopiero pod koniec XIX w., kiedy po raz pierwszy sfotografowano prześcieradło, zaczęto dostrzegać podobieństwo płótna do filmu fotograficznego. Obraz z kliszy, aby poprawnie oddawał rzeczywistość, trzeba poddać odpowiedniej obróbce; tak też postąpiono z całunem. Konsekwencją badań był wniosek: skoro obraz na kliszy zostaje zapisany wyłącznie za pomocą padającego na nią światła, to w ten sam sposób powstał wizerunek na płótnie. Skąd jednak jasność w zamkniętym grobie? Czy odpowiedzi można szukać w słowach Jezusa, mówiącego o sobie: „Ja jestem światłością świata” (J 8, 12) oraz w zapowiedzi Zachariasza o Słońcu Wschodzącym z wysoka (por. Łk 1, 78)?

Nieprzypadkowo już pierwsi chrześcijanie zwracali się podczas modlitwy ku wschodzącemu słońcu, które symbolizowało Zmartwychwstałego Pana.

Można dojść do wniosku, że chwili zmartwychwstania Chrystusa towarzyszył błysk. Nie symbol, lecz fizyczne zjawisko, które utrwaliło się na płótnie. Znikając, ciało nie naruszyło plam krwi na całunie, co zapewne nastąpiłoby, gdyby człowiek owinięty w płótno próbował się z niego uwolnić.

Kościół i laboratoria nie zamknęły jeszcze rozdziału pod tytułem Całun Turyński. Wiele jeszcze się dowiemy. Jedno jest pewne: wykonanie płótna o takim charakterze i właściwościach, niezależnie od epoki historycznej, jest podobnie niemożliwe, jak powstanie z martwych człowieka. W obu przypadkach oprócz rozumu potrzebna jest wiara.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 18/2006