Logo Przewdonik Katolicki

Pod złotą kopułą

Jolanta Staśkiewicz
Fot.

"Patrz, kochanie, tutaj mieszkał nasz Papież". Dziewczyna ogląda niewielką, jasną sypialnię i aż podskakuje w wózku, gdy wjeżdża do ascetycznego pokoju, pełniącego rolę kapliczki. To przecież ten sam klęcznik. Tu się modlił. Ola Błażejewska traktowana była z większymi względami niż miliony pielgrzymów odwiedzających przez lata sanktuarium Maryjne w Licheniu. Jako gość...

"Patrz, kochanie, tutaj mieszkał nasz Papież". Dziewczyna ogląda niewielką, jasną sypialnię i aż podskakuje w wózku, gdy wjeżdża do ascetycznego pokoju, pełniącego rolę kapliczki. To przecież ten sam klęcznik. Tu się modlił.



Ola Błażejewska traktowana była z większymi względami niż miliony pielgrzymów odwiedzających przez lata sanktuarium Maryjne w Licheniu. Jako gość specjalny opiekuna sanktuarium, ks. Wiktora Gumiennego, przyjęta została w domu zakonnym Zgromadzenia Księży Marianów. Poproszony przez kustosza o osobistą opiekę nad Olą brat Wiesław nie zawahał się zaprowadzić dziewczynę do apartamentu, z którego w czerwcu 1999 roku korzystał Jan Paweł II. - Apartament ten używany jest bardzo rzadko - czasem nocują tu dostojnicy kościelni - opowiada brat Wiesław. Ola zatrzymuje się też w pokoju służącym za gabinet. Przysuwa wózek do ciężkiego biurka, zbliża się, na ile pozwalają koła, do potężnego, drewnianego krzesła. Do ucha mamy kieruje swoje pierwsze wrażenia.
Możliwość dotknięcia biurka, przy którym zasiadał Papież, to dla Oli wielkie wydarzenie. - Bardzo dużo czytała o Ojcu Świętym, o jego pielgrzymkach, a także jego dzieła. W swoich modlitwach zawsze znajduje miejsce na intencje dla Papieża, a niedzielny Anioł Pański to w naszym domu już tradycja - mówi Izabela Błażejewska, mama Oli.

Niezapomniana Msza



Tuż przed spacerem do bazyliki, mama i wolontariuszka Edyta zabierają Olę do przygotowanego dla niej pokoju. Potrzeba kilku minut, aby odessać ją i podać płyny przy użyciu sondy. Dziewczyna nie mogła skosztować przygotowanego w klasztornej stołówce smacznego, piątkowego obiadu.
Już po kilku minutach okazało się, że dwa koce, wełniana czapka i kurtka z kapturem, bardzo się przydadzą. Brat Wiesław zaproponował, aby przy zwiedzaniu korzystać z trasy, którą najczęściej obierają pielgrzymi. Kościół Świętej Doroty, w którym znajduje się cudowny wizerunek Matki Bożej Licheńskiej, Ola odwiedziła na samym początku wyprawy. - To była niezapomniana Msza. Ola coraz rzadziej opuszcza dom. Martwimy się o jej zdrowie. Mszy słucha najczęściej w telewizji. A w Licheniu przecież jest niepowtarzalna atmosfera... no i mogłyśmy siedzieć tak blisko cudownego wizerunku Matki Bożej - mówi mama Oli.

762 stopnie



Brat Wiesław prowadzi swoją niewielką grupkę pod pomnik Żołnierza Napoleońskiego Tomasza Kłossowskiego, któremu Maryja ukazała się po bitwie narodów pod Lipskiem, nakazując, aby odszukał wizerunek, który dokładnie będzie Ją odzwierciedlał. Duże wrażenie robi na Oli opowieść o wojennych losach obrazu, wykradzionego przez organistę, a następnie przechowywanego przez licheńskich parafian. Nasilający się chłodny wiatr nie przeszkodził też Oli i jej opiekunom w obejrzeniu pomnika kardynała Stefana Wyszyńskiego i wysłuchaniu wspomnień o roli Kardynała Tysiąclecia w doprowadzeniu do koronacji obrazu.
W drodze do bazyliki, tylko krótki przystanek przed Golgotą, bo Ola coraz bardziej marznie. Gdy ochroniarze pełniący pieczę nad nieczynną w listopadzie wieżą widokową biegną po klucz, by zrobić wyjątek dla szczególnego pielgrzyma, wózek wędruje za osłaniające od wiatru mury. Mama proponuje Oli krótki spacer na rozgrzewkę. Chwyta córkę pod ramię, a brat Wiesław - nie czekając na prośbę, podbiega, by podtrzymać dziewczynę z drugiej strony. Przyda się też druga para rękawic od mamy. - Ja mam lęk wysokości, więc i tak na górę nie wjadę. Pobiegnę w tym czasie po dodatkowy koc - proponuje pan Rafał - wolontariusz.
Po chwili drzwi do budynku otwierają się i wózek wjeżdża do eleganckiego, przestronnego holu. Winda wiezie Olę na 27. piętro. - Czy zdarzają się pielgrzymi, którzy wspinają się tu pieszo - pyta mama. - Owszem, ale to 762 stopnie - bardzo mecząca wspinaczka - odpowiada brat Wiesław. I wspomina mieszkankę Konina, która dłuższy czas przyjeżdżała do Lichenia zaraz po pracy i każdego dnia wchodziła pieszo na wieżę. - Miała jakąś intencję, ale niewiele o tym mówiła - wspomina brat Wiesław.
Widoki rozciągające się z wieży zaskoczyły wszystkich. - Chodź, obejdziemy wieżę dookoła - mama zachęca Olę do oderwania wzroku od mieniącej się w popołudniowym słońcu kopuły bazyliki. To jedyna okazja, żeby podziwiać tę monumentalną świątynię z góry. - Jakie wspaniałe widoki. Popatrz na ten zalew, prześliczna okolica, a tu - tędy szliśmy - przy dzwonach. Widzisz? - pokazuje córce, podtrzymując ją, aby mogła utrzymać równowagę.

Z różańcem na palcu



W samej bazylice Ola najdłużej pozostaje przy głównym ołtarzu. Zadziera głowę na monumentalne kolumny podtrzymujące kopułę, na symboliczne niebieskie sklepienie. Jej uwadze nie ujdą też wspaniałe marmurowe posadzki, które - jak poinformował brat Wiesław - zajmują powierzchnię hektara. Wolontariuszy zainteresowały też informacje o prowadzących do kościoła 33 stopniach, które nawiązują do lat życia Jezusa na ziemi. W pamięć zapadły też symboliczne cyfry 365 okien oraz 52 otwory drzwiowe, co symbolizuje dni i tygodnie roku kalendarzowego.
Ola odwiedza też kaplice poświęcone świętym i błogosławionym. W dolnej części świątyni postanawia natomiast zwiedzić wystawę fotografii z pielgrzymek Jana Pawła II. Bardzo interesuje ją też kaplica dedykowana 108 Męczennikom II Wojny Światowej.
Okazało się, że Ola interesuje się sanktuariami Maryjnymi od wielu lat. Czyta "Misyjne Drogi", w których opisywane są właśnie sanktuaria. Gdy swojej nauczycielce od hiszpańskiego (po ukończeniu liceum kontynuuje naukę prywatnie) opowiedziała o Santiago de Compostela, ta przyznała się, że mieszka tam jej narzeczony. Wkrótce Ola otrzymała list ze zdjęciami, które wykonał w sanktuarium chłopak lektorki. Przysłał też maleńki różaniec, który zakłada się na palec. Dziewczyna ściąga rękawicę i z dumą pokazuje podarunek.

Jest blisko Boga

Ola Błażejewska ma dwadzieścia lat. Kiedy skończyła pięć, wykryto u niej guz móżdżku. Przeszła operację w Centrum Zdrowia Dziecka, a po kilku latach w klinice szwedzkiej. Choć druga operacja, dzięki której udało się usunąć zaatakowane tkanki, uratowała Oli życie, pozostawiła po sobie ślady - paraliż twarzy i problemy z wymową.
Ola jest osobą głęboko wierzącą. Od dziecka marzyła, aby zostać misjonarką. Do codziennych modlitw namawia wszystkich członków rodziny. Rodzeństwo - 21-letnią Anię i 15-letniego Jasia zaprasza do Różańca, tłumacząc, że jest to modlitwa wspólnotowa i lepiej, aby była odmawiana w większym gronie.
- Wybrała drogę świętej Tereski, która była misjonarką, nie opuszczając swojej celi. Tereskę obrała też sobie jako patronkę podczas bierzmowania - mówi pani Izabela, mama Oli. Ze swojej niewielkiej renty Ola postanowiła oddawać każdego miesiąca stałą kwotę na opłacenie kosztów nauki Sylii -- dziewczynki z Kamerunu. - To się nazywa adopcja duchowa. Wpłacając regularnie niewielkie kwoty, pomaga się konkretnemu dziecku. Zdjęcie Sylii mamy w komputerze - opowiada mama.
Ola głęboko wierzy w swoje powołanie. Gdy czyta w prasie katolickiej prośby o modlitwę, dołącza te intencje do pozostałych. O każdym pamięta. - Myślę, że jest blisko Boga - mówi jej mama.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki