W poszukiwaniu prawdziwej Malty

W swojej książce Michał Potocki postawił sobie ambitne wyzwanie poznania prawdziwego oblicza Malty. I nie zapomina o swojej roli reportażysty mającego opisać kraj i społeczeństwo. Ocenę pozostawia czytelnikom.
Czyta się kilka minut
Stanisław Soyka i Tomasz Stańko | fot. Beata Zawrzel/Reporter/East News; Jerzy Doroszkiewicz/Polska Press/East News
Stanisław Soyka i Tomasz Stańko | fot. Beata Zawrzel/Reporter/East News; Jerzy Doroszkiewicz/Polska Press/East News

Po lekturze reportażu Michała Potockiego Malta. Święci i diabły czytelnik zostaje utwierdzony w jednym przekonaniu – Malta nie jest krajem tak „cukierkowatym”, jak przedstawiają to na swoich stronach biura podróży. Kiedy dociekliwi dziennikarze, tacy jak Potocki właśnie, zaczynają zaglądać tam, gdzie „nie powinni”, pytając o wydarzenia i ludzi, o których pytać „nie powinni”, powstają artykuły, „nieoczywiste”, wprowadzające czytelnika w konsternację. Uwagę jednego z nich – redaktora z Wydawnictwa Czarne – przykuł artykuł Michała Potockiego opublikowany w „Dzienniku Gazecie Prawnej” w siódmą rocznicę zamordowania Daphne Caruany Galizii, dziennikarki śledczej z Malty. Jak wspomina sam autor, gdyby nie tamten odzew na jego artykuł, książka by nie powstała.

Porządny research

To, co można, a nawet należy o książce powiedzieć na wstępie, to że jest zbudowana na solidnym researchu. Autor dogłębnie poznał historię wyspy leżącej na Morzu Śródziemnym i swoim czytelnikom ułatwił odnalezienie się w niej poprzez zamieszczenie na początku książki kalendarium najważniejszych zdarzeń, sięgających 6500 lat przed Chrystusem. Trudno określić ten rozdział jako lekturę fascynującą, ale z perspektywy czytelnika „po lekturze”, wydaje się elementem porządkującym i raczej niezbędnym dla odczytania reszty. Podobnie odbieram sens zredagowania pierwszego rozdziału poświęconego wyjaśnianiu zawiłości języka maltańskiego. Autor tłumaczy, dlaczego w dalszej części książki będzie stosował zapis oryginalny niektórych nazw (w tym geograficznych), ale dzieli się też szczerą fascynacją językiem maltańskim, co zdecydowanie wpływa in plus dla odbioru tekstu. Po tych dwóch pierwszych rozdziałach – trącących językiem encyklopedyczno-wykładowym – otrzymujemy zapowiedź tego, czego faktycznie możemy się spodziewać po tym reportażu.

Potocki, przywołując rozczarowanie Maltą przez szkockiego podróżnika, Patricka Brydone’a, wprowadzonego w błąd idyllicznymi opisami Wysp Maltańskich, pisze: „Ćwierć millenium później «naypięknieysze wyobrażenia» kształtują nam podróżujący youtuberzy. Nie to, że kłamią. Malta jest fantastycznym miejscem na wakacje, tygodniami można zwiedzać jej zabytki. Błąkać się uliczkami gozytańskich i maltańskich miasteczek, zaliczać barokowe kościoły, podążać śladami świątyń starszych niż egipskie piramidy, wypoczywać na zjawiskowo pięknych plażach, nurkować w Morzu Śródziemnym, zajadać się mięsem królika i słodyczami, popijać je narodowym napojem Maltańczyków, wytwarzanym z miejscowych pomarańczy gorzkawym Kinnie, urządzać fotosafari wśród ptaków, kotów i jaszczurek, uczyć się angielskiego w popularnych szkołach językowych, a po nocach przepijać oszczędności w klubach San Ġiljana. Ale poza obliczem przedstawianym na ulotkach biur podroży Malta ma też ciemniejszą stronę, bo [cytując za szkockim podróżnikiem – przyp. A.K.] «świat taki, iaki iest rzeczywiście, różni się mocno od wystawionego nam przez poetów i romanse». Boryka się z problemami społecznymi, spiera o migrację, zmiany obyczajowe i swoje miejsce w Europie, polaryzuje i rozwija w nie zawsze zrównoważony sposób”.

Co więc zobaczył Potocki na Malcie, czego nie znajdziemy na stronach biur podróży?

Polaryzacja jak wszędzie

Na pewno mocno spolaryzowane – przez polityków – społeczeństwo. I to od dziesiątków lat. To z kolei przekłada się na wzajemne relacje: wewnątrz danej społeczności, rodziny. Potocki podkreśla, że podział na „swoich” i „obcych” wykracza poza kwestie polityczne, i dotyczy również pochodzenia. Z jednej strony „Maltańczycy są otwarci, często się uśmiechają i chętnie nawiązują kontakt z obcokrajowcami”. Z drugiej „Jasno wyznaczają granice: ich świat dzieli się na swoich, ġewwieni, i obcych, zwanych barrani. To drugie słowo może oznaczać cudzoziemca, obcego, outsidera, wyrzutka, kogoś spoza naszego grona […] Bywałem przez rozmówców zapraszany do domów, ale gawędziliśmy w ogrodzie, biblioteczce albo gabinecie. Barrani nie mają dostępu zbyt blisko domowego ogniska”.

Wydaje się, że kto, jak kto, ale Polacy powinni zrozumieć Maltańczyków w kwestii tej polaryzacji. Takich punktów stycznych z nami znajdziemy więcej w książce. Na pewno kolejnym jest ponad przeciętna – jak na standardy europejskie – katolicka religijność. Zarówno przez większość (wciąż) Polaków, jak i Maltańczyków, wiara chrześcijańska jest uznawana za podstawę tożsamości zarówno narodowej, jak i osobistej. To miało i ma przełożenie na konkretne decyzje polityczne, w tym obowiązujący do dziś na Malcie prawie całkowity zakaz aborcji. Ta tradycyjna religijność przekłada się również – co mniej oczywiste – na przemysł chociażby, a ściślej rzecz ujmując produkcję fajerwerków, które są nieodłącznym elementem festynów religijnych. Akurat w tej kwestii nie znajdziemy analogii (na szczęście dla zwierząt) z polskimi odpustami. Eksplozje wielu tysięcy fajerwerków to jeden z problemów, których maltańscy politycy wszelkich opcji wolą się nie tykać, ryzykując utratę poparcia swoich tradycjonalistycznie nastawionych wyborców.

Takich „świętych krów” wśród tradycji Maltańczyków niestety jest więcej, a ich podtrzymywanie niesie o wiele poważniejsze konsekwencje. Potocki szczegółowo je opisuje, spotykając się z aktywistami, którzy mimo wszystko próbują coś zrobić, chociażby podnosząc te kwestie na forum międzynarodowym. A Malta, odkąd jest w Unii Europejskiej, musi – powinna – mimo wszystko dostosowywać się do dyrektyw unijnych. Na przykład w kwestii ochrony ptaków, które migrując z północy na południe, i z powrotem, napotykają na swojej drodze Wyspy Maltańskie na Morzu Śródziemnym, które powinny być dla nich spokojnym przystankiem, a stają się bardzo często miejscem śmierci. Polowania na ptaki są bowiem wielowiekową tradycją mieszkańców tych Wysp, co ma realne przełożenie na pikujące statystyki liczb migrujących ptaków. Potocki przytacza wypowiedzi nie tylko aktywistów działających na rzecz ich ochrony, ale również sceptyków, którzy apelują o zrozumienie dla „maltańskich sentymentów” odziedziczonych po przodkach. To, co trzeba uznać za duży plus dla autora, to że nie zapomina o swojej roli, którą przyjął w tym zadaniu – napisania książki o Malcie, czyli roli reportażysty mającego opisać kraj, społeczeństwo, ale jego ocenę zostawiając czytelnikom.

Religia i polityka

Potocki pozostawia czytelnika z wieloma obrazami Malty, od których nie da się szybko odciąć. Jednym z nich jest opis morderstwa dziennikarki śledczej, Daphne Caruany Galizii. Co może zaskakiwać, ale co też bardzo dobrze świadczy o etyce zawodowej autora, to fakt, że „odpuścił” przywoływanie szczegółów makabrycznego widoku ciała kobiety rozerwanego przez bombę. Za to przywołał wypowiedzi jej dzieci, które – skutecznie – zawalczyły o sprawiedliwość i pamięć dla swojej odważnej, bezkompromisowej matki. Również w tej opowieści Potocki przeciąga nitkę łączącą Maltę z polskimi problemami z praworządnością, niezależnością mediów, czy gnębieniem pozwami sądowymi dziennikarzy „wtykającymi nos w nieswoje sprawy”.

Książka Malta. Święci i diabły to więc coś więcej niż analiza socjologiczno-polityczna społeczeństwa maltańskiego, chociaż w moim odczuciu głównie nią jest. Jej autor stawia lustro nie tylko przed Maltańczykami, ale także przed polskimi czytelnikami. Może jest ono nieco schowane, szczególnie na początku. Ale pytania o chociażby granice tradycji narodowo-religijnych narzucają się same podczas lektury (i po niej) również w kontekście naszej polskiej religijności. Skrajnie prawicowi politycy lubią się do tych tradycji odwoływać, czyniąc z nich często jedyny argument na potwierdzenie wykładanych racji.

Może więc okazać się, że paradoksalnie największą wartością tej wyprawy z Potockim nie jest zajrzenie pod podszewkę maltańskiego społeczeństwa, ale naszego, polskiego. Czego i Państwu życzę.

Malta. Święci i diabły
Michał Potocki
Wydawnictwo Czarne 2026

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu lub zakup subskrypcję od razu na rok i oszczędź pieniądze.

Wypróbuj za darmo

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie
  • Możesz zrezygnować w dowolnym momencie
19.90 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 19.90 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 35/2026