W połowie września Leon XIV odwiedził papieską instytucję z okazji otwarcia wystawy i ogłosił, że watykańskie archiwum i biblioteka mają zostać rozbudowane. Zatrzymać się na tym poziomie byłoby błędne, ponieważ w przypadku instytucji takich jak Biblioteka i Archiwum Apostolskie sama decyzja o tym, co przechowywać, jak przechowywać i komu udostępniać, jest nie tylko techniczna, lecz odsłania pewien sposób rozumienia czasu, pamięci i wiedzy, a więc także człowieka, który wobec przeszłości nie jest ani właścicielem, ani wyłącznie spadkobiercą, lecz raczej kimś odpowiedzialnym za przekazanie dalej tego, co sam otrzymał. Dlatego interesujące jest, że właśnie Leon XIV, papież bardzo wyraźnie zainteresowany problemami sztucznej inteligencji, edukacji i nowych technologii, a jednocześnie syn bibliotekarki, jak sam siebie nazwał, zwraca uwagę na instytucje, których najbardziej oczywistą funkcją wydaje się przechowywanie tego, co dawne, materialne, często zakurzone i pozornie nieprzystające do świata, w którym coraz większa część doświadczenia zostaje przepisana w postaci danych, a pamięć stopniowo oddziela się od przedmiotów, miejsc i fizycznych nośników. Nie chodzi przy tym o przeciwstawienie papieru ekranowi, ponieważ tego rodzaju opozycja byłaby równie łatwa, co fałszywa, lecz raczej o pytanie bardziej podstawowe: czy technologiczne rozszerzenie zdolności poznawczych prowadzi do dojrzalszego sposobu obchodzenia się z wiedzą, czy też jedynie zwiększa szybkość, z jaką potrafimy ją wyszukiwać i przetwarzać?
To rozróżnienie jest kluczowe dla papieskiej myśli. W nowoczesnej wyobraźni wiedza coraz częściej przybiera postać czegoś dostępnego natychmiast, niemal pozbawionego miejsca i czasu, wywoływanego z sieci poprzez odpowiednio sformułowane pytanie, podczas gdy biblioteka – zwłaszcza taka jak watykańska – przypomina, że wiedza ma swoją historię, warstwy, pęknięcia i nieciągłości, wyrasta też z pracy konkretnych ludzi, podlega sporom i korektom, a zanim stanie się podręcznikowym twierdzeniem, bywa hipotezą, intuicją, błędem albo marginalnym przypisem, który dopiero po latach okaże się ważniejszy od tekstu głównego. Archiwum zaś jest pod tym względem jeszcze bardziej wymagające, przechowując nie tyle uporządkowaną wiedzę, ile ślady procesu, z którego wiedza dopiero może zostać wydobyta. Stąd już podczas pielgrzymki do Kamerunu papież mówił o różnicy między wiedzą a mądrością.
Od Aleksandrii do Watykanu
Stąd porównanie z Biblioteką Aleksandryjską. Aleksandria była jednym z pierwszych wielkich projektów cywilizacyjnych opartych na przekonaniu, że gromadzenie tekstów ma sens nie tylko praktyczny, ale polityczny i intelektualny, bo buduje obraz świata, jego języków, tradycji, nauk i pytań. Biblioteka nie była samotnym magazynem zwojów, lecz częścią większej instytucji życia umysłowego, w której tekst wymagał komentatora, katalogowania, porównania, tłumaczenia i sporu, a zatem także wspólnoty ludzi zdolnych uznać, że poznanie jest czymś więcej niż sumą posiadanych treści. Mit Aleksandrii, który w zbiorowej pamięci został niemal całkowicie zdominowany przez obraz pożaru i utraty, przesłania niekiedy bardziej interesujący aspekt jej historii – fakt, że biblioteka może przestać istnieć nie tylko w wyniku jednorazowej katastrofy, lecz także dlatego, że społeczeństwo traci przekonanie o sensie podtrzymywania instytucji pamięci.
Oczywiście watykańska Biblioteka Apostolska powstała w innym świecie i odpowiadała na inne potrzeby, ale wyrastała z intuicji podobnie szerokiej. Kiedy w XV wieku papieże zaczęli systematycznie rozbudowywać zbiory i otwierać je dla uczonych, nie tworzono przecież wyłącznie magazynu teologii ani zamkniętego repozytorium dokumentów kościelnych. Gromadzono rękopisy greckie, łacińskie i hebrajskie, literaturę, filozofię, prawo, medycynę, astronomię, matematykę i geografię, ponieważ Kościół, niezależnie od napięć i konfliktów, jakie później towarzyszyły jego stosunkowi do niektórych nurtów nauki, pozostawał jednym z głównych depozytariuszy przekonania, że poznanie świata i troska o pamięć należą do porządku kultury, której nie da się oddzielić od pytania o człowieka.
W tym miejscu papieskie zainteresowanie sztuczną inteligencją i archiwami zaczyna układać się w spójną całość. Leon XIV nie wydaje się myśleć o technologii w kategoriach prostego sporu między entuzjazmem a odrzuceniem, ponieważ zasadniczy problem leży gdzie indziej: dotyczy nie tyle możliwości maszyn, ile przemiany ludzkich nawyków poznawczych pod ich wpływem. Rozumienie niemal nigdy nie polega wyłącznie na skróceniu drogi między pytaniem a odpowiedzią. W humanistyce, a nawet w naukach ścisłych, często najważniejsze okazuje się nie to, jak szybko znajdujemy rozwiązanie, lecz czy potrafimy zrekonstruować drogę, która do niego prowadzi. W tym sensie archiwum uczy czegoś, czego algorytm z natury rzeczy nauczyć nie może: cierpliwości wobec niepełności.
Od Magnifica humanitas do papieskiego archiwum
Kiedy więc Leon XIV podczas wizyty w Bibliotece Apostolskiej posłużył się obrazem serca, które żyje dzięki rytmowi skupienia i otwarcia, dotknął problemu większego niż organizacja watykańskich zbiorów. Kultura, jeśli ma zachować zdolność rozwoju, potrzebuje obu tych ruchów: musi umieć zabezpieczać, co otrzymała, a zarazem nie może zamienić tradycji w zamknięty skarbiec; musi udostępniać, tłumaczyć i cyfryzować, ale bez przekonania, że dostępność sama w sobie wystarczy, by przekaz stał się żywy. Pamięć całkowicie zamknięta obumiera, lecz pamięć pozbawiona formy, hierarchii i interpretacyjnych narzędzi równie łatwo rozpływa się w nieczytelnym nadmiarze.
W takim świetle rozbudowa watykańskich zasobów nabiera znaczenia symbolicznego. Kościół, który przez dwa tysiąclecia nauczył się myśleć w kategoriach długiego trwania, staje wobec kultury coraz silniej podporządkowanej teraźniejszości i podejmuje próbę zachowania przestrzeni, w której czas nie zostaje zredukowany do natychmiastowej użyteczności. Z tego też powodu warto pamiętać o augustiańskim tolle, lege, do którego Leon odwołał się podczas wizyty w Bibliotece. „Weź i czytaj” nie jest pochwałą książki jako przedmiotu ani nostalgii za kulturą rękopisu. To przypomnienie, że lektura może być wydarzeniem wymagającym od czytającego czegoś więcej niż pozyskania treści. U Augustyna tekst staje się miejscem konfrontacji człowieka z własnym życiem, a zatem czymś, czego nie sposób zastąpić streszczeniem ani poprawnym objaśnieniem. Zrozumieć tekst to pozwolić, by tekst zmienił również tego, kto go czyta. Być może na tym właśnie polega sens watykańskiej inwestycji w bibliotekę i archiwum. Nie jest to obrona przed przyszłością, lecz próba stworzenia warunków, w których przyszłość nie zostanie zbudowana na amnezji.
Leon XIV nie próbuje zatrzymać przemiany technologicznej ani tworzyć alternatywnej rzeczywistości, w której cyfryzacja i sztuczna inteligencja mogłyby zostać potraktowane jak chwilowa moda; raczej wpisuje je w starszą tradycję myślenia o wiedzy, według której każde narzędzie poznania powinno ostatecznie służyć nie powiększaniu zasobu odpowiedzi, lecz dojrzalszemu rozumieniu świata i własnego miejsca w nim. W tym sensie nowa watykańska przestrzeń dla książek, dokumentów i archiwaliów może okazać się jednym z bardziej wymownych obrazów tego pontyfikatu: nie monumentem nostalgii, lecz przypomnieniem, że społeczeństwo przyszłości będzie potrzebowało pamięci może bardziej niż którekolwiek przed nim, ponieważ im doskonalsze stają się narzędzia przetwarzania rzeczywistości, tym łatwiej zapomnieć, że sama rzeczywistość nie daje się do końca przetworzyć.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.











