Na początek cytat z socrealistycznej piosenki, wykorzystanej w filmie Przygoda na Mariensztacie z roku 1953:
„Co tak dudni, co tak grzmi?
Niebo huczy, ziemia drży.
Czy wichura groźna dmie?
Czy to burza idzie? Nie!
To idzie młodość, młodość, młodość i śpiewa”.
To Cegielskiego falujące tłumy
Ledwo trzy lata później ulice Poznania dudniły odgłosem butów z drewnianymi podeszwami (w gwarze poznańskiej – okuloków), a młodość śpiewała nie socjalistyczne hymny pochwalne (poza Międzynarodówką, ale jej tradycja jest szersza niż komunistyczna), a pieśni patriotyczne i religijne. Nie byli to jednak tylko ludzie w wieku dojrzałym. Ci do pomysłu wyjścia na ulice podchodzili z rezerwą. Nie dlatego, że uważali postulaty robotników za niesłuszne, ale rozważnie obawiali się przemocy władzy. Pamiętali lub słyszeli od swoich rodziców choćby o tej z 1920 roku, kiedy policja zamordowała dziewięciu kolejarzy. Teraz władza była niby robotniczo-chłopska, ale jej silne ramię prężyły nie tylko resorty siłowe. Każdy doskonale wiedział, że najgroźniejsze jest UB – policja polityczna, z siecią tajnych współpracowników.
W opowiadaniu Mariana Grześczaka Odyseja, odyseja robotnik Cegielszczaka, Kunicki, rozmawia w przeddzień wydarzeń z młodym Tomaszem Lempartem, który dopiero co opuścił więzienie, w którym siedział za swoje nieprzychylne władzy poglądy. Lempart mówi o robotnikach: „Większość skryła się w sobie i w obawie przed odpowiedzialnością za strajk przygląda się czemuś, co może być gorsze niż strajk. Trzeba od czegoś zacząć. Wy sami co już zrobiliście?”. Stary Kunicki ripostuje: „Pan zapomina, że ja jestem tylko robotnikiem. Trzeba takie pytania zadać władzom”. Tomasz, który sam czuje, że jako młody człowiek będzie miał trudność, by coś Kunickiemu poradzić, wie jednak, że robotnicy mają swoją podmiotowość.
Przecież od ponad dekady komuniści do znudzenia powtarzają, że to robotnicy pod przewodem partii niosą ten kraj na swoich ramionach. Taką lekcję dają młodzi tym, którzy słusznie obawiają się o swoją pracę, rodziny, nawet zdrowie i życie. Wprawdzie oni nie mają wiele do stracenia, ale w literaturze tamtego czasu (którą, co ciekawe, odkrywano po latach, bo wielu z utworów cenzura nie przepuszczała) odbija się poczucie brania udziału w czymś większym niż własne życie, patetycznie mówiąc – dziejowym momencie, który tak ujął w wierszu Gdy o godność chodzi… Konrad Doberschuetz:
„To Cegielskiego falujące tłumy.
Pięści zaciśnięte wyrazem są gestu,
Kiedy po raz pierwszy w imię ludzkiej dumy,
Miast majowej pieśni słyszysz krzyk protestu!”.
Mieliśmy wtedy osiemnaście lat
W 70. rocznicę Poznańskiego Czerwca 1956 koordynuję projekt o ofiarach tych wydarzeń. Na poznańskich chodnikach artystka Nina Budzyńska tworzy grafiki przypominające obrys ludzkiego ciała – taki, jaki tworzy policja, gdy ktoś w danym miejscu zginie. Te wzmocnione są czerwoną farbą, rozlaną niczym strugi krwi. Obok umieszczamy kod QR, odnoszący do krótkiego filmiku o osobie, która poległa dokładnie w tym miejscu. To, co łączy te osoby, to bardzo młody wiek. Romek Strzałkowski jest ikoniczny, mamy jego ulicę. Dlaczego akurat on, a nie inni młodzi? Zachowało się jego zdjęcie z flagą Polski, przestrzelona kurtka (na co dzień przechowywana w muzeum w bazylice w Licheniu). Może wpłynął na to też fakt, że trzynastoletni wówczas uczeń Szkoły Muzycznej zapamiętany został jako sympatyczny, inteligentny, nad wiek dojrzały człowiek.
Sąsiadka Romka, Małgorzata Musierowicz, która wraz z bratem, Stanisławem Barańczakiem, mieszkała ze Strzałkowskim przy jednym podwórku, wspominała powrót do domu z matką: „Teraz myślę, że wracając właśnie wtedy, mogłyśmy w przejściu na nasze podwórze minąć się z Romkiem, który słysząc te okrzyki i wrzawę, wypadł przecież z domu i pobiegł za tłumem ciągnącym obok naszych bloków. Dużo dzieciaków z okolicy tak pobiegło”. Było to przy ul. Kościuszki, więc nieznającym Poznania warto dodać, że zaprowadziło to Romka kilka przecznic dalej. Postrzelono go najprawdopodobniej w pobliżu garaży UB przy ul. Kochanowskiego.
Z tym miejscem wiąże się jeszcze jedna historia. Do grona nieoczywistych ofiar Poznańskiego Czerwca należy 10-letnia Ewa Ofierska. Mieszkała wraz z rodzicami w bloku przy ulicy Kościuszki. Podczas czerwcowych demonstracji była świadkiem wydarzeń, które dla dziesięcioletniego dziecka musiały być trudne do przyjęcia. Sceny oglądane z okien własnego domu głęboko wryły się w jej pamięć. Matkę Ewy odwiedzała też po śmierci swojego syna Anna Strzałkowska, Ofierska słyszała na pewno jej żałosny lament. Ewa nie zginęła od kul – umarła kilka dni później z powodu ataku niewykrytej cukrzycy. Może jednak przyspieszył go stres?
Słucham jednak historii tych, którzy zginęli w konkretnych miejscach na poznańskich Jeżycach. Niektórzy twierdzą, że Jurek Jankowiak, który miał 16 lat, szedł obok kina Bałtyk. Był uczniem w zakładzie szklarskim, świadkowie wspominają, że w feralnym dniu niósł do klienta szybę, która roztrzaskała się wraz z nim. 28- i 25-letni Roman Makowski i Mikołaj Matwiejczuk nie wyszli na ulicę, próbowali dojrzeć, co się dzieje, z okien pracowni kreślarskiej przy ul. Słowackiego 22, w której pracowali. Tam dosięgły ich kule. Henio Błażejak został postrzelony obok swojej szkoły, którą do dziś nazywamy tradycyjnie kolejową (ściślej mówiąc, była to szkoła Budowy Taboru Kolejowego). Trafiony w udo i podudzie został przewieziony do szpitala wojskowego, w którym umarł po kilku dniach w wieku 16 lat.
Krwią spłynęła ulica Kochanowskiego, tam poległo ponad dziesięcioro młodych osób. Uczeń klasy ślusarskiej szkoły przy ul. Inżynierskiej, 15-letni Henryk Nowicki, zaplątał się na ulicy Kochanowskiego, wysłany przez matkę po chleb. To częsty scenariusz śmierci nastolatków: gdy mamy dowiadywały się o rozruchach, obawiały się, że zabraknie chleba, po który wysyłały swoje dzieci z nadzieją, że do nich nikt nie będzie strzelał czy choćby używał przemocy. Wielu tych rodziców myliło się, a Henio Nowicki był jedną z pierwszych ofiar – zmarł około południa, od postrzału w głowę. Wiesław Kuźnicki, uczeń szkoły geodezyjnej, wyszedł po prostu do kolegi. Później matka musiała szukać go po szpitalach w całym mieście. Ciało syna odnalazła w prosektorium Akademii Medycznej, miał przestrzelone serce. Przy ul. Kochanowskiego 18 mieszkał młody frezer Feliks Wojewódzki, 18-latek. UB postrzeliło go, gdy próbował dostać się do własnego domu, później ostrzelało także karetkę, która przyjechała z pomocą. Spośród niemal sześćdziesięciu ofiar Czerwca ’56 aż 19 było w wieku nastoletnim.
Musierowicz wspomina opowieść swojego męża, który dziesięć lat po wydarzeniach, w trakcie ich wesela snuł opowieść o swoim udziale w Czerwcu. Jako piętnastolatek przejął z czołgu amunicję na Moście Teatralnym. Bolesław Musierowicz mówił: „Ustawione zaś przy drodze wielkie głośniki, mające zgłuszać odgłosy rozruchów (w mieście trwały właśnie Targi Poznańskie i było mnóstwo obcokrajowców), przez cały dzień zawodziły wniebogłosy, w kółko, znany szlagier taneczny. Mieliśmy wtedy osiemnaście lat” . Jedni mieli 18 lat i tańczyli, inni nie dożyli nawet tego wieku i już podcięto im skrzydła.
Zaliczenie ze współczesnej
Nie da się dziś podsumować, ilu młodych ludzi w wydarzenia Poznańskiego Czerwca zostało wciągniętych przypadkowo, a ilu świadomie wzięło udział w protestach. Myślę także o mniej więcej dwudziestoletnich chłopakach odbywających zasadniczą służbę wojskową. W beletryzowanych wspomnieniach swojego ojca Czołgiem po Poznaniu Rafał Dębski pisze właśnie o takiej sytuacji. Nagle dowódcy kazali im wsiadać w czołgi i jechać do miasta. Bredzili coś o niemieckim desancie i niemal wojnie, rozgrywającej się na ulicach Poznania. Władysław Dębski, gdy tylko zobaczył tłum, stwierdził, że do Polaków strzelać nie będzie. Nawet przekazał część amunicji powstańcom, za co wraz z kolegami trafił do więzienia.
Także adepci Szkoły Podchorążych, chcąc nie chcąc trafili w centrum wydarzeń w opancerzonych pojazdach. Ilu z nich stanęło po stronie ludzi, wtedy gdy we wspomnieniach powstańców pojawiają się okrzyki „Milicja z nami” albo „Wojsko z nami”?
W takich momentach staje się przed żywym egzaminem z historii, o który w wierszu o Czerwcu ’56 pisał Andrzej Sikorski:
„nie dobiegł do dziewczyny
Która po drugiej stronie ulicy czekała z pożyczoną książką
z historii
upadł
rozciął wargę
i nadal nie rozumie
dlaczego na przejściu dla pieszych
musiał oberwać zaliczenie ze współczesnej”.
Korzystałem z antologii literatury o Poznańskim Czerwcu ’56 W mieście gniewu, opracowanej przez zespół: prof. Wiesław Ratajczak, prof. Jerzy Borowczyk, Jolanta Nowak-Sprysak, dr Alicja Przybyszewska.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.














