Od ponad 20 lat prowadzisz w stolicy Zambii Dom Nadziei – ośrodek dla dzieci z ulic Lusaki. Jak do Was trafiają?
– Część sami znajdujemy na ulicach, inne kieruje policja czy opieka społeczna. Każda historia jest inna, ale wszystkie łączy jakiś dramat lub cierpienie. Na przykład historia Tobiasa, który trafił do nas niedawno. Bawił się z kolegami, znaleźli granat hukowy, jeden z chłopców pociągnął za zawleczkę i Tobiasowi urwało rękę. Rodzice zostali poinformowani o wypadku, ale nikt się nim nie zainteresował. W końcu szpital i opieka społeczna zwrócili się do nas. Od tamtej pory jest w Domu Nadziei. I pomimo całej tej tragedii jest pogodnym, uśmiechniętym chłopcem.
W Domu Nadziei zajmujecie się najtrudniejszymi sprawami…
– Zdarza się, że musimy identyfikować dzieci w kostnicy. Najtrudniej jest powiedzieć rodzicom, bo często ciała trudno rozpoznać: przejechane przez pociąg, samochód, albo głowa zmiażdżona, bo było kamieniowanie… A ja nie pojadę do rodziców bez pewności, że to ich dziecko. To są sytuacje, które zostają w tobie na zawsze.
Do ośrodka trafiają też ofiary przemocy seksualnej i wiary w czary. Jaka jest skala problemu?
– Ogromna. Z danych University Teaching Hospital w Lusace wynika, że średnio pięcioro dzieci dziennie jest kierowanych na obdukcję po podejrzeniu wykorzystania seksualnego. W stolicy jest tylko jedna klinika specjalistyczna. Lekarz, dobry człowiek, od kilkunastu lat robi wszystko, co w jego mocy, by załagodzić traumę tych dzieci. Mamy również dzieci, ofiary rytualnych okaleczeń. Niestety, w Zambii powszechna jest wiara, że części ciała dzieci z albinizmem mogą być wykorzystywane do różnych preparatów. Stąd ataki, porwania i okaleczenia.
W jakim wieku są Wasi podopieczni?
– Najmłodsi mają pięć lat. W 2025 roku średnia wieku bardzo się obniżyła. Obecnie najwięcej chłopców jest pomiędzy 11. a 14. rokiem życia. Trafiają też dzieci z autyzmem albo takie, które po prostu się zgubiły.
Rodziny ich nie szukają?
– To ogromne wyzwanie. W Zambii nie ma zintegrowanego systemu poszukiwań ani bazy danych. Zgłoszenie zaginięcia często pozostaje zapisem w zeszycie na posterunku. Mieliśmy matkę, która po czterech latach odnalazła syna. To historie bardzo poruszające.
Ile dzieci przewinęło się przez Dom Nadziei przez te wszystkie lata?
– Już ponad 1600. Co miesiąc przyjmujemy około dziesięciu nowych chłopców. Na co dzień mieszka około stu. Naszym celem jest powrót dziecka do rodziny, choć to wymaga miesięcy, a nawet lat.
Jak wygląda codzienność w Domu Nadziei?
– Oprócz mnie jest trzech wychowawców. Jesteśmy cały czas z dziećmi, rozmawiamy, pomagamy w nauce, bo dzieci oczywiście chodzą do szkoły. I to jest klucz. Zwykłe bycie razem. To jest esencja tego, co robimy. Każdy człowiek, a szczególnie dziecko, potrzebuje więzi, poczucia, że jest widziany, nazwany, ważny. Tę przestrzeń bezpieczeństwa staramy się tu tworzyć. Dzieci uczą się relacji. Przede wszystkim dokładamy starań, by odnaleźć rodziny i by wróciły do domów, jeśli to możliwe. Więzi z rodzicami są fundamentalne.
Jesteś także zaangażowany w zmiany prawne dotyczące ochrony dzieci.
– Tylko one przynoszą trwałe efekty. Jesteśmy w dobrych relacjach z policją, ministerstwami. Jako Dom Nadziei braliśmy udział w przygotowaniu przepisów dotyczących ochrony dzieci. Udało się doprowadzić do tego, że dzieci, które złamały prawo, zamiast trafiać do więzienia z dorosłymi, jak to miało miejsce do niedawna, są przysyłane do nas. Dziś prawo w Zambii wymaga też od każdego ośrodka planu powrotu dziecka do domu. My robiliśmy to od początku.

Wróćmy na ulicę. Dlaczego dzieci wybierają takie życie?
– Jest błędne przekonanie, że dzieci na ulicy pochodzą ze złych rodzin. To nieprawda. Mama naszego Rafaela (imię zmienione) kocha syna, a on i tak ucieka. Nauczył się, że ulica daje mu nieograniczoną wolność. Ma dostęp do codziennej gotówki i to wciąga. Przez te wszystkie lata spotkałem jedną matkę, która w pierwszej rozmowie powiedziała, że to, jaki jej syn jest – te wszystkie kradzieże, narkotyki – to jej wina. „Byłam prostytutką, piłam, zostawiałam go, zaniedbywałam”. Prosta kobieta, bez znajomości psychologii, a wiedziała, że dziecko potrzebuje obecności rodzica. Czasem można usłyszeć, że „wpadł w złe środowisko”. Ale dlaczego wpadł? Bo nie miał więzi z rodzicami i więzi z rówieśnikami przejęły górę.
Łatwo im przystosować się do ulicy?
– Ulica to prawo dżungli. Silniejszy ma zawsze rację. Zdarzają się morderstwa. Wiele przypadków zgłaszamy na policję. Mamy tu specjalną jednostkę. Ci, którzy uciekają na ulicę, nie wiedzą, co ulica z nimi zrobi. Ja wiem, bo widziałem, jak ulica osacza i niszczy dzieci. Wiele przedwcześnie umiera. I jest tu problem, na który zwracam uwagę bardzo stanowczo, że dobre intencje ludzi, którzy widzą dziecko na ulicy i dają pieniądze lub jedzenie, ułatwiają dzieciom pozostawanie na ulicy. Po 20 latach pracy na ulicy wiem, jak to się kończy. Pieniądze idą na narkotyki, jedzenie jest wymieniane, a dzieci nikt nie wyciąga z ulicy. Pomoc musi być mądra, systemowa, przez sprawdzone ośrodki.
Co jest momentem przełomowym, by dzieci chciały odejść z ulicy?
– Dzieje się tak najczęściej dopiero wtedy, gdy ulica naprawdę zaboli: wypadek, pobicie, złamanie… Bo subiektywnie dzieci czują się wolne na ulicy, dopóki nie wydarzy się tragedia.
Czy w Lusace są inne ośrodki jak Dom Nadziei?
– Jest kilka, ale wiele działa prowizorycznie i zdarza się, że dzieci są tylko przynętą do zdobywania pieniędzy. Dlatego tak ważny jest nadzór państwa i niezapowiedziane kontrole, o które jako Dom Nadziei apelujemy. Bo tu chodzi o dobro dzieci.
Czego najbardziej potrzeba Domowi Nadziei?
– Środków na codzienne funkcjonowanie. Naszym największym projektem jest codzienne życie dzieci. Jedzenie, leki, ubrania, edukacja, paliwo do samochodu, który służy do poszukiwanie rodzin. Mamy ponad stu chłopców. To jak organizowanie wesela każdego dnia. Nie mamy wsparcia od rządu, polegamy jedynie na darczyńcach. Ale ufamy Panu Bogu i ludziom dobrej woli. I jakoś udaje się iść dalej…
Wesprzyj pomoc dzieciom z Domu Nadziei
Możesz to zrobić poprzez ulotkę dołączoną do bieżącego numeru. Filmy, audycje radiowe, i więcej informacji o Domu Nadziei na stronie wspierającej ośrodek Fundacji W stronę Afryki www.wstroneafryki.pl.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!








