Logo Przewdonik Katolicki

Równość czy przywileje

ks. prof. dr hab. Paweł Bortkiewicz TCHR
Fot.

Z jednej strony nie mam ochoty pisać niczego na temat "parady równości", która się nie odbyła, choć "widać" jej skutki. Nie mam ochoty, bo temat i problem jest w istocie żaden. Trwające dyskusje skłaniają mnie jednak do kilku słów refleksji. Zacznę od pewnego osobistego wyznania: jestem beztalenciem muzycznym niezdolnym do występów ani wokalnych, ani instrumentalnych. Pomimo tego...

Z jednej strony nie mam ochoty pisać niczego na temat "parady równości", która się nie odbyła, choć "widać" jej skutki. Nie mam ochoty, bo temat i problem jest w istocie żaden. Trwające dyskusje skłaniają mnie jednak do kilku słów refleksji.
Zacznę od pewnego osobistego wyznania: jestem beztalenciem muzycznym niezdolnym do występów ani wokalnych, ani instrumentalnych. Pomimo tego nie czuję się ani pokrzywdzony przez los, ani poniżany, ani ograniczony w wykonywaniu moich zadań życiowych. Takich jak ja jest jeszcze kilku. Otóż, usłyszeliśmy kiedyś tezę równości demokratycznej, że "śpiewać każdy może". W tym momencie poczułem się niedowartościowany. Jak to? Skoro każdy może, to dlaczego nikt nigdy nie zaproponował mi pracy w chórze, nikt nie zaproponował występów solowych na scenie, nikt nie zaprosił przynajmniej do eliminacji Konkursu Chopinowskiego? Podobnie poczuli się inni. Przynajmniej mieli takie prawo. Wyszliśmy na ulicę domagać się równości naszych praw.
Zdaję sobie sprawę z banalności przykładu, może jego absurdalności, ale środowiska homoseksualne szerzą taki właśnie absurd. Absurdem jest bowiem domaganie się równości wyrażanej w legalizacji związków homoseksualnych, w propozycji uczestniczenia w czymś, do czego ci ludzie są niezdolni. Mogę, będąc muzykalnym, walić w pianino i mogą homoseksualiści trwać w związkach intymnych. Nonsensem jest jednak uznanie walenia w pianino za koncert, tak jak nonsensem byłoby uznanie takiej intymności za małżeństwo. Natomiast czymś więcej niż absurdem jest równanie problemu homoseksualistów nieprześladowanych, niedyskryminowanych, nieponiżanych (bo obelgi wobec nich są wywoływane jako wulgarna reakcja na ich manifestacje) z faktycznymi nierównościami i dyskryminacjami. Nadużyciem były niedawne okrzyki o obronie praw mniejszości homoseksualnych i religijnych czy etnicznych, jakie padały w zamieszkach poznańskich. Śmiem twierdzić, że winno ono być karane. Bo nadużycie to jest kłamstwem, które ma reperkusje społeczne. Nadto poniża realnie prześladowanych dla sprawiedliwości czy z racji sumienia.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki