Logo Przewdonik Katolicki

Nie sądź

Dr hab. prof. KUL Barbara Chyrowicz SSpS
Fot.

Rok liturgiczny w Kościele żegna nas grozą Apokalipsy św. Jana i wizją powtórnego przyjścia Chrystusa. A potem przychodzi następny rok, na początku zawsze ciepły ciepłem i radością nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia. Kiedy w Kościele rozpoczyna się Adwent, zaczynamy już myśleć o dzieleniu opłatka, choince, prezentach, rodzinnych spotkaniach... Znika gdzieś groza Apokalipsy...

Rok liturgiczny w Kościele żegna nas grozą Apokalipsy św. Jana i wizją powtórnego przyjścia Chrystusa. A potem przychodzi następny rok, na początku zawsze ciepły ciepłem i radością nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia. Kiedy w Kościele rozpoczyna się Adwent, zaczynamy już myśleć o dzieleniu opłatka, choince, prezentach, rodzinnych spotkaniach... Znika gdzieś groza Apokalipsy - ognistych rydwanów i poruszeniu niebieskich mocy, Bóg wielki i groźny staje się mały, łagodny, uśmiechnięty... Wszystko to antropomorfizacja, ale jakoś wolimy Boga "z okolic" Świąt Bożego Narodzenia niż Boga apokaliptycznych wizji. Niechętnie myślimy o sądzie, mamy powody, żeby się go obawiać. Czy można sądu uniknąć? Bóg powiedział, że nie będziemy sądzeni, jeżeli nie będziemy sądzić...
Zazwyczaj szczycimy się tym, że mamy własne opinie, poglądy i przekonania na temat znajomych, pracodawców, sytuacji politycznej naszego kraju i samych polityków, a także Kościoła, którego jesteśmy członkami. Trudno ich nie mieć. Nie zawsze są to opinie pochlebne. Nie wyrażamy ich tylko wtedy, gdy np. z racji pełnionych funkcji jesteśmy o to proszeni, "częstujemy się" nimi obficie przy lada okazji. Nie mówimy tylko: "tak było", ale: "tacy oni są". Zwykliśmy powtarzać, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu, znajomi bywają wyrachowani, pracodawcy niesprawiedliwi, politycy skorumpowani, księża beznadziejnie nudni. Przykre doświadczenia stają się powodem wydawania przez nas ogólnych sądów w stylu: "wszyscy oni są tacy", a niczym nieuzasadnione podejrzenia przedstawiamy jako pewnik. I chociaż wszystkim nam znany jest ból niesprawiedliwych oskarżeń, to nie zawsze powstrzymujemy się od sprawiania w ten sam sposób bólu innym. Bywa też, że nie wypowiadamy wprawdzie sądów, ale oskarżamy drugich w naszym sercu i umyśle, poczytując sobie za zasługę to, że zachowaliśmy te opinie jedynie dla siebie. Cóż z tego, kiedy jednak osądzamy. A za takimi sądami kryje się zwykle przekonanie o naszej wyższości nad drugimi. Osądzanie drugich bywa naznaczone pogardą; a często i strachem. Kiedy bowiem wydajemy o innych niepochlebne sądy, wychodzimy równocześnie z założenia, że i oni nie szczędzą podobnych sądów nam. Skutkiem takich wzajemnych oskarżeń jest to, że czujemy się wśród innych niepewnie, boimy się, że myślą o nas źle (z wzajemnością!), tracimy pokój serca, nie mówimy tego, co myślimy.
Jeśli jednak brać na serio słowa Ewangelii o warunku uniknięcia sądu (a niby dlaczego nie!), to z każdym oskarżeniem innych kręcimy bicz na samych siebie. Nie unikniemy sądu, sądząc... To prawda, że o naszych błędach i słabościach można by mówić bez końca, ale to przecież niczego nie zmienia. Skoro i tak już o nich wiemy, to czy naprawdę trzeba o tym mówić, mimo iż nikt nas nie pyta o zdanie? Drogą do zmiany wadliwych postaw nie jest osądzanie innych, lecz samego siebie. Żeby zatem móc przeżyć pokój wigilijnej nocy i osłabić grozę Apokalipsy, należałoby zdjąć togę, zawiesić wyroki, ogłosić amnestię, uwierzyć, że ludzie są dobrzy... Pokój wraca do tych, którzy pokój niosą. Z tymi, którzy niosą pokój, jest nam ciepło i bezpiecznie. Jak w wigilijną noc...

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki