Logo Przewdonik Katolicki

Dobry nie tylko dla mnie

Michał Nikodem
Fot.

Rozmowa z Mateuszem Otrembą, liderem zespołu Mate.o Jesteś dyplomowanym artystą, fotografikiem, muzykiem, szczęśliwym mężem Natalii... Czy dlatego tytuł Twojej płyty nosi nazwę jesteś dobry dla mnie? Tytuł płyty jest na pewno związany z tym, że dobroć Pana Boga przeżywam każdego dnia swojego życia. I to nie tylko dlatego, że mam żonę, czy że...

Rozmowa z Mateuszem Otrembą, liderem zespołu Mate.o


Jesteś dyplomowanym artystą, fotografikiem, muzykiem, szczęśliwym mężem Natalii... Czy dlatego tytuł Twojej płyty nosi nazwę – „jesteś dobry dla mnie”?

– Tytuł płyty jest na pewno związany z tym, że dobroć Pana Boga przeżywam każdego dnia swojego życia. I to nie tylko dlatego, że mam żonę, czy że coś mi się w życiu udało. Ta dobroć związana jest z łaskawością Boga. Doświadczam jej nie tylko w głębi serca, ale też w konkretnych sytuacjach w domu.

Co konkretnie masz na myśli?

– Dociera do mnie, że są sprawy, których sam nie mogę zmienić, na przykład jako mąż. Przez wiele lat, już nawet jako osoba dorosła, myślałem, że wystarczy sama świadomość tego, jak powinno być, trochę dobrej woli i gdzieś tam do tego wszystkiego jeszcze na dopinkę Pan Bóg... Teraz widzę, że człowiek nie jest w stanie sam zmienić swego serca oraz tego, że tak naprawdę jest egoistą. Sądziłem, że jestem w stanie sam się zmienić, ale to nie jest prawda. Do tego potrzebny jest Bóg i Jego łaska, która jest na tyle skuteczna, że mogę zostać zmieniony. Bóg jest przecież na tyle silny, że gdy tylko z naszej strony zobaczy chęć i przyzwolenie, zmieni nas.

Sprawiasz wrażenie człowieka głodnego wrażeń, przeżyć i bardzo otwartego na ludźmi.

– Jest z tym związany zarówno charakter mojej twórczości, jak i pracy. Nie jestem artystą kameralnym. Fakt, że zajmuję się fotografią. Główny nacisk kładę jednak na muzykę, którą traktuję nie tyle jak pracę, ale przede wszystkim jako służbę wśród ludzi. Muzyka jest dla mnie bardzo świadomą formą komunikacji, spotkania z ludźmi.

Co takiego pociąga Cię do bycia z innymi ludźmi i do wspólnego działania?

– Myślę, że tym, co tak naprawdę mnie ciągnie w kierunku innych ludzi, jest możliwość wpływania na nich. Sądzę, że to, co przeżywam i odkrywam w Bogu, jest bardzo cenne. Ale nie dlatego, że ja to odkrywam. Pan Bóg tak bardzo woła za każdym z nas! Tak bardzo chce, żebyśmy byli i żyli w Jego obecności, już tu na ziemi! Pokój z Bogiem... Warto dzielić się z drugim człowiekiem tym, co uważa się w życiu za najważniejsze. I to jest dla mnie bardzo cenne, że śpiewanie oraz występy dają mi możliwość przekazywania tego, co jest dla mnie największą wartością. Co nie jest tylko jakimś moim osobistym przeżyciem, ale także światłem dla innych, że można osobiście doświadczać tego, co Bóg ma dla nas.

Śpiewasz o Bogu i dla Niego. W Twoich tekstach nie ma jednak poetyckiej egzaltacji, piszesz, używając bardzo osobistych i prostych słów.

– Zacznę może od tego, że nie uważam się za jakiegoś tekściarza, więc nie doszukuję się wielkich metafor. Moje słowa są bardzo proste, czasami może nawet ktoś uważać, że są zbyt proste. Ale moje piosenki są wynikiem osobistego rozumienia Boga, a także tego, co Bóg mówi o sobie. Jest to próba manifestowania mojej postawy przed Bogiem, ale też pokazania tego, kim On jest. To są prawdy, które mogą leczyć. Przede wszystkim jest to jedyna Prawda, której warto się w życiu chwycić.

Jak zaczęła się Twoja przyjaźń z Bogiem?

– Wychowałem się w wierzącej rodzinie – to, co Bóg mówi, było nam zawsze bliskie. Był jednak taki moment, gdy zobaczyłem, że taka enigmatyczna „wiara ojców” jest dla mnie martwa jako zbiór pewnych zasad i zachowań moralnych. Kiedy miałem trzynaście lat, doszło do mnie, że chciałbym doświadczyć zmiany w moim sercu, zaakceptować siebie samego. Chciałem osobiście doświadczyć tego, że Bóg ma plan wobec mojego życia i chce naprawdę mnie prowadzić – po to zostałem stworzony. Świadomie zwróciłem się do Boga. W moim sercu zawsze było pragnienie, by być posłusznym Bogu i przeżywać to, co od niego otrzymuję. Chrześcijaństwo nie jest dla mnie czymś „niedzielnym”, tylko zwyczajnie codziennym życiem. Mam pełną świadomość tego, że nie należę do samego siebie. Nie chcę żyć według własnych koncepcji i buntować się przeciwko Bogu. Zrezygnowałem z własnych pomysłów na życie i chcę szukać tego, co Bóg przeznaczył dla mnie. Wierzę, że stało się to możliwe dzięki temu, że dałem Bogu najważniejsze miejsce w moim życiu. Bóg mi to umożliwił, tak jak każdemu człowiekowi, abym wrócił do Niego. Nie przez dobre uczynki, ale przez łaskę, przez to, co Chrystus uczynił na krzyżu. I to jest wiadomość, o której warto krzyczeć i śpiewać!

Mówisz o swoich relacjach z Bogiem zupełnie zwyczajnie i prosto, tak jak w słowach swoich piosenek. Jak można budować takie relacje?

– Poznanie Boga, bycie blisko Niego, nie jest nieokreśloną sprawą. Bóg nam dał Biblię – Słowo Boże, które jest podstawą tego rozwoju. W świecie, gdzie cała prawda jest rzeczą względną, rzadko ludzie odważają się powiedzieć, że jest jakaś konkretna prawda. A wiara opiera się na faktach – nie na tym, co czuję, co myślę o sobie, o Bogu, ale na Jego Słowie. Modlitwa zaś jest naturalną formą komunikowania się. Kiedy zawiązuje się więź między dwiema osobami, to naturalną sprawą jest, że chcą się porozumiewać. Ja mówię, ale On też mówi do mnie, przez swojego Ducha i Słowo. Cały czas się tego uczę. Nie chodzi mi o wygodne formy czy reguły, które pozwolą mi dobrze się poczuć. Chcę uczyć się prawdziwej modlitwy, rozmowy z Bogiem. Lubię spędzać z Nim czas. Na pewno tego czasu chciałbym z Nim spędzać jeszcze więcej.

Angażujesz się w koncerty uwielbienia Pana oraz ewangelizacje. Współprowadziłeś także rekolekcje wielkopostne w dwóch warszawskich parafiach. Po co to robisz?

– Ciekawe, że raz gram na koncertach, przeważnie na wielkich scenach, gdzie na widowni jest parę tysięcy ludzi, innym razem jestem w miejscu, gdzie znajduje się tylko dwadzieścia osób. Ważne jest jednak dla mnie samo spotkanie z ludźmi, inspirowanie i pociągnięcie ich troszeczkę bliżej Pana Boga. Z tego samego powodu często biorę gitarę i jadę na rekolekcje, by spotkać się z młodymi ludźmi. To są dla mnie bardzo cenne momenty.

Bardzo dużo podróżujesz, dzięki czemu masz częsty i bezpośredni kontakt z wieloma młodymi ludźmi. Czego, Twoim zdaniem, młodzi dzisiaj najbardziej potrzebują?

– Zrozumienia, że istnieje totalnie inna perspektywa życia, od tej, że żyjemy tylko tutaj i przez tych kilkadziesiąt lat, podczas których szukamy swojego miejsca w życiu, pracy i stabilizacji. Pozwolę tutaj sobie sparafrazować słowa z filmu Shrek – ludzie mają warstwy, jak cebula. Mają ciało i mają ducha! Jesteśmy przeznaczeni do wieczności i do bycia blisko Boga. Ludzie muszą zrozumieć i doświadczyć, że życie z Bogiem to nie religijne zachowania, ale żywa więź! Relacja, która jest możliwa przez to, że Bóg kocha każdego człowieka bezwarunkowo, bez względu na to, co uczynił. W tym objawia się Boża łaska, że Bóg wyciąga rękę do każdego człowieka, bez względu na jego talenty, czy jest ładny, czy brzydki, czy też był wykorzystywany przez swoich najbliższych. Młodzi ludzie mają często bardzo pokrzywiony obraz Boga i samych siebie. Potrzebują nadziei na inne życie, niż to, które widzieli w zaciszu swoich nie zawsze „ciepłych” domów. Trzeba im ukazać nadzieję na dobrą rodzinę, dobre małżeństwo i to nie przez pryzmat ludzkiego projektu resocjalizacji, ale przez przemianę dzięki Bogu. W Bogu.

W Twoim życiu nieustannie coś się dzieje. Masz jeszcze jakieś niespełnione marzenia?

– Oj tak, mam wiele marzeń... Długo mógłbym je wymieniać. Ale nade wszystko chciałbym, żeby moje małżeństwo dalej rozwijało się szczęśliwie.

Dziękuję za rozmowę

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki