Zastanawiające jest to natychmiastowe działanie Mateusza – wychodzi z komory celnej i idzie za Jezusem. Przecież miał wszystko, a jednak zostawił to dla nieznanego nauczyciela z Nazaretu. Kluczem do zrozumienia tej natychmiastowości jest być może pierwsze zdanie, opisujące powołanie celnika Mateusza. Wskazuje na bardzo ważny kontekst: „Odchodząc stamtąd (gr. ekeithen), Jezus ujrzał człowieka imieniem Mateusz” (Mt 9,9). Z jakiego konkretnego miejsca Jezus odchodził, gdy dojrzał Mateusza? Z miejsca, w którym dokonała się chwilę wcześniej spektakularna akcja. Przez rozebrany dach ludzie opuścili na noszach przed oblicze Jezusa pewnego paralityka. Właśnie też Jezus wyrzekł dla wielu bluźniercze słowa: „Ufaj, synu! Odpuszczają ci się twoje grzechy”. Wyłapali to natychmiast faryzeusze, szemrząc. Słusznie powiedzieli, że tylko Bóg ma prawo odpuszczać grzechy. Jezus więc udowadnia im, kim jest, mówiąc: „Otóż, żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów, rzekł do paralityka: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu! On wstał i poszedł do domu”. Domniemywać można, że Mateusz był świadkiem tego niezwykłego wydarzenia. Chwilę później usłyszy od tego samego człowieka, który ma rzeczywistą władzę odpuszczania grzechów, słowa: „Pójdź za mną”.
Grzesznik absolutny bez szans na przebaczenie
Celnik to synonim największego grzesznika w Izraelu. Człowiek najbardziej pogardzany. Odrzucony. Wyklęty. Bez żadnej nadziei na przebaczenie i pojednanie. Zdrajca narodu oraz egzemplifikacja istoty grzechu. Dla takich zaś jak on nie było szans na pojednanie. Niektóre rabiniczne interpretacje mówiły, że celnik jest grzesznikiem absolutnym, bez jakiejkolwiek szansy na przebaczenie. Nawet gdyby się nawrócił, Jahwe mu grzechów nie odpuści. Prawdopodobnie taka wykładania miała zniechęcić innych przed potencjalnym kolaborowaniem z okupantem.
Cały naród, lokalna społeczność, znajomi, przyjaciele oraz rodzina zapewne już dawno go przekreślili. Wobec takiego położenia, Mateusz niewątpliwe doświadcza dojmującego osamotnienia, które wyrzuciło go na społeczny margines. Być może już dawno stracił nadzieję na pojednanie i przywrócenie do życia. Wpadł przecież w stan, z którego nie ma powrotu. Nawet gdyby się nawrócił, ani Bóg, ani społeczność Izraela go nie przyjmą. Jednak w tamtej chwili, życie Mateusza się odmienia. Spotyka Tego, który ma władzę odpuszczania grzechów. Ma moc przywrócić go do życia. Pojednać z Bogiem oraz przywrócić społeczności ludzkiej. Spotyka Tego, który przynosi dar przebaczenia. Tego, który przyszedł do schorowanych, aby dać im zdrowie. Tego, który przyszedł powołać grzeszników, a nie sprawiedliwych. Tego, który przynosi dar komunii i miłości wzajemnej.
Tylko człowiek spragniony wie, jak smakuje łyk wody
Kto jak kto, ale Mateusz akurat liczyć potrafił. Wiedział, że zyska to, czego człowiek nie jest w stanie mu zaoferować. W przebaczającym i odpuszczającym grzechy Chrystusie ujrzał nadzieję na własne pojednanie, przebaczenie, uzdrowienie. Oto Ten, który ma władzę odpuszczania grzechów – a przecież potwierdził to właśnie cudem – woła właśnie mnie, celnika i grzesznika: „Pójdź za mną”. Nadzieja na powrót została w jednej chwili przywrócona. Druga taka szansa może się nie trafić. Zostawił więc wszystko co miał i natychmiast poszedł za Jezusem. „Natychmiast” – zapewne również dlatego, że od dawna już tęsknił i pragnął tego przebaczenia i pojednania, które zaoferował mu dopiero Chrystus. Tylko człowiek naprawdę spragniony wie jak smakuje pierwszy łyk wody, który przywraca życie. Stał się zatem przyjacielem Tego, który sam zapragnął stać się przyjacielem grzeszników i celników.
Nie siadaj przy stołach, które Jezus by przewrócił
W jednym z podcastów, podczas rozmowy Agaty Kulczyckiej z Agatą Rujner, padło takie zdanie: „Nie siadaj przy stołach, które Jezus by przewrócił. Nie przewracaj stołów, przy których Jezus by usiadł”. Zdanie to oddaje istotę głoszonego przez Chrystusa królestwa Bożego. Tak, są takie stoły, do których nie należny zasiadać. Należy je powywracać. Przykład dał nam sam Chrystus. Stoły kramarskie, które handlują nie tylko z Bogiem, ale również handlują samym Bogiem, wykorzystując Go oraz Jego imię do załatwiania własnych interesów, bardzo często kosztem drugiego człowieka. Zwłaszcza tego biednego, pogardzanego i zmarginalizowanego społecznie. Chrystus przeciwstawia się radykalnie postawie, gdy w imię religii wykorzystuję drugiego człowieka. Szczególnie, gdy chodzi o tych, którzy są pozbawieni praw, środków do życia, którzy żyją na granicy przetrwania i z jakichś powodów zostali wykluczeni przez społeczeństwo. Stoły tych, które zostały zastawione kosztem najmniejszych, należy wywrócić, nawet jeśli okazuje się, że są to stoły biskupów, proboszczów czy w mniszych refektarzach.
Nie przewracaj stołów, przy których Jezus by usiadł
Jedne stoły Chrystus powywracał, ale na kartach Ewangelii znaczenie częściej zasiadł do wielu innych stołów. Były to przede wszystkim stoły grzeszników i celników, ludzi wyklętych oraz wyrzuconych na społeczny margines. Ludzi, którzy nierzadko swoim postępowaniem, wyborami oraz odpowiedzialnością, sami siebie doprowadzali do położenia, w którym się znaleźli. Zapewne nie były to romantyczne życiorysy. Nie byli to ludzie potulni jak baranki. A jednak właśnie do takich osób Chrystus przychodzi w pierwszej kolejności. Nie przyszedł przecież powołać sprawiedliwych, ale grzeszników. Dla chorych stał się lekarzem, a zabłąkanych szukał tak długo, aż ich odnalazł.
Dzielenie stołu w kulturze semickiej – można powiedzieć – miało charakter sakralny. Było czymś, co nosiło w sobie wręcz jakiś liturgiczny rys. Wykluczenie od stołu było rodzajem społecznej i religijnej ekskomuniki. Natomiast dzielenie go z kimś, było formą zawiązania głębokiej komunii. Siadać przy stole razem z grzesznikami, heretykami czy zdrajcami było w swej istocie wejściem z nimi w braterską komunię, a tym samym bardzo często zaciągnięciem na siebie rytualnej nieczystości oraz tej właśnie społeczno-religijnej ekskomuniki. Siadając przy stole grzeszników, w oczach sprawiedliwych faryzeuszów i uczonych w Piśmie, Chrystus stawał się grzeszkiem. Ucztując razem z celnikami, Chrystus stawał się również wydziedziczony ze społeczności Izraela.
Jezus nie zważając jednak na to, zasiadał do stołów, które były enklawami tych, którzy zostali odrzuceni. Siadał do stołów, które tak chętnie przez wielu byłyby powywracane. Siadał tam, gdzie nikt usiąść nie chciał. Siadał, jednocześnie nie pozwalając, aby ktokolwiek przyłożył swoją dłoń do powywracania stołów, które On wybierał. Wejście w komunię stołu, która przywracała ludzką godność, otwierała człowieka na przeminę, na nawrócenie. Jakże to bywa pod prąd naszej kościelnej mentalności. Tak często uważamy i przeżywamy chrześcijaństwo w kategoriach, w których wejście w komunię jest konsekwencją (chociaż adekwatniej należałoby powiedzieć „nagrodą”) za nawrócenie człowieka. Nawracam się, dzięki czemu mogę kosztować komunii z Bogiem i wspólnotą Kościoła. Czy jednak to jest droga, którą pokazał nam Chrystus? Przecież On, bez wstępnych warunków, z miłości, dla samego człowieka, wchodził z nim w komunię stołu, czego ostatecznie efektem było nawrócenie i przemiana człowieka. Zapragną wejść w komunię stołu z celnikiem Zacheuszem. Na końcu zaś uczty, Zacheusz dokonuje rewizji swego postępowania i wchodzi w realną przemianę. To nie komunia jest więc owocem nawrócenia, lecz właśnie nawrócenie jest owocem rodzącym się z zaistniałej komunii. Chrystus przychodząc do nas, gdy byliśmy jeszcze grzesznikami, przyszedł aby wejść z nami w komunię, we wzajemną, uprzedzającą i bezwarunkową miłość, która rodzi w nas owoc przemiany i nawrócenia. Powołanie celnika Mateusza, wejście z nim zażyłą komunię, która prowadzi do rzeczywistej przemiany, jest obrazem pedagogiki Królestwa Bożego, które przynosi nam Chrystus. Tym jest właśnie Ewangelia.
Jezus dał szansę temu, którego inni przekreślili
W Nowym Testamencie znajdziemy cztery katalogi, w których wypisane mamy imiona apostołów. Są one w ewangeliach: Mateusza, Marka, Łukasza oraz w Dziejach Apostolskich. Lecz tylko w ewangelii Mateuszowej przy imieniu Apostoła Mateusza dodane jest określenie celnik. Jakby ten, który „pisał” tę ewangelię, chciał zaznaczyć, kim był i kim jest teraz z łaski i miłosierdzia Bożego. Nie wyrzeka się swojej przeszłości. Nie chce jej zataić. Nie chce stawiać się w lepszym świetle. Przyjmuje z całą pokorą własną historię. Tym krótkim określeniem, które stawia przy swoim imieniu, Apostoł Mateusz jakby postawił swój osobisty podpis. Tak, to ja. Chodzi o celnika, na którego Pan spojrzał z nieskończoną miłością. Pamięta o swoim grzechu, o swojej historii – nie dlatego, aby pogrążać się w wiecznych wyrzutach sumienia, lecz po to, aby nieustannie jaśniała przebaczająca i miłosierna miłość Zbawiciela, która uprzedzająco weszła w komunię z tym, którego wszyscy już dawno przekreślili. Siadając do stołów celników i grzeszników, przy których również niewątpliwie zasiadłby Jezus, przyczyniamy się do głoszenia Królestwa Bożego. Ewangelia zaczyna się od bezwarunkowej komunii, reszta zaś jest łaską płynącą z daru miłości.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu lub zakup subskrypcję od razu na rok i oszczędź pieniądze.










