Logo Przewdonik Katolicki

Święta praprababcia

S. Teresa Matea Florczak CR
Fot.

Przeżyła dramat, gdy usłyszała decyzję rodziców o jej zamążpójściu. Znaleziono dla niej męża i wyznaczono czas ślubu. Celina ukryła na dnie serca pragnienie wyłącznego oddania się Bogu i pogłębiona przeżytym cierpieniem stanęła gotowa do przejęcia nowych zadań. 15-letni Andrzej pasjonował się wspinaczką sportową. 20 lipca 1999 r. brał udział w ćwiczeniach w Hali Centrum...

Przeżyła dramat, gdy usłyszała decyzję rodziców o jej zamążpójściu. Znaleziono dla niej męża i wyznaczono czas ślubu. Celina ukryła na dnie serca pragnienie wyłącznego oddania się Bogu i pogłębiona przeżytym cierpieniem stanęła gotowa do przejęcia nowych zadań.
15-letni Andrzej pasjonował się wspinaczką sportową. 20 lipca 1999 r. brał udział w ćwiczeniach w Hali Centrum Wspinaczkowego w Krakowie. Popełnił błąd i w obecności trenera spadł z wysokości dwóch metrów, uderzył silnie głową o twarde podłoże i stracił przytomność. Diagnoza lekarska orzekła złamanie podstawy czaszki i silny wstrząs mózgu połączony z obrzękiem. Śpiączka trwała sześć dni. Przerażeni rodzice błagali Boga o ratunek dla syna przez wstawiennictwo babci Celiny. Szczególnie matka Andrzeja wzywała na pomoc swoją świętą praprababcię. Do modlitw o uratowanie życia Andrzeja włączyło się także wiele innych osób, szczególnie siostry zmartwychwstanki. Po sześciu dniach Andrzej odzyskał przytomność i wkrótce, ku zdumieniu lekarzy, mógł opuścić szpital (29 lipca) bez żadnych oznak przeżytego upadku. Przeprowadzone później badania kontrolne nie wykazały żadnych zmian. Zdaniem specjalistów, groziły Andrzejowi przykre następstwa: mógł nie słyszeć na lewe ucho, mógł być niesprawny fizycznie lub umysłowo oraz cierpieć na padaczkę. Dzisiaj Andrzej jest już studentem pierwszego roku filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim. 25 stycznia 2002 r. odbyło się w Krakowie otwarcie procesu mającego orzec prawdziwość nadzwyczajnego uzdrowienia za przyczyną sługi Bożej Celiny Borzęckiej. Proces otworzył kardynał Franciszek Macharski w obecności powołanego Trybunału, lekarzy specjalistów, uzdrowionego Andrzeja i jego rodziny oraz licznie zgromadzonych sióstr zmartwychwstanek z matką generalną Dolores Stępień na czele. Po zakończeniu procesu w Krakowie sprawa trafiła do Rzymu, gdzie czeka na rozpatrzenie.
Dramat Celiny Borzęckiej
Kim była, tak łaskawie odpowiadająca na prośby swej rodziny, Celina Borzęcka? Urodzona w 1833 r. i wychowana na Kresach Wschodnich (dzisiejsza Białoruś), Celina z Chludzińskich od dzieciństwa odznaczała się otwartością na sprawy Boże. Z zamiłowaniem oddawała się modlitwie. Związała się też z Matką Bożą. Szczególnie ukochała Jej wizerunek w Ostrej Bramie. Tam też uświadomiła sobie pragnienie oddania się Bogu w życiu zakonnym. Wszystko, co zaczęło się jednak dziać w jej życiu na przełomie lat dziecięcych i młodzieńczych, wiodło ją w zupełnie innym kierunku. Przeżyła dramat, gdy usłyszała decyzję rodziców o jej zamążpójściu. Znaleziono dla niej męża i wyznaczono czas ślubu. Celina ukryła na dnie serca pragnienie wyłącznego oddania się Bogu i pogłębiona przeżytym cierpieniem stanęła gotowa do przyjęcia nowych zadań. Dudziestoletnia dziewczyna ujawniła wtedy najbardziej charakterystyczny rys swojej duchowości mający być jej znamieniem do ostatnich chwil życia: ukochanie ponad wszystko woli Bożej. Małżeństwo Celiny z Józefem Borzęckim było bardzo szczęśliwe. Bóg obdarzył ich czworgiem dzieci, z których dwoje zmarło w niemowlęctwie. Pozostałe przy życiu dwie córki: Celinka i Jadwinia stały się dla obojga rodziców obiektem największej troski i miłości. W 1869 r. Józef Borzęcki dotknięty atakiem paraliżu stracił władzę w nogach. Nie pomogły zabiegi, lekarstwa i kuracja w Wiedniu. Po kilku latach choroby zmarł, przeżywszy zaledwie 52 lata życia. Po przewiezieniu zwłok męża w strony rodzinne (Grodzieńszczyzna) i uporządkowaniu spraw majątkowych Celina wyjechała z dziećmi do Włoch. Tu odżyło w niej dawne pragnienie oddania się Bogu. W Rzymie zetknęła się ze zgromadzeniem księży zmartwychwstańców, których przełożony generalny, ojciec Piotr Semenenko stał się jej kierownikiem duchowym. Pod ten kierunek oddała się także młodsza córka, Jadwiga. Starsza, Celina wyszła wkrótce za mąż za Józefa Hallera (brata stryjecznego generała Józefa Hallera).
Ból tworzenia
Ojciec Piotr Semenenko, który od lat próbował założyć żeńską gałąź ich zgromadzenia, uznał, że Celina doskonale nadaje się do tego celu i przedstawił jej propozycję, aby stanęła na czele przyszłego zgromadzenia sióstr zmartwychwstanek. Celina przyjęła tę propozycję jako wolę Bożą. Jadwiga przyłączyła się do matki i odtąd one obie, pod kierunkiem o. Semenenki tworzyły zręby przyszłej rodziny zakonnej o duchowości zmartwychwstańskiej. Trud budowania stał się jeszcze boleśniejszy po śmierci o. Semenenki (1886). Jedynie umiłowaniu przez Celinę woli Bożej i płynącego stąd męstwa można zawdzięczać przetrwanie wszelkich trudów i niepowodzeń. W 1891 r. Kościół w osobie kardynała wikariusza Rzymu Lucido Maria Parocchi wyraził zgodę na zaistnienie w Kościele nowej rodziny zakonnej. Jeszcze w tym samym roku Matka Celina przyjechała do Polski i tu, w Kętach k. Oświęcimia, zajęła się budową domu dla nowicjatu. W kilka lat potem wysłała siostry na pracę misyjną do Bułgarii, a w 1900 r. do Stanów Zjednoczonych. U boku Matki stanęła wierna i posłuszna córka Jadwiga, której Matka Celina zamierzała w przyszłości powierzyć rolę kierowniczą w zgromadzeniu. Inne jednak były plany Boże. Zupełnie niespodziewanie ta podpora starzejącej się fundatorki została odwołana do wieczności. Ten straszny cios wstrząsnął Celiną, ale jej nie załamał. Z heroicznym męstwem, pogodzona z wolą Bożą, podjęła zesłane jej cierpienie. Choć utrudzona i mocno odczuwająca słabnące siły M. Celina, wizytowała wszystkie placówki zarówno w kraju, jak i za granicą. Spotkania z Matką, rozmowy z nią były dla sióstr prawdziwą ucztą duchową. Podnosiła je na duchu, pouczała, karciła i przebaczała. Zawsze na pierwszym miejscu stawiała życie modlitwy, a także jedność między siostrami.
Ku przystani
W 1913 r., po wizytacji placówki w Częstochowie, zmęczona wracała do Kęt. Zatrzymała się w Krakowie, była bardzo słaba, miała gorączkę. Lekarz stwierdził zapalenie płuc. Celina, jak zwykle zgodzona z wolą Bożą, czekała na przyjście Pana. Ostatkiem sił wypowiedziała swój testament dla sióstr: "Niech będą jedno". Potem straciła mowę, ale na kartce napisała nierównymi literami: "W Bogu na zawsze szczęście". Zmarła 26 października 1913 r. w Krakowie, pochowana obok córki w Kętach. Obecnie sarkofagi kryjące doczesne szczątki obu założycielek znajdują się w kościele parafialnym, gdzie ludzie proszą gorliwie we wszelkich potrzebach. Dekret o heroiczności cnót Matki Celiny Borzęckiej został podpisany w 1982 r. Przez cały ten czas modlimy się o cud i beatyfikację. Dziś, w 90. rocznicę śmierci Czcigodnej Sługi Bożej, wyrażamy wielką nadzieję, że nadzwyczajne uzdrowienie Andrzeja Mecherzyńskiego-Wiktora przybliży upragnioną przez nas chwilę wyniesienia na ołtarze naszej Matki.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki