Wieczorem drugiego kwietnia 2005 roku dzwony kościołów świata oznajmiły śmierć Papieża Jana Pawła II. Moment ten poprzedziły pełne napięcia dni,...
Utrata takiej osoby to utrata ostoi, kogoś, kto zapewnia poczucie bezpieczeństwa, stabilności, sprawia, że życie jest w jakimś stopniu przewidywalne. Wobec kogo można określić swoją tożsamość, odpowiedzieć na pytanie: kim jestem?
Wieczorem drugiego kwietnia 2005 roku dzwony kościołów świata oznajmiły śmierć Papieża Jana Pawła II. Moment ten poprzedziły pełne napięcia dni, w których czekaliśmy na każdą nową informację, żywiąc nadzieję, że przecież nie teraz, na pewno nie teraz... Telewizyjne obrazy przedstawiające ludzi zgromadzonych na placu przed Bazyliką św. Piotra w Rzymie, jak i twarze tych widzianych wokół, ujawniały autentyczny niepokój, powagę, smutek, a potem żal i rozpacz. Następne dni zaowocowały zdarzeniami niezwykłymi, takimi, jakie przeżywa się rzadko, a w Polsce miały miejsce dwadzieścia kilka lat temu, także za sprawą "naszego Papieża". Widzieliśmy marsze, w których brało udział kilkadziesiąt tysięcy ludzi, widzieliśmy pełne kościoły, nocne czuwania. Codzienne rozmowy ludzi odnosiły się do ostatnich zdarzeń. Do tego społecznego klimatu żalu i osamotnienia dołączyły środki masowego przekazu, z wyjątkowym wyczuciem relacjonując to, co się dzieje w Rzymie i w polskich miastach, a także w różnych częściach świata i modyfikując swój program. Jak wyjaśnić fenomen reakcji na odejście Jana Pawła II?
Odszedł mistrz
Śmierć ta miała wymiar bardzo ludzki. Odszedł ktoś bardzo bliski, obecny w życiu tych, których określono "pokoleniem JP II", od zawsze obecny w sposób stały i oczywisty. Utrata takiej osoby to utrata ostoi, kogoś, kto zapewnia poczucie bezpieczeństwa, stabilności, sprawia, że życie jest w jakimś stopniu przewidywalne. Wobec kogo można określić swoją tożsamość, odpowiedzieć na pytanie: kim jestem? Jan Paweł II pełnił tę funkcję w życiu młodzieży nawet nie dlatego, że znała ona dokładnie treść jego nauczania - wszak wielu spośród nas go nie zna, i nie dlatego, że zawsze go słuchała - wszak wielu z nas nie postępuje zgodnie z jego zaleceniami. Był ważny, podobnie jak rodzice, dlatego że po prostu był.
Dla pokoleń starszych śmierć Papieża oznaczała dodatkowo odejście kogoś dobrze znanego, wielkiego gościa wizytującego wiele razy ojczyznę, z którym można było się spotkać w trakcie jego pielgrzymek do Polski lub na audiencjach w Rzymie, lub w Castel Gandolfo. Odszedł człowiek, który na ich oczach dojrzewał w pełnieniu swojej misji, nauczyciel i mistrz. Widzieliśmy najpierw człowieka witalnego, radosnego, a jednocześnie polityka i stratega, kogoś "z tego świata", aby potem śledzić jego przemianę w mędrca, dla którego obcowanie ze światem ziemskim i duchowym było codziennym doświadczeniem, który o naturze tych światów wie wszystko. Odszedł wreszcie ten, któremu towarzyszyliśmy w procesie jego starzenia się, utraty sił, zniedołężnienia, cierpienia i który to wszystko znosił z niezwykłym męstwem, dając wzór godnej postawy wobec życia i śmierci.
Wbrew indywidualizmowi
Reakcje na śmierć Ojca Świętego Jana Pawła II to także zjawisko zbiorowej psychologii i socjologii. Jego odejście można analizować w kategoriach straty autorytetu. Współczesna humanistyka w swym wiodącym nurcie, a także kultura masowa eksponują daleko idący indywidualizm człowieka, który ma polegać wyłącznie na sobie, sam dla siebie tworzyć zasady i kryteria ocen postępowania. Ma to być człowiek wewnątrzsterowny, dla którego zbędne są czyjeś opinie i zalecenia, który sam podejmuje decyzje i je realizuje. Jest to człowiek wolny od autorytetów. Presja tego typu standardów powoduje, że wiele osób, zwłaszcza młodych, dla których dodatkowo naturalną potrzebą rozwojową jest zaznaczanie własnej autonomii, deklaruje niechęć wobec autorytetów, zarówno osobowych (rodzice, nauczyciele, księża), jak i instytucjonalnych (szkoła, rodzina, różnego typu organizacje). Wystarczy śledzić dyskusje internautów, aby dostrzec zjawisko oporu wobec autorytetów.
Deklaracje postaw to jednak często coś daleko różnego od rzeczywistych odczuć, poglądów i potrzeb. Dramatyczne u wielu ludzi reakcje na śmierć Papieża dowodzą owej rozbieżności. Pragniemy wokół siebie autorytetów, potrzebujemy kogoś, kogo opinie traktujemy jako wskazówki dotyczące własnego postępowania i kryteria oceny różnych sytuacji, z którymi mamy do czynienia. Tak więc i teraz pytamy: "Co powiedziałby na to Jan Paweł II?", "Jak oceniłby to zdarzenie", "Co by zalecił?". Papież umierając nie tylko opuścił wielu ludzi, nie tylko ich osamotnił społecznie, ale też osamotnił ich normatywnie, etycznie. Straciliśmy jeden z ważnych "radarów" naszego życia. Oczywiście, zostaje to, co było "przed naszym Papieżem" i wytycza kierunek działania człowieka: religia, prawo, obyczaje, cała tradycja i zawarte w nich normy i wartości. Zostaje też dorobek Jana Pawła II, jego encykliki, spisane homilie, teksty wystąpień. Mamy wreszcie kolejnego Papieża, który bardzo konsekwentnie kontynuuje myśl wielkiego poprzednika, często przypominając o swojej intelektualnej i emocjonalnej z nim więzi. Nie ma jednak tego, który tak nam, Polakom, bliski, doraźnie, z tygodnia na tydzień przypominał w krótkich zdaniach o sensie danego dnia i tygodnia, tak w wymiarze religijnym, jak i społecznym, i o eschatologicznym sensie życia człowieka.
Odzyskana duma
Śmierć Ojca Świętego dla wielu z nas oznacza nie tylko utratę przewodnika, ale także osoby, która wzmacniała poczucie dumy narodowej Polaków, osoby, dzięki której możliwa była silniejsza identyfikacja z ojczyzną, silniejsza była nasza wspólna tożsamość. Każdy naród, podobnie jak i inne grupy (np. etniczne, religijne, rasowe), na przestrzeni dziejów kształtuje swoją tożsamość. Tożsamość narodowa związana jest z identyfikacją z grupą narodową, w kontekście której spostrzega się każdy z jej członków. O treści tożsamości narodowej decyduje kultura symboliczna, a więc znajomość symboli kulturowych (dla Polaków np. orzeł biały, Trzeci Maja, Józef Piłsudski) i osobiste znaczenie nadawane tym symbolom.
Drugim elementem jest kultura socjetalna, czyli system norm i specyficzny sposób zachowania się w interakcjach społecznych (np. niepowtarzalny obyczaj całowania kobiet w rękę czy polski obyczaj tradycyjnego obchodzenia świąt kościelnych). Wspólnota symboli, norm i wartości, dziedziczonych międzypokoleniowo, warunkuje poczucie podobieństwa do innych przedstawicieli nacji i sprzyja identyfikacji z nią. Co więcej, związek z własnym narodem uzyskuje też zwykle pozytywną ocenę. Swój kraj, jego tradycję i współczesność, a także cechy rodaków, nawet jeśli są one ułomne, staramy się na ogół szacować wyżej niż inne kraje i ich mieszkańców. Szczególnie ważne miejsce w procesie kształtowania i umacniania poczucia więzi z ojczyzną i dumy z niej mają wybitne postaci, jak choćby wspomniany wcześniej Józef Piłsudski. Każdy naród ma takie postaci-ikony, w których syntetyzuje się ich cywilizacyjny i kulturowy dorobek.
Jan Paweł II stał się także osobą -symbolem, ważniejszą dla nas niż postaci z mniej lub bardziej odległej historii, a jego dokonania i obecność w świecie umocniły pozycję Polski i Polaków w społeczności międzynarodowej. Z jednego z krajów Europy Środkowej (a może Wschodniej?) Polska awansowała do rangi państwa nie tyle wybitnego przez swoje osiągnięcia cywilizacyjne, ale wyjątkowego, który stworzył kulturowe tło do wydania tak ważnej postaci, "Papieża z dalekiego kraju". Aby krótko zobrazować znaczenie Jana Pawła II, przypomnę swoje osobiste doświadczenie i emocje, których doświadczyłam, kiedy przed laty w Hiszpanii mały chłopiec, dowiadując się, że pochodzę z Polski, spontanicznie i radośnie zareagował, wypowiadając dwa nazwiska, z którymi Polska mu się kojarzyła. Byli to: "papa Wojtyla i Walesa". Może niewiele, ale jednocześnie "aż tyle".
Wielki negocjator
Reakcje na śmierć Jana Pawła II wśród wielu Polaków spowodowane były świadomością utraty osoby, która znacząco wpłynęła na losy Polski i miała swój udział w kształtowaniu losów świata. Sławne i wielokrotnie przywoływanie: wołanie "Niech zstąpi Duch Twój i odmieni oblicze ziemi, tej ziemi" traktuje się jako moment sprzyjający uruchomieniu wielkiej, a dotąd ukrytej siły społeczeństwa polskiego, siły, która wyraziła się w ruchu "Solidarności" i spowodowała zmianę systemu politycznego w Polsce. Pielgrzymki papieskie, które gromadziły miliony ludzi, pokazywały zgromadzonym, jak wielu jest podobnie myślących, podobnie czujących i chcących odnowy życia w ojczyźnie. I później Papież był tym, który upominał polityków, wskazywał kanon niezbywalnych wartości, na których powinni opierać swoją aktywność w sferze publicznej (choćby przemówienie w polskim parlamencie w czerwcu 1999 roku), konsultował i oceniał decyzje. Ta jego rola mentora powodowała, że politycy chętnie odwiedzali Watykan i zabiegali o audiencję u Ojca Świętego. Dotyczy to także polityków spoza Polski, którzy zawsze mogli liczyć na jego rozważną i trafną opinię. Papież wypowiadał się w ważnych kwestiach dotyczących świata, niezmiennie optował za pokojem, prawami człowieka, negował terroryzm. Dawał przykład niezwykłej kultury politycznej: negocjował, zachowywał się koncyliacyjnie. Był jednym z wielkich przywódców świata, choć jego misja nie była bezpośrednio związana z życiem politycznym.
Media razem
Analizując reakcje na odejście Jana Pawła II nie sposób pominąć roli środków masowego przekazu. Wiele osób zdystansowanych wobec tego wydarzenia sądzi, że to one wpływały na atmosferę, intensyfikowały emocje i kierowały zachowaniem ludzi. Tak było, bo i taka jest rola mediów: informować, kształtować przekonania, wpływać na emocje i sposób postępowania odbiorców. Zapewne przekaz medialny działał tak jak społeczny dowód słuszności, a więc wskazówka, jak rozumieją daną sytuację inni ludzie i jak na nią reagują. Trudno byłoby tu mówić jednak o manipulowaniu nastrojem społecznym, o świadomym zamiarze wywoływania pewnego efektu zgodnego z jakimś interesem nadawcy.
Zarówno radio, telewizja, jak i prasa, zarówno środki publiczne, jak i komercyjne, czasopisma z uznaną renomą, jak i kolorowe, "łatwe" tygodniki dostroiły się do powagi chwili, rezygnując przynajmniej na ten czas ze swojego zaplanowanego wcześniej programu i właściwego sobie stylu jego przekazu. Informacja była rzetelna, komentarze adekwatne do sytuacji, a emocje dziennikarzy - szczere, ludzkie, nieskrywane. Naturalność ich odczuć odsunęła na bok fachowość, chłód, dystans, często ironię i cynizm. To jest możliwe tylko wobec wyjątkowych wydarzeń i wyjątkowych osób. Takie reakcje dowiodły raz jeszcze niepodważalnej wielkości Jana Pawła II, który znowu pogodził wielu.
Ci, co nie płakali
Ten dominujący rodzaj odczuć i zachowań wobec śmierci Ojca Świętego nie oznacza wszak, że były to reakcje jedyne. Były osoby i grupy dystansujące się od tego wydarzenia, nieśledzące informacji jego dotyczących, mówiących o sobie: "Nie płakałem po śmierci Jana Pawła II". To możliwe, ludzie różnią się interpersonalnie pod względem licznych cech, preferencji, poglądów, potrzeb. To stanowi o naszej indywidualności.
Reakcje obojętności wobec zdarzenia, które poruszyło większość, mogą być przejawem krytycyzmu wobec osoby i dokonań Papieża, braku związku z Kościołem. Mogą świadczyć też o nikłym związku z tym, co stanowi podstawę tożsamości narodowej, o słabej znajomości, niskiej ewaluacji i niechęci do respektowania symboli, wartości i norm kulturowych. Są to dowody dość luźnej więzi z krajem i jego mieszkańcami. Inaczej mówiąc, tego typu reakcje wskazują na pewną alienację, wyizolowanie się z dominującego nurtu życia społecznego. Jednocześnie przyzwolenie na różnorodność reakcji, bo przecież nikt nie był ganiony za osobistą interpretację sytuacji i za swoistość zachowań dowiodły, jak rzeczywiście otwarta i tolerancyjna jest Polska, jak słaba lub nieskuteczna jest w niej presja na unifikację poglądów i zachowań. Jan Paweł II nigdy nie akceptował totalitaryzmu, przymusu, doskonale rozumiał prawo człowieka do wyboru indywidualnej drogi. I w tym przypadku też by to rozumiał.
Ujawniane reakcje braku żalu po śmierci Papieża nie muszą jednak świadczyć o autentycznym przeżyciu. Wiele osób mogło wybrać drogę zaprzeczania własnym emocjom jako sposób poradzenia sobie z sytuacją straty, jako typowy dla siebie sposób reagowania na sytuację psychologicznie trudną. Niektóre osoby wszelkie doznania emocjonalne ujawniają i robią to niekiedy w bardzo spektakularny sposób, inne natomiast je ukrywają, tłumią, manifestując zupełnie inny rodzaj uczuć niż te, które im rzeczywiście towarzyszą. Tak więc i wśród osób, które mówiły o swoim dystansie wobec śmierci Papieża, były zapewne i te, które wybrały paradoksalny sposób poradzenia sobie z własnym bólem.
Chcą, aby od nich wymagać
Śmierć Ojca Świętego Jana Pawła II poruszyła większość Polaków i wywołała żywe reakcje w różnych częściach świata. Najbardziej jednak wpłynęła na młodzież, która tłumnie gromadziła się w kościołach i uczestniczyła w marszach. Wielu młodych zdecydowało się też na udział w pogrzebie Papieża. Zareagowali więc ci, do których Jana Paweł II, myśląc o przyszłości świata, adresował znaczący fragment swojej katechezy. Byliśmy świadkami niezwykłego uzupełniania się tego, co reprezentował Jan Paweł II oraz młodzież: dojrzałości osobistej i bogatego doświadczenia życiowego i naiwnych często, idealistycznych planów i marzeń wyrażających próby określenia własnej tożsamości i znalezienia miejsca w świecie. Dopełniania się starości i choroby z młodością i zdrowiem, dwoma naturalnymi stanami człowieka. Wymagań i jak się okazało, gotowości do ich przyjęcia. W lansowanym świecie, łatwym i kolorowym, w którym sukces jako kulturowy standard znajdować ma się w zasięgu możliwości wielu, jeśli nie wszystkich, w świecie ludzi pozbawionych odpowiedzialności, Papież był tym, który od ludzi, zwłaszcza młodych, wymagał. A przede wszystkim oczekiwał, by wymagali wiele od siebie. Prawdziwa więź młodzieży z Janem Pawłem II dowodzi, że jej naturalnymi potrzebami, choć potrzebami często ukrywanymi, bo uważanymi za niemodne, nawet śmieszne, jest dążenie do prawdy, autentyzmu, szczerości, dobra. Jan Paweł II ponownie te potrzeby uruchomił i dowartościował.
Drugi kwietnia 2005 roku zjednoczył ludzi, wielu z nich też przemienił. Pozostaje pytanie, czy efekty te będą trwałe, czy też będą efemerydą powstałą w sytuacji ekstremalnej, ulotnym wspomnieniem czegoś, co kiedyś było ważne.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!






