Katarynka dobra na wszystko

Czy katarynka to instrument na dzisiejsze czasy? - Jak najbardziej, twierdzą kataryniarze, którzy zjechali do Kielc 3 maja, by unikatowym koncertem wpisać się w klimat majowego święta i długiego weekendu. Pomimo deszczu, atmosfera była wspaniała, zmoknięci goście wytrwali do późnych godzin wieczornych. Było warto.



W festiwalu wzięło udział kilkunastu kataryniarzy z Niemiec, Polski,...
Czyta się kilka minut
Czy katarynka to instrument na dzisiejsze czasy? - Jak najbardziej, twierdzą kataryniarze, którzy zjechali do Kielc 3 maja, by unikatowym koncertem wpisać się w klimat majowego święta i długiego weekendu. Pomimo deszczu, atmosfera była wspaniała, zmoknięci goście wytrwali do późnych godzin wieczornych. Było warto.

W festiwalu wzięło udział kilkunastu kataryniarzy z Niemiec, Polski, Belgii, Holandii. Pierwszą melodię "Galop cyrkowy" na zsynchronizowanej katarynce zagrał prezydent Kielc Wojciech Lubawski, wspólnie z rodziną "kataryniarską" z Hanoveru. Wypadło nieźle. - Katarynka to instrument niezwykły - przekonuje Piotr Bot z Warszawy, który wystąpił z dynamicznym utworem "Tequilla". - Wszelkie jej mechanizmy są wykonane ręcznie i wszystkie równie ważne - czy to np. miechy, czy piszczałki. Konstrukcja katarynki opiera się na programie, który liczy już 140 lat. Z tego właśnie dorobku korzystali konstruktorzy pierwszych komputerów - wyjaśnia muzyk.

Rodzinna pasja

Pan Piotr odkrył w sobie kataryniarską pasję dość późno, bo po czterdziestce, ale katarynka trwała w tradycji rodzinnej od lat (wcześniej grał na niej brat p. Piotra). Choć to zajęcie niełatwe, bardzo obciążające np. kręgosłup, to zarazem dające dużo satysfakcji. Bo ileż dźwięków można wydobyć z tego niezwykłego instrumentu! Goście z Holandii zaprezentowali m.in. prześliczny chorał J. S. Bacha "Jezus moją radością". A kataryniarze z dumą wspominali koncerty w polskich kościołach (np. bisy na stojąco w kościele św. Anny w Warszawie i ostatni występ - w najstarszym kieleckim kościele św. Wojciecha).

W muszli koncertowej w Parku Miejskim zagrały także dwie kataryny-orchestrony wielkości ciężarówki, które przywiózł do Kielc Ludwig Blome z Petershagen w Niemczech. Wystąpił również mieszkaniec Końskich (woj. świętokrzyskie), który od niedawna rekonstruuje dwie zabytkowe katarynki, a także pierwsza w Polsce rodzina kataryniarzy. Był także popis gadających ptaków gwarków, przywiezionych przez Stefana Śmietańskiego z Warszawy. Organizatorem festiwalu było Stowarzyszenie "Uśmiech dla Dziecka". I Międzynarodowy Festiwal Kataryniarzy miał miejsce w Warszawie, drugi w Poznaniu, a obecny w Kielcach.

"Najbardziej zakręceni ludzie w Polsce" - tak o sobie mówią kataryniarze, dumni ze swych instrumentów i formy rozrywki, którą proponują, niegdyś nieodzownej na ulicach naszych miast. Mają nadzieję, że katarynka wkracza w swój renesans. Tak jest w krajach Europy Zachodniej. Polska jest siedemnastym krajem, który wstąpił do Międzynarodowego Klubu Przyjaciół Kataryniarzy, z siedzibą w Niemczech.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 20/2003