Logo Przewdonik Katolicki

''Jestem spokojny, wy też bądźcie''

ks. Jacek Szymański
Fot.

Nie wiem, co powiedzieć i nie wiem, co pisać. A mam napisać osobiste wspomnienie o Ojcu Świętym. Jest sobota, 2 kwietnia 2005 r., wieczór. Jak żebrak wyglądam i nadsłuchuję kolejnych komunikatów z Rzymu, żebrzę o okruchy dobrych wiadomości. Stan jest ciężki. "Nie lękajcie się". "Nie lękamy się" - napis spod krakowskiego "papieskiego" okna na chwilę dodaje mi otuchy. Myślą i...

Nie wiem, co powiedzieć i nie wiem, co pisać. A mam napisać osobiste wspomnienie o Ojcu Świętym. Jest sobota, 2 kwietnia 2005 r., wieczór. Jak żebrak wyglądam i nadsłuchuję kolejnych komunikatów z Rzymu, żebrzę o okruchy dobrych wiadomości. Stan jest ciężki. "Nie lękajcie się". "Nie lękamy się" - napis spod krakowskiego "papieskiego" okna na chwilę dodaje mi otuchy.
Myślą i sercem jestem tam, na placu, który od kilkudziesięciu godzin stał się centrum świata. Jeszcze świecą się światła, jeszcze Brama Spiżowa niezamknięta. Zabieram się do kreślenia krótkiego, a tak sercu bliskiego wspomnienia.



Rok 1994, styczeń, jestem na drugim roku studiów. Do Papieskiego Kolegium Polskiego na Piazza Remuria 2a w Rzymie dzwoni sekretarz Ojca Świętego. Papież zaprasza nas na kolędę. Zaprasza do siebie, do swojego mieszkania, bo kolędę przyjmuje się w mieszkaniu. Nie mogę długo zasnąć. Pierwszy raz tak blisko Jana Pawła II. Zabieramy z kolegami alby i stuły. Wcześnie rano, jest jeszcze ciemno, jedziemy do Watykanu. Zbiórka przy Spiżowej Bramie. Szwajcarzy salutują. Potem dziedziniec św. Damazego i windą na drugie piętro. Serce zaczyna mi bić mocniej. Jesteśmy w bibliotece, ubieramy się w alby i po kolei wchodzimy do prywatnej kaplicy Ojca Świętego. Panuje delikatny półmrok. W ostatniej ławce klęczy kilka sióstr. Jest! Delikatnie wychodzi zza ołtarza. Wstajemy wszyscy, a On zaczyna się ubierać do Mszy św. Widzę Papieża, który szykuje się do sprawowania Najświętszej Ofiary. Pierwszy raz jestem tak blisko, prawie na wyciągnięcie ręki!
Msza Święta, wyciągamy ręce na słowa konsekracji. Po Mszy wychodzimy z kaplicy, ustawiamy się w kole. Wychodzi do nas. Jest uśmiechnięty, zachowuje się tak, jakby każdego z nas znał po imieniu. Panuje wielka radość, zaczynamy śpiewać "Barkę". Papież podchodzi do mnie. Pyta o diecezję. Kojarzy od razu. - Tak, Włocławek, to "Ateneum Kapłańskie" i początki KUL-u z księdzem Radziszewskim, mówi.
Przerywam pisanie. Słyszę słowa z rzymskiego placu: "Ojciec Święty Jan Paweł II powrócił do domu Ojca". Nogi uginają się pode mną, tak jak wtedy, 27 lat temu, kiedy jako mały chłopiec oglądałem z rodzicami "Dziennik" w telewizji. Nie rozumiałem wtedy jeszcze zbyt wiele.
Schodzę do naszej seminaryjnej auli św. Tomasza. Klerycy płaczą przed telewizorem. Odmawiamy Ojcze nasz i Zdrowaś Maryjo. Słyszę dzwony włocławskiej katedry, spoglądam przez okno na korytarzu. Podjeżdżają samochody, coraz więcej ludzi wychodzi z domów. Świat wstrzymał oddech. Zakładam płaszcz i idę do katedry odprawić Mszę św. za największego z rodu Polaków.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki