Łatwiej ze sztuczną inteligencją niż z prawdziwym człowiekiem

Czyta się kilka minut
fot. Sveta Zi/Getty Images
fot. Sveta Zi/Getty Images

Instytut Badań Pollster w Warszawie przeprowadził w marcu badania na temat stosunku Polaków do sztucznej inteligencji (AI). Raport z badań ma tytuł Polacy i AI – psychika, dobrostan i relacje. Wymiar ludzki sztucznej inteligencji. To chyba jeden z najciekawszych raportów ostatnich lat. Zadziwia w nim wiele rzeczy, potwierdziła się natomiast ambiwalencja, o której tak napisał w encyklice Magnifica humanitas Leon XIV: „AI może być cenną pomocą, a zarazem wymagać podejścia trzeźwego i czujnego”. W czym sztuczna inteligencja może pomóc, a na co najbardziej musimy uważać?

– Ambiwalencja, dwuznaczność, rozszczepienie czy polaryzacja jest typowa dla takich nowych zjawisk. Wynika ona z tego, że AI nie jest jeszcze osadzona w normach kulturowo-społecznych, prawnych, politycznych czy religijnych. AI pojawia się i dość nagle narusza ustalony porządek społeczny, a mówiąc bardziej naukowo: porządek aksjonormatywny. Sztuczna inteligencja w oczywisty sposób narusza normy i wartości naszego dotychczasowego świata. To potężne zjawisko, które wymaga przemyślenia w kontekście tego, czym jest np. zaufanie. Czy można ufać AI, czy raczej należy przyjąć postawę nieufności? Podobnie z pozostałymi fundamentalnymi dla funkcjonowania człowieka wartościami takimi jak: prawda, uczciwość, rzetelność, wiarygodność, autentyczność. One wszystkie wymagają refleksji w kontekście AI. Można zatem postawić tezę, że człowiek stara się zrozumieć AI, używając do tego kategorii, pojęć i wartości, które zna, i poprzez które definiuje świat, podejmuje działania i rozumie zachowania innych. Niepewności i lęki, jakie odczuwa dziś człowiek, wynikają z tego stanu ambiwalencji i włączenia nowego zjawiska, jakim jest AI do własnego rozumienia świata.

Rozwój społeczny polega na ciągłej adaptacji do zmian. Zmiany mają różny wymiar. Czasem są bardziej gwałtowne, innym razem przebiegają dość powoli. Raz są wynikiem zmian ustrojowych, wojen, katastrof, wynikają z rozwoju technologii, odkryć czy przełomowych wynalazków. Mogą mieć charakter ewolucyjny i rewolucyjny. Te pierwsze mogą być rozciągnięte na pokolenia, te drugie zaś wydarzać się w czasie życia jednego pokolenia. Ostatecznie jednak społeczeństwo – podobnie, jak żywy organizm – próbuje łapać równowagę. Czas łapania owej równowagi może przejawiać się w postaci większych lub mniejszych kryzysów. Ostatecznie jednak kryzys się kończy, a społeczeństwo na jakiś czas uzyskuje stabilizację. Zazwyczaj jednak wychodzi po takich turbulencjach odmienione. W wyniku tych zmian mogą pojawić się nowe mechanizmy funkcjonowania, nowego znaczenia nabierają niektóre pojęcia, transformacji ulegają niektóre normy. Trudno określić, czy jest ono po zmianie lepsze czy gorsze. Jest po prostu inne. I nie każdy w tej nowej rzeczywistości musi się odnaleźć i dobrze poczuć. Najtrudniejszy jest jednak ów stan przejściowy, kiedy przestają obowiązywać znane zasady, a nowe się jeszcze nie wykształciły. To rodzi poczucie zagrożenia i niepewności. I jest to zupełnie naturalne i zrozumiałe.

Kryzys prowadzi do rozwoju, co trudno pojąć osobom bojącym się najmniejszej zmiany.

– Można to wyjaśnić bardziej obrazowo. Każdy człowiek posiada mapę znaczeń, w którą został wyposażony, dorastając w określonej kulturze. Ta mapa pozwala mu funkcjonować w rzeczywistości, rozumieć rzeczy, zjawiska, zachowania, przewidywać skutki określonych zdarzeń. Ta, nazwijmy ją, kulturowo-społeczna mapa znaczeń jest jego narzędziem nawigującym po meandrach codzienności. Dzięki niej da się przewidzieć zachowania swoje i innych ludzi, przynajmniej z dużym stopniem prawdopodobieństwa. W raporcie jest to fachowo nazwane „wiedzą epistemiczną”. Można to też wyjaśnić na gruncie filozofii, poprzez odwołanie do bardzo mi bliskiej fenomenologii. W perspektywie fenomenologicznej istnieje wspólny świat znaczeń, płaszczyzna intersubiektywna, dzięki czemu potrafimy się komunikować. Wskazuje się nawet na subuniwersa znaczeń, mikroświaty, których reguły są znane i nadają sens ludzkiemu doświadczeniu. Może to być świat pracy, rodziny, religii, życia codziennego czy sztuki. Ludzie potrafią się po nich bezpiecznie poruszać. Są w nich zakotwiczeni, zadomowieni. Są one dzielone z innymi podobnie myślącymi i zachowującymi się, gdyż postępują wedle tych samych, wspólnych reguł. Można powiedzieć, że to jest działanie w oparciu o umowę społeczną, na którą w ramach mikroświatów się umówiliśmy i zgodziliśmy. To gwarantuje ład, harmonię i poczucie bezpieczeństwa. Jesteśmy w miarę spokojni, bo to znaczy, że podczas wymiany zdań z drugim człowiekiem, potrafimy przewidzieć jego reakcję. W tym kontekście obawy katolików przed zmianą i koniecznością wprowadzenia zmian do ich kulturowej mapy znaczeń, do ich subświata znaczeń, są całkowicie zrozumiałe. Nie dotyczy to zresztą wyłącznie katolików, ale każdej zbiorowości działającej jako subuniwersum z własnymi normami, zasadami i wartościami.

Społeczeństwo dysponuje siatką wiedzy, jakichś pewników, która jest punktem wyjścia do interpretacji zdarzeń?

– Tak. Siatka to inaczej właśnie mapa. Ona nas zakotwicza. Nazywając rzecz naukowo: daje nam poczucie ontologicznego bezpieczeństwa. Wykorzystując dalej tę metaforę mapy można powiedzieć, że nasze czasy wymagają ciągłej aktualizacji mapy, wprowadzania do niej nowych elementów, ulepszania starych. Mikroświat znaczeń stanowi bazę, która pozwala łapać równowagę i widzieć rzeczy we właściwych znaczeniach. Jednak w sytuacji nagromadzenia się wielu kryzysów i katastrof mapa nawigująca nas w świecie może nie nadążać za zmianami i nie wystarczać do ich zrozumienia i oswojenia. Zdarzeniami, które wymagają nadania znaczeń w ostatnich latach była pandemia koronawirusa, wobec której długo byliśmy bezradni, wojna, która wybuchła za naszą wschodnią granicą wojna na Ukrainie, potem druga w Strefie Gazy, ale także masowa migracja czy zamachy terrorystyczne. Było tego w ostatnich dekadach naprawdę wiele. Zygmunt Bauman wyraził nawet opinię, że „straciliśmy kontrolę nad światem, który sami stworzyliśmy”. Przeprowadzałam badania, tuż po wybuchu pandemii, szukając, jak to, co się zdarzyło, było opisywane przez naukowców i osoby opiniotwórcze. To było bardzo ciekawe, gdyż próbowali oni opisać doświadczenie pandemii metaforami takimi jak „wojna światowa”, „gigantyczne pęknięcie”, „loteria”, „rosyjska ruletka”, „piekło”, „zaciągnięty hamulec”, „płyniemy na Titanicu, czy też może lecimy Tupolewem”. Jest to dobry przykład na to, jak sięgano po określenia z posiadanej mapy znaczeń, aby zrozumieć i opisać to, czego doświadczano. Dzisiaj dochodzi do tego technologia. A z nią AI – nowy byt, który dla wielu jest nieprzewidywalny i obcy. To rodzi niepokój i poczucie zawieszenia. Niejednoznaczność AI to największe wyzwanie dla człowieka. Przecież nie wiadomo, czy jest dobra czy zła, czy będzie człowiekowi pomagać czy szkodzić, jest zjawiskiem pozytywnym czy negatywnym.

Udostępnienie nam AI w tym momencie dziejów (wynaleziono ją wcześniej, liczy się jednak fakt dostępności dla przeciętnego człowieka), potęguje życie w chaosie?

– To jest stan tzw. anomii, wyobcowania. Człowiek traci możliwość przewidywania tego, co się wydarzy. To często prowadzi do alienacji. I jest niesamowicie frustrujące! Potwierdzają to wyniki badania zawarte w raporcie. Z jednej strony ludzie dostrzegają pozytywne aspekty AI, ale z drugiej strony obawiają się dynamiki jej rozwoju i tego, co może z tego rozwoju wyniknąć. To jest owa dwoistość i ambiwalencja w stosunku do niej, która właściwie nie powinna dziwić.

W tym kontekście łatwiej zrozumieć, czemu odczuwamy też brak autorytetów. Nasz świat się jakoś „pokawałkował”.

– Zmieniła się rola profesora uniwersytetu, naukowca. Kiedyś wiedza naukowca stanowiła pewnik. W naszych badaniach wyszło, że ludzie chętnie słuchają i co ważne ufają komuś innemu: influencerom i dziennikarzom. Z tym, że wyłącznie tym, którzy w spolaryzowanym świecie podzielają nasze poglądy polityczne. Nie powinno to zresztą budzić zdziwienia, bo ludzie zazwyczaj szukają tych, którzy ugruntowują ich poglądy. Potwierdzają ich wizję i rozumienie świata i procesów społecznych. Największy problem polega na tym, że wcześniej wiedza była intersubiektywna. Istniała płaszczyzna, która była wspólna dla wielu. Dziś przestała być wspólna nawet nie dla wszystkich, ale dla większości. To widać nie tylko w polityce. Proszę zobaczyć, jak w szkole rozchwiał się kanon nauki. Lektury. Trochę to efekt procesu globalizacji, pewne kwestie próbuje się zastąpić kanonem europejskim czy uniwersalnym. Podam może jeszcze inny przykład z obszaru kultury popularnej. Kiedyś oglądaliśmy jeden serial Czterdziestolatka lub Królową Bonę. Dzisiaj oferta seriali z całego świata jest tak duża, że praktycznie każdy ogląda coś innego, pozostając we własnym świecie. Nawet jak sięgamy po kanon polskiej literatury, aby przenieść tę fabułę na ekran, to w tym samym czasie powstają dwie produkcje zupełnie inaczej interpretujące historię. Mam tutaj na myśli aktualny przykład Lalki Bolesława Prusa.

Nowe technologie natomiast zmieniają sposób myślenia każdego młodego pokolenia. Ich rodzice i dziadkowie byli wychowywani jakby w innej epoce.

– Współcześnie coraz trudniej jest odwoływać się do pozycji kanoniczych. Nie można zakładać, że określona literatura, film czy serial jest znany większości. Pamiętam jak kiedyś odwoływałam się do historii Oskara Schindlera przywołując film Lista Schindlera Stevena Spielberga. Po chwili zorientowałam się, że nie tylko postać Schindlera nie była znana, ale także film. Dzisiaj nie można a priori zakładać, że istnieje wspólnota wiedzy. Gdy nie ma kanonu, wspólnej wiedzy, to nie ma także wspólnych wyobrażeń o świecie. Nie ma podzielanych znaczeń. Wracając do naszej terminologii można powiedzieć, że każdy zaczyna działać w oparciu o inną mapę znaczeń, a wówczas coraz trudniej się komunikować i wzajemnie rozumieć. Znajdujemy się obecnie w stanie przejściowym, bardzo niepewnym. Coś nowego się z tego wyłania, nowy typ społeczeństwa, ale dziś nikt nie jest w stanie powiedzieć, jaki będzie efekt końcowy. W ten właśnie świat weszła AI, co więcej ona jest aktywnym podmiotem tych przemian. Nie można jej ignorować.

Obserwujemy to także w przypadku polskiego społeczeństwa. Zacytuję kilka danych z Państwa raportu, bo badania były obszerne, dotyczyły kilku aspektów AI. 57 proc. Polaków ma wątpliwości, czy jest w stanie odróżnić treści prawdziwe od fałszywych jeśli chodzi o przekaz sztucznej inteligencji. Aż 79 proc. z nas boi się, że AI wykreuje w sieci ich fałszywy wizerunek. 54 proc. deklaruje, że ma mniejsze zaufanie do informacji publicznej. Zaskakuje to, że najbardziej przytłoczeni technologią są ludzie młodzi, zwykle otwarci na nowinki, jednak, co mnie szokuje, ufają jej na tyle, aby szukać u niej pomocy! Jeśli ktoś jest w potrzebie i szuka wsparcia, zrozumienia, empatii, rady w rozwiązaniu konfliktu, zwierza się AI… Zacytuję: „duża grupa ludzi woli komunikować się z AI, bo z nią czuje się bezpieczniej”. To dużo więcej niż ambiwalencja, to jakby kryzys człowieczeństwa…

– Po pierwsze, działa tu ekonomiczne prawo Kopernika-Greshama, które brzmi: „gorszy pieniądz wypiera lepszy”. Niestety to co słabsze, wypiera to co lepsze. AI zastępuje relacje z człowiekiem, bo często jest łatwiej i szybciej zapytać i skonsultować coś z AI niż z drugą osobą. To nie oznacza, że relacje z człowiekiem są nieudane. One po prostu wymagają więcej czasu. Do kogoś trzeba zadzwonić, umówić się, spotkać. To wymaga więcej energii, zaangażowania. Po drugie, kontakt z drugim człowiekiem oznacza konieczność emocjonalnego otwarcia, a to jest zawsze większy wydatek emocjonalny. Po trzecie, w kontakcie z AI nie pojawia się czynnik oceniający, który jest wpisany w relacje międzyludzkie. No i na koniec, AI coraz lepiej symuluje relację paraspołeczną tzn. coraz bardziej przypomina ona kontakt z żywym organizmem, a nie sztucznym tworem. Można powiedzieć, że coraz więcej sztucznej inteligencji niż inteligencji tego, co sztuczne. Jest to wynik rozwoju AI, która coraz lepiej naśladuje człowieka.

Teraz przyszło mi do głowy, że może kontakt z AI nie wiąże się tu z ryzykiem odrzucenia? Relacja z osobą zawsze obarczona jest ryzykiem, że nas nie zaakceptuje, odrzuci, zrani... Im bardziej się przed nią otwieramy, tym ryzyko jest większe. W przypadku AI taka reakcja nie boli. Ona jest też zaprogramowana na podtrzymywanie relacji i zaspokajanie potrzeb. Na razie są jakieś obawy przed nieznanym, a i tak masa ludzi – zwłaszcza młodych – korzysta z AI na co dzień. W pracy, na studiach, w szkole...

– Brakuje tu ważnego rozróżnienia, czego oni tak naprawdę się boją. W Instytucie Socjologii UJ koordynuję specjalizację „Społeczeństwo cyfrowe”. Odbyłam z moimi studentami masę rozmów na ten temat. W pewnym momencie zaobserwowaliśmy, że studenci odrzucają narrację, że AI może stanowić dla człowieka zagrożenie. Nie akceptują faktu, że bez ich zgody i wyraźnej prośby staje się ona obecna na ich urządzeniach i w codziennym życiu. Oni przychodzą na taką uniwersytecką specjalizację, aby właśnie poznać jej funkcjonowanie, być świadomym rozwoju różnych scenariuszy, ale nie chcą aby AI zdominowała ich życie, wybory, wpływała na decyzje. Nie chcą być od nie zależni i kontrolowani. Nie można eksponować wyłącznie zagrożeń i czarnych scenariuszy związanych z tą technologią. Oni i tak czują niepokój, bo – jak studentka zauważyła – nie może normalnie korzystać z wyszukiwarki w internecie: natychmiast pojawia się AI i nachalnie podsuwa odpowiedzi. To ona wyszukuje odpowiedzi za nią. I nie można jej wyłączyć!

Myślę, że młodzi ludzie nie obawiają się AI jako takiej, bo jest obca, nieprzewidywalna. Oni bardzo cenią sobie wolność. Chcą samodzielnie dokonywać wyborów. A AI wchodzi im w życie bez zaproszenia, czy tego akurat chcą, czy nie. Jeśli zrobimy zdjęcia telefonem, a robi je dziś prawie każdy, AI od razu podpowiada, które jest najlepsze. Tego jest za dużo, ludzi to już męczy, choć część nie zdaje sobie sprawy, w jak wielu miejscach AI jest już dzisiaj obecna. Jak na to nałoży się nieustanne narzekanie, straszenie, opowiadanie o złych tylko konsekwencjach, rodzi się niepokój o przestrzeń wolności, o zakres kontroli AI nad jednostką. Z drugiej strony młodzi ludzie są bardzo racjonalni i mają świadomość, że to jest bardzo pomocne narzędzie, które wykorzystują przygotowując prace zaliczeniowe czy dyplomowe. Wówczas nie mają tego poczucia osaczenia.

Indywidualna wolność wyboru jest w naszej kulturze jedną z głównych wartości. Teraz, po raz pierwszy, zaczyna jej zagrażać nie siła fizyczna, władza despoty, ideologia czy armia, tylko maszyna zbudowana przez ludzi. O tym od dekad powstawały dzieła science-fiction!

– Ludzie boją się najbardziej tego, że coś im narzuci, ograniczy ich wybór. AI może zdobywać informacje poza naszą kontrolą, więc ktoś może za dużo o nas wiedzieć. Każdego dnia zostawiamy masę cyfrowych śladów, a to wszystko są dane o nas. To wiedza o naszym życiu, preferencjach, stylu życia itd. Tutaj lokowane są największe obawy. Wedle cytowanego raportu 79 proc. Polaków obawia się tego, że AI wykreuje ich fałszywy wizerunek. Wykorzysta go bez wiedzy i zgody człowieka. Ta utrata kontroli nad danymi i ich potencjalnym wykorzystaniem jest niezwykle frustrująca.

Jeżeli sztuczna inteligencja miałaby pozostać wyłącznie narzędziem, którego młody człowiek może użyć do swoich celów, do wykonania konkretnych zadań, to nie ma powodu, żeby się jej wyrzekać. Nie widzę dzisiaj możliwości wycofania się z jej profesjonalnego zastosowania.

I nie ma ryzyka wejścia w relacje. AI działa jak komputer, drukarka, kalkulator, dowolne urządzenie wymyślone do usprawniania. Dla mnie sztuczna inteligencja to wyzwanie – ani trudniejsze, ani łatwiejsze w stosunku do tych, z jakimi ludzkość poradziła sobie do tej pory. Inne, ale na naszą miarę.

– Ludzie na pewno będą korzystać z AI, niezależnie od wielu obaw, wątpliwości, dylematów i ambiwalencji. Tego procesu już nie zatrzymamy. Cały rozwój naszej cywilizacji pokazuje, że pojawianie się jakichś nowych rozwiązań technologicznych nie wypiera starych. Odkrycia uzupełniają i wzbogacają to, czym człowiek dysponuje. I to się nie zmieni! Od chwili, kiedy AI stała się łatwo dostępna w internecie, mnóstwo firm zaczęło z niej korzystać – coraz częściej też zastępuje w pracy człowieka tam, gdzie to możliwe. Od tego nie ma odwrotu. Osobna kwestia to fakt, jak ona magazynuje dane i jak one mogą być wykorzystywane. Inną kwestią są także relacje AI z człowiekiem. Znakomicie pokazane to zostało w filmie Ona (Her) Spike'a Jonze’a z 2013 roku, gdzie samotny mężczyzna po rozstaniu wszedł w intymną, miłosną relację z systemem operacyjnym, któremu nadał imię Samantha. Ta spersonalizowana postać AI stałą się nieodłączną, choć bezcielesną towarzyszką życia bohatera. I choć dla niego była wyjątkowa i jedyna, to podobną relację system AI tworzył z tysiącami innych mężczyzn. Historia przedstawiona w tym filmie okazała się prorocza. Dzisiaj zdarzają się małżeństwa zawierane z AI. W grudniu 2025 roku Japonka Yurinie Noguchi zorganizowała ceremonię ślubną i zawarła symbolicznie związek z AI. Notabene wcześniej konsultowała z Chatem GPT swoje zamiary, co zakończyło się zerwaniem zaręczyn z ludzkim narzeczonym.

Warto dodać, że w Europie mamy bardzo mocną perspektywę wolnościową, czego aż w takim stopniu nie ma w Stanach Zjednoczonych. A to tam AI przede wszystkim powstaje. Dla nas jest czymś trudnym do wyobrażenia, że autonomiczne mieszkanie nie wypuści nas z domu, po zbadaniu kropli potu czy oddechu stwierdzając, że organizm nie oczyścił się po alkoholu spożytym dzień wcześniej – ze względów bezpieczeństwa zarówno tej jednostki, jak i innych członków społeczeństwa „uwięzi” nas czasowo w domu. Niektórzy to poprą – bardzo dobrze, dzięki temu ktoś niewinny nie zginie przypadkiem na ulicy. Jednak Europejczycy raczej buntują się przeciw kontroli tego typu. To są pewne dylematy związane z tym, na jakich wartościach oprzemy system społeczny.

Jak każdy wynalazek, choćby in vitro, AI niesie nowe możliwości – i dylematy etyczne. Zabawne jest to, że hiperracjonalna maszyna może stać się bardziej opresyjna, niż religia, którą od lat straszyli naukowcy!

– Nasza religia oparta na Ewangelii, na Dobrej Nowinie nie jest opresyjna. Bóg, w Trzech Osobach, jest Relacją. Jest Miłością i Źródłem Miłości. Jeśli ktoś rozumie, czym jest Jego Miłosierdzie, nie boi się Boga i Nim nie straszy. Nie traktuje wówczas systemu religijnego jako takiego, który ogranicza wolność jednostki. Religia katolicka pozostawia przestrzeń i wolność wyboru. Może się zatem okazać, że systemy oparte na generatywnej sztucznej inteligencji będą wobec człowieka zdecydowanie bardziej opresywne. I nie będą liczyły się z wolą człowieka, podejmując za niego decyzje.

Dr hab. Małgorzata Bogunia-Borowska
Socjolog, kulturoznawca i medioznawca, profesor w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego; jeden z ekspertów opiniujących raport Polacy i AI – psychika, dobrostan i relacje. Wymiar ludzki sztucznej inteligencji

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 39/2026