Powrót czekistów

Na temat osiemnastowiecznych Prus mówiono, że nie jest to państwo, które posiada armię, lecz armia, która posiada własne państwo. Podobnie o dzisiejszej Rosji można powiedzieć, że nie jest to państwo, które posiada służby specjalne, lecz są to służby specjalne, które posiadają własne państwo.



Zdaniem wielu sowietologów, w byłym ZSRR rządził triumwirat, który składał...
Czyta się kilka minut
Na temat osiemnastowiecznych Prus mówiono, że nie jest to państwo, które posiada armię, lecz armia, która posiada własne państwo. Podobnie o dzisiejszej Rosji można powiedzieć, że nie jest to państwo, które posiada służby specjalne, lecz są to służby specjalne, które posiadają własne państwo.

Zdaniem wielu sowietologów, w byłym ZSRR rządził triumwirat, który składał się z partii komunistycznej, bezpieki i armii. Wszystkie inne instytucje w państwie były w gruncie rzeczy podporządkowane którejś z tych trzech sił. Żadna z nich nie posiadała władzy absolutnej i musiała się liczyć z pozycją pozostałych. Między KPZR, KGB i wojskiem cały czas prowadzona była podskórna walka o wpływy w państwie, choć żadna ze stron nie mogła w pełni wyeliminować pozostałych, gdyż wówczas zniszczyłaby system polityczny, a tym samym ściągnęła zagładę na siebie. Partia potrzebowała aparatu represyjnego, ten z kolei nie miał racji bytu bez ideologicznego uzasadnienia partii. Armia natomiast, kontrolowana zarówno przez partię, jak i bezpiekę, stabilizowała cały system.

Rolę języczka uwagi i głównego rozgrywającego w państwie pełniła jednak zawsze KPZR. Kiedy po śmierci Stalina doszło do umocnienia wpływów Berii i powstało niebezpieczeństwo, że KGB zdominuje całą sferę władzy, doszło do sojuszu partii i wojska. Beria został aresztowany i natychmiast rozstrzelany, zaś w MSW przeprowadzono wielką czystkę, w której na porządku dziennym były tortury i masowe egzekucje.

Kilka lat później z kolei doszło do niebywałego wzrostu znaczenia armii, a nazwisko marszałka Żukowa zaczęto wymieniać jako potencjalnego "rosyjskiego Bonapartego". Kiedy z wojska zostali usunięci zarówno komisarze polityczni partii, jak i funkcjonariusze służb specjalnych - KPZR i KGB poczuły się zagrożone. Doszło więc do sojuszu tych sił, które w szybkim czasie spacyfikowały zbyt samodzielną armię.

Taki stan rzeczy - chwiejna równowaga i rywalizacja pomiędzy owymi trzema ośrodkami - trwał do roku 1991. Wówczas to jeden z głównych rozgrywających definitywnie wypadł z gry - bezpardonowa walka o władzę pomiędzy Jelcynem a Gorbaczowem spowodowała, że KPZR przestała istnieć. Odrodziła się co prawda później jako Komunistyczna Partia Rosji, ale było to już zupełnie inne ugrupowanie, będące ledwie niewyraźnym cieniem dawnej potęgi.

Koniec triumwiratu

Z dawnych graczy na polu gry pozostały dwie siły - armia i KGB. Dla wojska nie był to dobry okres. W 1989 roku Armia Sowiecka musiała wycofać się z Afganistanu, uznając swoją porażkę. Wkrótce potem zwinięte zostały rosyjskie bazy wojskowe w krajach Europy Środkowej, a nawet w niektórych republikach postsowieckich, np. w krajach nadbałtyckich. Pierwsza wojna czeczeńska zakończyła się kompletną kompromitacją armii rosyjskiej. Końca drugiej kampanii czeczeńskiej nie widać, mimo druzgocącej przewagi sił moskiewskich. Braki rosyjskiego wojska obnażyła ostatecznie katastrofa okrętu atomowego "Kursk", pokazująca, że marzenia o militarnym supermocarstwie odłożyć można do lamusa.

Dla KGB ostatnia dekada, w odróżnieniu od armii, nie była wcale taka najgorsza. O ile wojsko likwidowało swoje bazy w innych krajach, o tyle służby specjalne pozostawiły tam dalej swoich agentów. Doniesienia UOP z 1995 roku, że we władzach ówczesnej SdRP działa trzech agentów KGB o pseudonimach "Minim", "Olin" i "Kat", nigdy nie zostały zdementowane. Nigdy jednak publicznie nie ujawniono (poza aferą "Olina") personaliów owych osób.

Jednocześnie wielu zachodnich ekspertów ds. służb specjalnych, np. Amy Knight z uniwersytetu w Waszyngtonie, zauważa, że mimo zakończenia "zimnej wojny" moskiewscy szpiedzy wcale nie zaprzestali swojej działalności, lecz na niektórych odcinkach nawet ją zintensyfikowali. Przykładem może być chociażby aktywność Aldricha Hazena Amesa - "kreta" KGB w centrali CIA, zdemaskowanego w 1994 roku.

Wykreowanie oligarchów

Służby specjalne, w odróżnieniu od armii, lepiej radziły sobie również w postkomunistycznej rzeczywistości, m.in. z tego powodu, że same owo przejście od komunizmu do nowego systemu przygotowywały. Zjawisko to zostało dokładnie opisane przez Władimira Bukowskiego, antykomunistycznego dysydenta, który po nieudanym puczu Janajewa w 1991 roku otrzymał od Jelcyna możliwość wglądu w kremlowskie akta.

Bukowski widział urzędowe dokumenty Biura Politycznego KC KPZR nakazujące znalezienie "zaufanych towarzyszy" do zarządzania gałęziami przemysłu, a nawet do wchodzenia na międzynarodowe rynki finansowe: "Wytypowali paru 'zaufanych towarzyszy' z KGB oraz spośród młodych liderów Komsomołu, przeprowadzili dla nich szybkie szkolenie na temat dyscypliny finansowej i funkcjonowania wolnego rynku, po czym powierzyli im części przedsiębiorstw, instytucji finansowych - niby to na własność. Jeśli przyjrzymy się tym tak zwanym biznesmenom, którzy pojawili się wtedy w Rosji nagle, znikąd, to stwierdzimy, że wszyscy wywodzą się albo z szeregów KGB, albo Komsomołu, albo czegoś podobnego."

W ten sposób powstała nowa siła na rosyjskiej scenie politycznej - oligarchowie. Chociaż otrzymali oni olbrzymi majątek państwowy na własność, nadal mieli być posłuszni partii. Kiedy jednak partia się rozpadła, zostali sami z olbrzymim kapitałem. Postanowili się więc usamodzielnić i zaistnieć jako realny podmiot polityczny. To oni stanowili główne zaplecze finansowe i medialne Jelcyna podczas jego kampanii wyborczej w 1995 roku.

Imperium kontratakuje

Dominacja oligarchów nie trwała jednak długo, gdyż znów do głosu doszły służby specjalne. W pierwszych latach rządów Jelcyn dokonał wielu reorganizacji, które podzieliły KGB na części i osłabiły je. Prezydent Rosji wyjął np. spod kontroli KGB wojska ochrony pogranicza czy też specjalistów od podsłuchów, z których stworzył osobną instytucję - FAPSI (Federalna Agencja Łączności i Informacji Rządowej).

Nie na darmo jednak KGB uchodziło za najpotężniejsze służby specjalne świata (przed upadkiem ZSRR zatrudnionych było w nich ok. 420 tysięcy osób). W odróżnieniu od sowieckiego przemysłu, rolnictwa czy sektora usług, które nie miały żadnych szans w rywalizacji z ich zachodnimi odpowiednikami - KGB okazywał się dla zachodnich służb konkurentem nie tylko wymagającym, lecz często niedoścignionym. Dlatego też, mając tak profesjonalnie wyszkoloną kadrę, wyspecjalizowaną zwłaszcza w zabiegach socjotechniki społecznej, rosyjskie służby specjalne - już pod nowym szyldem FSB (Federalna Służba Bezpieczeństwa) - szybko odzyskiwały utraconą pozycję. Wystarczyło kilka sprowokowanych kryzysów, by Jelcyn stał się ich zakładnikiem.

W końcowym okresie prezydentury Jelcyna trzema ostatnimi premierami byli wysocy oficerowie KGB: Jewgienij Primakow, Siergiej Stiepaszyn i Władimir Putin. Ten ostatni, były agent sowieckiego wywiadu w NRD, został zresztą następcą Jelcyna i nowym władcą Rosji.

Putin szybko spacyfikował oligarchów. Ci, którzy nie chcieli mu się podporządkować, jak np. Borys Bieriezowski czy Władimir Gusiński, zmuszeni zostali do ucieczki za granicę. Pozostali przyjęli warunki gry narzucone przez nowego lokatora Kremla. Na przykład głównym doradcą najbogatszego człowieka Rosji, oligarchy Michaiła Chodorkowskiego, został generał kontrwywiadu Aleksiej Kondaurow.

Również armia znalazła się pod kontrolą ludzi z dawnego KGB. Na czele ministerstwa obrony nie stoi bowiem jak zwykle żaden wojskowy generał, lecz doświadczony czekista Siergiej Iwanow, zaś jego zastępcami są dwaj inni przedstawiciele spec-służb: Nikołaj Pankow i Michaił Dmitrijew. Byli funkcjonariusze KGB pełnią też kluczowe funkcje w innych ważnych resortach: spraw zagranicznych i sprawiedliwości, nie wspominając już o MSW i administracji prezydenta. Kontrolują też lokalne władze jako pełnomocnicy prezydenta, gubernatorzy, prezydenci autonomicznych republik czy federalni inspektorzy.

Przepustka do władzy

Na początku roku opiniotwórczy tygodnik rosyjski "Włast'" opublikował listę byłych wysokich oficerów KGB pełniących obecnie najważniejsze funkcje w strukturach państwowych i biznesie. Autorzy raportu wymienili nazwiska 90 wysokich urzędników państwowych i 60 wpływowych biznesmenów, zaznaczając, że lista nie jest pełna, gdyż nie obejmuje funkcjonariuszy Zarządu I KGB, czyli wywiadu, który nadal pozostaje najbardziej utajnioną strukturą.

Z lektury tekstu wynika, że legitymacja dawnych służb specjalnych stała się dziś przepustką do elit władzy. Jak twierdzi Siergiej Gorlenko, dyrektor medialnego koncernu Megapolis-Kontinent, a niegdyś pułkownik KGB: byli oficerowie owych służb "są wszędzie i kierują wszystkimi znaczącymi firmami w Rosji".

Władimir Putin doprowadził też do ponownej rozbudowy służb specjalnych i z powrotem połączył z centralą na Łubiance te struktury, które Jelcyn od niej odłączył. W połowie marca prezydent Rosji zdecydował o ponownym przyłączeniu do FSB zarówno agencji FAPSI, jak i liczących 200 tysięcy żołnierzy wojsk ochrony pogranicza.

Symbolicznym przejawem rosnącej potęgi służb specjalnych może być pomysł mera Moskwy Jurija Łużkowa, by na placu na Łubiance znów stanął, zdemontowany w 1991 roku, pomnik Feliksa Dzierżyńskiego. Ideę tą popiera 56 procent Rosjan, zaś tylko 14 procent jest jej przeciwnych. Jurij Lewada, szef Rosyjskiego Ośrodka Badań Opinii Publicznej, komentuje to następująco: "Dzierżyński był twórcą CzeKa - a więc pierwszym czekistą. W oficjalnej terminologii, której używa przez wielu ludzi szanowany prezydent Putin, jest to określenie pozytywne."

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 14/2003