Soyka i Stańko. Spotkanie gigantów

Premiera tego albumu przypada niemal rok po śmierci Stanisława Soyki. Rocznice zazwyczaj stają się pretekstem do powrotów, ale może tym razem warto sięgnąć po coś nowego? Okazją jest nagranie, które prawie 40 lat przeleżało w radiowym archiwum.
Czyta się kilka minut
Fragment okładki Malta. Święci i diabły | fot. Materiały prasowe
Fragment okładki Malta. Święci i diabły | fot. Materiały prasowe

Niektóre płyty potrzebują czasu, by do nas trafić. Czasem dlatego, że powstają w niewłaściwym momencie, innym dlatego, że ktoś o nich zapomina, a jeszcze kiedy indziej – dlatego, że przez kilkadziesiąt lat leżą spokojnie w radiowym archiwum, czekając na swoją kolej. Tak właśnie było z nagraniami Tomasza Stańki i Stanisława Soyki (wtedy jeszcze Sojki) z 1988 roku, które 21 sierpnia po raz pierwszy ukażą się jako album Soyka / Stańko. Mają Państwo ochotę na podróż w czasie? Bo ja bardzo!

Z zabawy i ciekawości

Wróćmy do końca lat 80. i spójrzmy na nieomawianego dotychczas na przewodnikowych łamach Tomasza Stańkę nie jako na pomnik polskiego jazzu, którym z czasem się stał, ale jako na artystę znajdującego się w ciągłym ruchu. Miał już wówczas renomę i ugruntowaną pozycję, tak w kraju, jak i za granicą, a jednak trudno byłoby opisać jego drogę jako przewidywalną. Interesowały go różne muzyczne światy, spotkania z artystami reprezentującymi odmienne estetyki i przede wszystkim możliwość szukania własnego języka. Improwizacja dawała mu coś więcej niż swobodę; pozwalała sprawdzać, co stanie się z muzyką, kiedy przestaniemy kurczowo trzymać się przekonania, że już na samym początku musimy wiedzieć, jak będzie wyglądał jej koniec.

W tym właśnie miejscu pojawia się Soyka. Młodszy o 17 lat muzyk miał już za sobą kilka płyt i doświadczenie studyjne, jego kariera nabierała rozpędu, a kolejne pomysły miały dopiero doprowadzić go do dobrze znanych nam etapów jego artystycznej drogi. Jako pianista czerpał z soulu i gospel; grał mocno i rytmicznie, bawił się akcentami i beatem, co zresztą z czasem stało się jednym z jego znaków rozpoznawczych. A co dzieje się, kiedy tak różnych muzyków zamknie się razem w studiu bez gotowego repertuaru? Właściwie wszystko, czego można oczekiwać od spotkania dwóch artystycznych osobowości: szału tworzenia, który w tym przypadku opierał się głównie na improwizacji.

W sierpniu powstała Medula oblangada, w listopadzie – Suita zaduszna. Pierwsza z kompozycji brzmi jak tytuł, który mógłby skrywać jakieś szczególnie wyrafinowane znaczenie, tymczasem kryje się za nim przede wszystkim poczucie humoru. Nazwa jest zniekształceniem łacińskiego terminu medulla oblongata, oznaczającego rdzeń przedłużony. Realizator nagrań Tadeusz Sudnik wspominał, że Stańko i Soyka uwielbiali czytać, wymieniać się wiedzą i bawić słowami, co znajdowało odbicie między innymi w wymyślaniu własnych wyrazów. Tytuł trafił do dokumentacji jako roboczy i tak już w niej pozostał. W przypadku muzyki improwizowanej trudno zresztą o lepszą ilustrację jej natury: czasem najlepsze rzeczy powstają przypadkiem, z czystej zabawy i ciekawości podążania za nieznanym.

Otwartość i reakcja na drugiego

Także Stańko nie daje słuchaczowi zbyt wielu takich instrukcji. Jego trąbka nie pełni jedynie funkcji melodycznej. Odpowiada fortepianowi, wchodzi z nim w dialog, wybija go z rytmu, rzuca mu wyzwania... To jedna z najbardziej fascynujących cech improwizacji: muzyk nie wykonuje wyłącznie czegoś, co już istnieje (co zresztą jest całkiem ciekawym zagadnieniem – muzyka istnieje, bo ją wykonujemy, czy wykonujemy ją, bo istnieje?). Podejmuje decyzję w konkretnej chwili, słuchając partnera i reagując na jego ruch. Nie rozchodzi się też o sprawdzenie, który z nich okaże się silniejszą osobowością. Stańko miał już wtedy pozycję pozwalającą mu narzucić własny język, a jednak w tych nagraniach nie musi tego robić. Soyka z kolei nie jest tu młodszym partnerem próbującym dorównać uznanemu jazzmanowi. Obaj wkroczyli na scenę, na której bardziej od hierarchii liczy się otwartość i reakcja na drugiego człowieka.

To zresztą ciekawy moment w historii obu artystów. Dziś znamy ich dalsze drogi i wiemy, jakie miejsce zajmą w polskiej muzyce, jednak w 1988 roku nie było to jeszcze tak oczywiste. Soyka miał przed sobą kolejne ważne poszukiwania, Stańko – następne spotkania i projekty. Archiwalne nagranie pozwala więc uchwycić nie tyle gotowy dorobek, ile pewien etap procesu, rozdział większej, dopiero powstającej historii.

Zapis chwili

Za odnalezienie nagrań w archiwum Polskiego Radia i koncepcję wydawniczą odpowiada Adam Domagała, a za współczesny mastering – Jacek Gawłowski, laureat Grammy. Album otrzymał również nową oprawę graficzną Izabeli Jurczyk i Roberta Bobryka. Jej ważnym elementem są portrety obu muzyków wykonane w latach 80. przez Andrzeja Tyszkę, fotografa, który przez lata pozostawał z nimi w bliskiej relacji. Fizyczne wydanie zawiera kolekcjonerskie odbitki tych fotografii – to cenna informacja dla tych z Państwa, którzy lubują się w takich pamiątkach.

Dostrzegam też pewien wymiar symboliczny tego albumu: jego premiera przypada niemal rok po śmierci Stanisława Soyki. Rocznice zazwyczaj stają się pretekstem do powrotów, ale może tym razem oprócz odsłuchu najbardziej znanych ze znanych warto sięgnąć po coś nowego? Spojrzeć przy okazji w stronę Stańki i posłuchać go w sytuacji mniej oczywistej niż te, które na trwałe zapisały się w historii polskiego jazzu? Soyka / Stańko przypomina, że zanim z archiwalnych nagrań zrobi się część historii, są one po prostu zapisem chwili. Dwóch muzyków wchodzi do studia, zaczyna grać i jeszcze nie wie, dokąd zaprowadzi ich następny dźwięk. I chyba właśnie dlatego, po niemal czterdziestu latach, ta podróż w czasie może okazać się tak interesująca.

Soyka / Stańko
Stanisław Soyka, Tomasz Stańko
Polskie Radio 2026

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu lub zakup subskrypcję od razu na rok i oszczędź pieniądze.

Wypróbuj za darmo

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie
  • Możesz zrezygnować w dowolnym momencie
19.90 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 19.90 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 35/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Spotkanie gigantów