Na Mszę z miłości, nie z obowiązku

Często mówi się o "obowiązku" Mszy świętej. Obowiązki traktuję jako zło konieczne - jak większość znanych mi osób. Nikt nie mówi o obowiązku jedzenia, spania, itp., a tak często mówi się o "obowiązku" spotkania z Bogiem. W Piśmie Świętym rozmowa z Panem zawsze przecież była uważana za łaskę, przywilej. Dlaczego więc uczestnictwo we Mszy tak często sprowadza się do obowiązku?

Karolina

Moja...
Czyta się kilka minut

Często mówi się o "obowiązku" Mszy świętej. Obowiązki traktuję jako zło konieczne - jak większość znanych mi osób. Nikt nie mówi o obowiązku jedzenia, spania, itp., a tak często mówi się o "obowiązku" spotkania z Bogiem. W Piśmie Świętym rozmowa z Panem zawsze przecież była uważana za łaskę, przywilej. Dlaczego więc uczestnictwo we Mszy tak często sprowadza się do obowiązku?

Karolina

Moja Droga!

Bardzo zgrabnie to ujęłaś. Mnie też denerwuje mówienie o Mszy tylko jako o obowiązku, przykrym na dodatek. Niestety, trzeba przyznać, że takie właśnie traktowanie modlitwy i Eucharystii jest mocno zakorzenione w mentalności katolików. Może to przyczynia się też do zaniedbywania Mszy?

Odwołałaś się do Pisma Świętego, a więc do tradycji biblijnej. W niej rzeczywiście spotkanie z Bogiem było traktowane jako coś wyjątkowego; jako radość i szczęście. Choć tradycja biblijna ciągle jest obecna w Kościele, to nałożyła się na nią nasza specyficzna zachodnia mentalność. Można powiedzieć, że my - ludzie pochodzący z zachodniej Europy - jesteśmy skończonymi racjonalistami. W przeciwieństwie zresztą do głęboko emocjonalnej tradycji biblijnej. O czysto rozumowym podejściu do wiary świadczą dzieła teologii scholastycznej, Reformacja i Kontrreformacja. Tam już dochodziło do znacznej przesady - wszystko usiłowano logicznie wytłumaczyć, a gdy brakowało siły argumentom, sięgano po argument siły.

Dla takiej logicznej mentalności stworzono więc logiczne wytłumaczenie konieczności uczestniczenia we Mszy. Na dodatek zastosowano typowy dla bliskiego Europejczykom absolutyzmu sposób: rozkaz, obowiązek i koniec! Myślę, ze za nasze "obowiązkowe" podejście do sprawy odpowiedzialne są długie wieki takiej mentalności. Skrajnym przykładem wierności obowiązkom i rozkazom stały się hitlerowskie Niemcy. Można nazwać je szczytowym etapem ewolucji racjonalnej postawy.

Przemiany cywilizacyjne prowadzą ku przemianom mentalności. Zwróciliśmy większą uwagę na nasze uczucia. Racjonalizm doprowadził do systemów skrajnych i obowiązkowość wyraźnie przestała nam pasować do sfery religii. I bardzo dobrze, bo jak słusznie zauważyłaś, chodzi tu o miłość, a nie tylko o obowiązek. Ze starym sposobem myślenia i mówienia jednak trudno zerwać. Skojarzenie obowiązku i Mszy zbyt długo funkcjonowało w naszych wyobrażeniach. Dlatego jeszcze tak wielu księży wyraża się w ten sposób i wielu ludzi tak uważa.

Myślę jednak, że sedno sprawy tkwi o wiele głębiej. Nasza religijność jest jednak w dużej mierze strasznie płytka i ograniczona do spełniania formalnych wymagań wiary. Prawdziwa więź z Bogiem, miłość do Jezusa wymaga od człowieka sporego wysiłku i zaangażowania emocjonalnego. Wielu ludzi niestety tego nie chce i nie potrafi. Proszę mi wierzyć, że wielokrotnie i w różnych grupach ludzi rozmawiałem na ten temat. Dla niektórych miłość do Pana Boga była czystą abstrakcją. Oni uważają, że jak przyjdą na święta do spowiedzi, jak będą zazwyczaj na Mszy niedzielnej, to w zupełności wystarczy. Najbardziej boli fakt, iż ludzie nie odczuwają pragnienia głębszej więzi z Bogiem.

Inną tragiczną pomyłką jest fakt zapominania o tym, że miłość wymaga odrobiny poświęcenia, że powinna być miłością ofiarną. Obecność na Mszy to ofiara z własnego czasu, wysiłku, uwagi, czasem zmęczenia i zniechęcenia. To nasz dar dla Chrystusa. Poświęcenie i ofiara zostały oddzielone od dzisiejszego rozumienia miłości, jakby z nią nie miały nic wspólnego. W powszechnym rozumieniu miłość stała się zjawiskiem bardzo egoistycznym.

Proszę Cię, byś modliła się o głębszą wiarę, byśmy na Mszę Św. chodzili z miłości, a nie z poczucia obowiązku.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 9/2003