Kiedy kilka miesięcy temu sztab wyborczy Białego Domu planował założenia kampanii, reelekcja prezydenta Busha wydawała się niemal pewna. Specjaliści od mediów tworzyli pierwsze scenariusze...
Kiedy kilka miesięcy temu sztab wyborczy Białego Domu planował założenia kampanii, reelekcja prezydenta Busha wydawała się niemal pewna. Specjaliści od mediów tworzyli pierwsze scenariusze spotów reklamowych wymierzonych w Howarda Deana. Wymarzony przeciwnik. Chaotyczny populista, pozbawiony politycznej powagi, budujący kampanię na antywojennych i antybushowskich sloganach. Poparcie, którego udzielił mu Al Gore, wprawiło republikanów w euforię.
Biały Dom z rozmysłem odsunął prezydenta od prawyborów. Bush nie wypowiadał się w istotnych kwestiach, zwłaszcza tych, które dzielą amerykańską opinię publiczną. Jego stanowisko było prezentowane przez inne, prominentne postaci partii republikańskiej. Prezydent miał zachować siły na decydujący etap kampanii i pozostać ponad - jak oczekiwano - złośliwą retoryką pretendentów do nominacji. Biały Dom liczył na to, że walczący zażarcie demokraci nie będą stanowili zagrożenia; dostarczą tylko argumentów republikanom. Jeszcze w ostatnich tygodniach prezydent podkreślał, że dopiero "rozgrzewa się przed kampanią".
I nagle, na kilka miesięcy przed planowanym na wiosnę lub lato uderzeniem republikanów, G.W. Bush włączył się do walki. Wieczorem 23 lutego, występując przed gremium złożonym z republikańskich gubernatorów, prezydent zaanonsował początek swojej kampanii. Republikanie przeznaczają na nią ponad 170 milionów dolarów.
Mimo, że nie padło nazwisko Johna Forbesa Kerry'ego, nie ma wątpliwości, że to on zmusił Biały Dom do zmiany strategii. Kerry wygrywa w niemal każdych kolejnych prawyborach.
Nikt nie uznał jeszcze oficjalnie senatora Kerry'ego z Massachusetts za głównego przeciwnika republikanów, ale Marc Racico, szef sztabu prezydenta Busha powiedział, że John Kerry traktowany jest jako - "prawdopodobny i domniemany przyszły kandydat demokratów".
Popularność Busha spada. Prasa komentuje: "prezydent zaczął kampanię ze złej pozycji".
Notowania prezydenta mają się coraz gorzej - odkąd w Iraku nie znaleziono broni masowego rażenia, Amerykanie stracili 2,6 miliona miejsc pracy, a deficyt budżetowy sięgnął zenitu.
Kim jesteś, panie Kerry?
John Forbes Kerry - podobnie jak prezydent Bush - wywodzi się z najbardziej elitarnego establishmentu Nowej Anglii. Jego rodzina, jak na warunki Stanów Zjednoczonych, to niemal arystokracja. Spokrewniony z piętnastoma prezydentami G.W. Bush również nie ma się czego wstydzić. Ale podczas gdy obecny prezydent Stanów Zjednoczonych jest zadeklarowanym antyintelektualistą, po trosze teksańskim kowbojem i człowiekiem konserwatywnego Południa, Kerry zachował chłodny polor gentlemana z liberalnej Nowej Anglii.
Kerry jest najbogatszym spośród amerykańskich senatorów. Otrzymał staranne i kosztowne wykształcenie w Ameryce i Szwajcarii. Jako katolik, Kerry nie brał udziału we wspólnych studenckich Mszach, lecz dojeżdżał do kościoła w pobliskim miasteczku. Katolicyzm nie był religią elity, rekrutującej się spośród tak zwanych WASP-ów: (White Anglo-Saxon Protestants) - białych, anglosaskich protestantów. Jednak na katolicyzmie Kerry'ego kładzie się cieniem jego pozytywny stosunek do aborcji. Z tego powodu Arcybiskup Burke z St. Louis odmawia udzielenia Komunii świętej senatorowi.
Jego idolem był prezydent Kennedy; tym również różnił się od swoich kolegów, bo dla potomków amerykańskiej arystokracji Kennedy był parweniuszem.
Po studiach na Uniwersytecie Yale Kerry zaciągnął się do wojska. Został wielokrotnie odznaczony, między innymi za uratowanie życia załodze swej łodzi. Po powrocie ze służby przyłączył się do studenckich protestów antywojennych.
Jego doświadczenie jako polityka sięga początku lat 70-tych. Jako mąż stanu, Kerry ma wystarczająco wiele atutów, by zmobilizować Biały Dom do przedterminowego rozpoczęcia kampanii. Największe obawy republikanów budzi jednak to, że spełnia on kryteria nazwane w politycznej nowomowie kryteriami "wybieralności". Oznacza to, że niezależnie od swoich sympatii i preferencji elektorat demokratów zagłosuje na Kerry'ego, ponieważ to on ma szanse wygrać z prezydentem Bushem.
Programowo-standardowo
Na tym etapie amerykańskich wyborów prezydenckich programy polityczne zawierają się de facto w kilku sloganach, które - jeśli zaistnieje taka konieczność - ulęgają nagłym modyfikacjom.
Głównym tematem wystąpień Kerry'ego jest gospodarka i bezrobocie, które utrzymuje się na wysokim poziomie, choć poprawie uległy wskaźniki ekonomiczne. Fenomen ten nazwano "bezrobotnym ożywieniem gospodarki". W ciągu ostatnich trzech lat blisko dwa i pół miliona Amerykanów straciło pracę. Kerry, zadeklarowany zwolennik wolnego rynku, nie obiecuje protekcjonizmu, który uniemożliwiłby firmom poszukiwanie tańszej siły roboczej w Azji. Ale ma zamiar wyasygnować z budżetu 50 miliardów dolarów na program tworzenia miejsc pracy.
Druga, najważniejsza kwestia w polityce wewnętrznej to ubezpieczenia zdrowotne, których pozbawionych jest obecnie około 20 procent Amerykanów. Kerry planuje między innymi reformy fiskalne, które skłoniłyby tak zwany mały biznes do ubezpieczenia pracowników; żąda podwyższenia wydatków na program ubezpieczeń medycznych. Postuluje także wsparcie federalne dla stanowych programów ubezpieczenia zdrowotnego dzieci.
Jest oczywiste, że pierwsze wybory po 11 września 2001 roku będą również zdominowane przez kwestie bezpieczeństwa narodowego. Kerry poparł interwencję w Iraku. Teraz jednak nawołuje do zwiększenia międzynarodowego zaangażowania w jego powojenną odbudowę, między innymi ze względu na ciężar finansowy tego programu. Jest przychylny politycznym inicjatywom Busha dotyczącym Bliskiego Wschodu, kładzie jednak większy nacisk na stabilizację sytuacji w Autonomii Palestyńskiej.
Kerry krytykuje administrację Busha za brak radykalnych kroków w sprawie bezpieczeństwa narodowego. Zwycięstwa w Afganistanie i Iraku nie są dla niego tożsame z zabezpieczeniem Stanów przed atakami terrorystów. - Kerry, jak większość demokratów, zakłada, że Ameryka będzie bezpieczniejsza, jeśli odbuduje swoje sojusze, będzie bardziej lubiana i szanowana - podkreśla strateg demokratów Scott Bates.
Pozostaje pytanie: czy senator Kerry ma w zanadrzu jakąś strategię, która zapewni Stanom sympatię islamskich fundamentalistów?
Obrona i atak
Oficjalne rozpoczęcie kampanii prezydenta Busha oznacza, że prezydent nie tylko mocniej wyartykułuje swoje tezy programowe, ale również ostrzej zaatakuje Kerry'ego.
Bush poprowadzi swoją kampanię jako "prezydent czasów wojny". Będzie podkreślał zwycięstwa w Afganistanie i Iraku, zagrożenie terroryzmem. Kwestia bezpieczeństwa Ameryki oraz wizerunek Busha jako zdecydowanego wodza naczelnego (zgodnie z konstytucją prezydent pełni również tę funkcję), który - "przeniósł wojnę z terroryzmem poza granice kraju" - będą głównymi przekazami kampanii. Biały Dom przypomni o sukcesach: redukcji podatków i umocnieniu gospodarki pod rządami Busha.
Senator Kerry zostanie zaatakowany jako lewicujący liberał ze skłonnością do podnoszenia podatków i duszenia gospodarki. Kolejnym zarzutem będzie jego zaangażowanie w protesty przeciwko wojnie w Wietnamie. Prezydent Bush nawiązał już do pacyfistycznych wystąpień Kerry'ego i powiedział, że w czasach wojny nie wolno powierzać władzy komuś, kto "jest niepewny w obliczu zagrożenia".
Jednak nawet najbardziej życzliwi prezydentowi analitycy polityczni podkreślają, że wybór takiej taktyki może się okazać niefortunny.
Amerykanie, rozczarowani obecną administracją, oczekują zmian lub wręcz przełomu. Kerry - zamożny arystokrata z Nowej Anglii może mieć kłopoty ze zdobyciem kluczowych głosów wyborców niezależnych. Trudno mu będzie bowiem przekonać bezrobotnych robotników czy zubożałą klasę średnią, że rozumie los przeciętnego Amerykanina. Jego powaga męża stanu i doświadczenie polityczne mogą zostać uznane za dowód na to, że stanowi część tego samego establishmentu co prezydent Bush.
Dwaj najbardziej popularni prezydenci - od czasów Kennedy'ego - Ronald Reagan i Bill Clinton byli kandydatami "spoza układów" i zbudowali na tym swój polityczny kapitał. Jeżeli nie będzie obietnicy przełomu, jeśli Bush i Kerry wydadzą się wyborcom zbyt podobni, Amerykanie zagłosują zapewne na Busha.
A ponadto, zgodnie z tradycją, większe szanse na wygraną ma aktualny prezydent, o ile tylko nie musi walczyć z poważnym kontrkandydatem ze swej własnej partii. A jak powiedział pewien sfrustrowany nowojorczyk: - wybieranie miedzy Bushem a Kerrym to jak wybór miedzy Pepsi a Coca-Colą.
Postscriptum
Senator Kerry prowadzi we wszelkich sondażach. Amerykanie deklarują relatywny brak zainteresowania kwestiami bezpieczeństwa narodowego. Statystycznie, nawet senator Edwards wygrywa z prezydentem Bushem.
Ale jak powiedział Jeff Greenfield z CNN - sondaże są nowym uzależnieniem Amerykanów, nawet na dziennikarzy działają jak kokaina. I często niczego nie przewidują i niczego nie oznaczają.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!






