Logo Przewdonik Katolicki

Nawrócenie pułkownika Kadafiego

Grzegorz Górny
Fot.

Głównym celem wojny w Iraku - jak zapewniała administracja George'a W. Busha - było pozbawienie reżimu Saddama Husajna broni atomowej. Bagdad został zdobyty dziewięć miesięcy temu, lecz Amerykanie nadal nie mogą znaleźć śladów arsenału nuklearnego. Tymczasem ubocznym i dość niespodziewanym rezultatem interwencji zbrojnej w Iraku stało się zaprzestanie rozwijania programu atomowego...

Głównym celem wojny w Iraku - jak zapewniała administracja George'a W. Busha - było pozbawienie reżimu Saddama Husajna broni atomowej. Bagdad został zdobyty dziewięć miesięcy temu, lecz Amerykanie nadal nie mogą znaleźć śladów arsenału nuklearnego. Tymczasem ubocznym i dość niespodziewanym rezultatem interwencji zbrojnej w Iraku stało się zaprzestanie rozwijania programu atomowego przez inny kraj, mianowicie Libię.


Twarde stanowisko Waszyngtonu wobec zjawisk, które uznał on za główne zagrożenie dla bezpieczeństwa USA - tzn. wobec międzynarodowego terroryzmu i proliferacji broni masowego rażenia - zaczęło przynosić ostatnio skutki. Władze komunistycznej Korei Północnej po raz pierwszy od roku, kiedy to usunięci zostali z tego kraju oenzetowscy inspektorzy, wpuściły do swojego kompleksu jądrowego w Jongbion obcokrajowców. Była to delegacja Amerykanów, których - jak podkreślił jej szef John Lewis - wpuszczono do wszystkich obiektów, jakie chcieli zobaczyć. Zdaniem waszyngtońskich ekspertów, jest to krok w kierunku likwidacji atomowego napięcia na Półwyspie Koreańskim.
Pod wpływem twardej polityki Busha swoje stanowisko zaczął zmieniać także Iran, który do tej pory odmawiał poddania się kontroli Międzynarodowej Agencji Atomowej. Jak powiedział sekretarz stanu USA Colin Powell: "czując presję, wywieraną przez nas i naszych sojuszników, Iran zaczął się rozliczać ze swojego programu budowy broni nuklearnej". Władze w Teheranie zgodziły się bowiem na przyjęcie międzynarodowych inspektorów.
Największym sukcesem amerykańskiej polityki stało się jednak zmuszenie Libii, aby zrezygnowała z posiadania broni masowego rażenia i rozwijania swego programu jądrowego.

Międzynarodowy terrorysta nr 1


Było to tym bardziej zaskakujące, że to właśnie libijski przywódca Muammar Kadafi był uważany w USA za wroga publicznego numer 1 zanim na scenę wkroczyli Saddam Husajn i Osama bin Laden.
Pułkownik Kadafi doszedł do władzy w wyniku zamachu stanu w 1969 roku. Od samego początku kreował się na przywódcę całego świata arabskiego oraz na polityka, który pchnie ludzkość na nowe tory rozwoju. Wzorem Mao Tse Tunga, który opublikował "Czerwoną Książkę", Kadafi wydał "Zieloną Książkę". Ten megaloman udający mędrca ogłosił w niej początek nowej ery - Jamahiriyant (państwa mas) oraz obwieścił międzynarodową rewolucję ekonomiczną, która zerwać miała z dotychczasowymi strukturami gospodarczymi. Proklamował też Trzecią Teorię Światową - czyli "trzecią drogę" między kapitalizmem a komunizmem. W rzeczywistości Kadafiemu bliżej było do socjalizmu, lecz był to inny wariant tego ustroju niż np. w krajach Europy Środkowej. Libijski pułkownik miał jednak nadzieję, że swój oryginalny model ustrojowy będzie mógł narzucać innym państwom, zwłaszcza w świecie arabskim. W Trypolisie powstał Światowy Ośrodek Studiów i Badań nad "Zieloną Książką", który zajął się eksportem kadafizmu.
Niestety, kraje arabskie nie miały ochoty podporządkować się Kadafiemu. Żeby stanąć na czele świata arabskiego, libijski przywódca postanowił sięgnąć po terroryzm i wymierzyć go przeciwko Zachodowi. Przez wiele lat Trypolis był więc centrum międzynarodowego terroryzmu, a dofinansowanie z libijskiej kasy otrzymywały nawet irlandzka IRA czy baskijska ETA.
Polityka Kadafiego spotkała się wówczas z ostrą reakcją Stanów Zjednoczonych, które postanowiły zaangażować się militarnie. W 1986 roku prezydent Ronald Reagan nakazał zbombardowanie siedziby pułkownika w Trypolisie i libijski dyktator ledwo uszedł z życiem. Po tym wydarzeniu Kadafi poprosił prezydenta Egiptu Hosni Mubaraka, by przekazał Amerykanom, że przysięga na swój arabski honor, iż skończy z działalnością terrorystyczną.
O tym, ile wart był "arabski honor" Kadafiego, świat przekonał się dwa lata później, gdy nad szkocką miejscowością Lockerbie wybuchł samolot amerykańskich linii lotniczych Pan Am z 270 osobami na pokładzie. Zamachu dokonali dwaj agenci libijscy.
Sponsorowanie terroryzmu przez Kadafiego było tak jawne, że w 1992 roku Rada Bezpieczeństwa ONZ postanowiła nałożyć na Libię sankcje gospodarcze. Zamrożono wszelkie aktywa libijskie zdeponowane za granicą i zakazano eksportu do tego kraju broni oraz sprzętu do produkcji ropy naftowej. Zdaniem analityków Banku Światowego, na skutek tych sankcji Libia straciła ok. 20 miliardów dolarów. Gospodarka pogrążyła się w kryzysie, a bezrobocie wzrosło do 30 procent.
Od Kadafiego odwróciły się także kraje arabskie, wobec czego postanowił on przelać swoje uczucia na państwa afrykańskie. Zainicjował więc powstanie Unii Afrykańskiej, ogłosił, że Libia nie jest już krajem o tożsamości arabskiej, lecz afrykańskiej i wezwał całą Afrykę do zjednoczenia się - oczywiście pod swoim przywództwem. Także te plany ambitnego pułkownika pozostały na papierze.
Wzrastająca izolacja międzynarodowa oraz kryzys ekonomiczny były wystarczającymi przyczynami, aby pogodzić się z Zachodem i porzucić politykę konfrontacji. Dla Kadafiego było to jednak za mało. Potrzebne okazały się dodatkowe bodźce.

Trypolis to nie Bagdad


W kwietniu ubiegłego roku amerykańskie wojska wkroczyły do Bagdadu. Kadafiego najbardziej zdumiała nie tyle sprawność oddziałów interwencyjnych, co postawa irackiej ludności - żołnierze nie stawiali oporu, a cywile z radością burzyli pomniki Saddama. Libijski dyktator polecił swoim dyplomatom, by nawiązali kontakt z Amerykanami i Anglikami. Rozpoczęły się tajne negocjacje. Świat nie wiedział, że przez ostatnie dziewięć miesięcy amerykańscy i brytyjscy agenci i naukowcy zostali wpuszczeni do dziesięciu tajnych libijskich ośrodków wojskowych.
Świat dowiedział się natomiast o tym, że Libia żałuje swojego niegdysiejszego poparcia dla terroryzmu. Rząd w Trypolisie zobowiązał się bowiem wypłacić rodzinom ofiar, które zginęły podczas zamachu nad Lockerbie, odszkodowania w wysokości 2,7 miliarda dolarów. W zamian, 12 września ub. r., Rada Bezpieczeństwa ONZ zniosła sankcje wobec Libii.
Waszyngton nadal jednak był niezadowolony z postępów w rozmowach z Libią. Amerykanie oskarżyli Kadafiego, że - mimo pojednawczych gestów - nadal rozwija swój program nuklearny oraz gromadzi zapasy broni chemicznej i biologicznej. Ogłosili też, że nie zniosą sankcji wobec Libii.
Rząd w Trypolisie mógł się poczuć zaniepokojony, gdy w sierpniu ub. r. Stany Zjednoczone ogłosiły swą nową doktrynę użycia broni jądrowej. Dopuszcza ona wykorzystanie "precyzyjnych ładunków jądrowych o dużej sile rażenia i niskiej radioaktywności" w celu zniszczenia konkretnych obiektów, takich jak podziemne fabryki zbrojeniowe czy punkty dowodzenia.
Wydaje się, że dopiero jednak schwytanie Saddama Husajna przez Amerykanów i groźba postawienia go przed sądem wystraszyły Kadafiego. Niemal natychmiast po schwytaniu irackiego dyktatora zdecydował się on bowiem pójść na ustępstwa wobec USA i Wielkiej Brytanii. 19 grudnia ub. r. prezydent George W. Bush w Waszyngtonie i premier Tony Blair w Londynie ogłosili, że Libia rezygnuje z posiadania broni masowego rażenia i rozwijania swego programu atomowego oraz obiecuje wpuścić na swe terytorium międzynarodową ekipę inspektorów rozbrojeniowych.
"Wściekły pies Bliskiego Wschodu", jak nazwał kiedyś Kadafiego Ronald Reagan, przestanie więc kąsać. Dla amerykańskiej administracji to dowód, że tego rodzaju dyktatorów potrafi przekonać jedynie argument siły. Kadafi nie raz już jednak udowodnił, że jest nieobliczalny i nie wiadomo, jak długo potrwa jego "nawrócenie".

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki