Waga problemów

Uczestniczyłem kilkanaście dni temu w Wielkopolskim Forum Szkolnych Klubów Europejskich. W czasie bardzo interesującego spotkania wiele wypowiedzi nawiązywało do aktualnie toczącej się rewolty cudzoziemców we Francji. Dramat tamtego "miejskiego powstania" rodzi szereg pytań - o tolerancję i ksenofobię, o zakres praw dla cudzoziemców, o zakres ich uprawnień

Wydało mi się wówczas,...
Czyta się kilka minut

Uczestniczyłem kilkanaście dni temu w Wielkopolskim Forum Szkolnych Klubów Europejskich. W czasie bardzo interesującego spotkania wiele wypowiedzi nawiązywało do aktualnie toczącej się rewolty cudzoziemców we Francji. Dramat tamtego "miejskiego powstania" rodzi szereg pytań - o tolerancję i ksenofobię, o zakres praw dla cudzoziemców, o zakres ich uprawnień…

Wydało mi się wówczas, że mijamy się z sednem problemu europejskiego. Bo tym sednem nie jest polityka wobec imigrantów i cudzoziemców. Sednem dramatu współczesnej Europy jest jej obumieranie i brak stosownej polityki prorodzinnej. Europa bowiem, w jakimś irracjonalnym amoku, zamiast dbać o wzrost swojej populacji poprzez właściwy przyrost naturalny, inwestowała od lat w coraz bardziej liberalną politykę imigracyjną. Dopływ ludności kolonialnej, dopływ uchodźców z Jugosławii, Turcji, w Niemczech od kilku lat z dawnego ZSRR - miał ratować kontynent przed śmiercią.

A przecież takie myślenie jest absurdem. Przed śmiercią może uratować jedynie nowe życie. Polityka prorodzinna i prokreacyjna.

Takiej polityce na pewno nie sprzyja zaangażowanie państwa przeciw tzw. dyskryminacji i troska o "równy status kobiet i mężczyzn". Co bowiem oznacza w tym wypadku "dyskryminacja"? Czyż nie to po prostu, że odmawia się kobiecie bycia mężczyzną, a mężczyźnie bycia kobietą? Czyż troska o "równy status" nie jest absurdem?

Pani minister Środa robiła istotnie wiele w zakresie "równego statusu". Miała też ku temu niewątpliwie szczególne predyspozycje. Kobiecości było w niej tyle, co europejskości w przybyszu z Trynidadu do Anglii. Jej absurdalne wypowiedzi, zwłaszcza o dyskryminacyjnej roli katolicyzmu, powinny być umieszczone w antologii nonsensów nauki obok sowieckich religioznawców.

Dlatego dziwi mnie, że jej eliminacja z życia politycznego zyskała rozgłos w jakichś gremiach czy mediach unijnych, a dokładniej - niemieckich. Chciałbym się zapytać sąsiadów w języku coraz częściej u nich używanym: Nawierno nicziewo nie ponimajetie?

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 47/2005