Jak brzmi nieskończoność

Są artyści, których można rozpoznać po kilku sekundach. Nie dlatego, że ich styl jest tak przewidywalny, ale dlatego, że przez lata wypracowali własny, charakterystyczny język muzyczny. Adam Bałdych należy właśnie do tej grupy.
Czyta się kilka minut
Adam Bałdych | Fot. Materiały prasowe
Adam Bałdych | Fot. Materiały prasowe

Skrzypek i kompozytor od dawna sprawdza, jak wiele można jeszcze opowiedzieć za pomocą instrumentu, który w muzycznej wyobraźni większości z nas ma dość jasno określone miejsce (Paganini i Wieniawski, wirtuozeria i elitarność, dystans i przywilej dla wybranych). Tym razem zabiera nas jednak w podróż, w której równie ważne, co przekraczanie kolejnych granic, wydają się pytania o to, co trwałe, co pozostaje i czym tak naprawdę jest „wieczność”.

28 sierpnia ukaże się Endless, najnowszy album Bałdycha i jego European Quartet. Polskiemu skrzypkowi towarzyszyć będzie włoski bandoneonista Daniele di Bonaventura, szwedzki pianista Jacob Karlzon i francuski kontrabasista Michel Benita. Cztery osobowości europejskiej sceny muzyki improwizowanej i cztery instrumenty, których zestawienie samo w sobie rozbudza apetyt na doznania z kategorii jeszcze nierozpoznanych. Endless pomyślane zostało zatem jako miejsce spotkania – kultur, wrażliwości i sposobów myślenia o muzyce.

Skrzypce niejednego repertuaru

Nazwisko Bałdycha od lat jest mocno obecne na scenie międzynarodowej. Zdaje się, że w jednym z pierwszych tekstów, jakie do Państwa kierowałam na przewodnikowych łamach (a jeśli dobrze pamiętam, był on o Atom String Quartet i wspólnej płycie Możdżera i Bałdycha), zarysowywałam już jego portret, który pozwolę sobie ponownie przybliżyć. Karierę zaczynał bardzo wcześnie: jako 14-latek został okrzyknięty „cudownym dzieckiem skrzypiec”, a później konsekwentnie budował własny język, łącząc jazzową improwizację z doświadczeniem wyniesionym ze świata muzyki klasycznej. Koncertował i nagrywał m.in. z Paolo Fresu, Joachimem Kühnem, Leszkiem Możdżerem, Nilssem Landgrenem, Larsem Danielssonem czy Billym Cobhamem. W 2012 roku związał się z niemiecką wytwórnią ACT, a od 2023 roku prowadzi także własne wydawnictwo Imaginary Music. Na koncie ma m.in. nagrodę ECHO Jazz i Preis der deutschen Schallplattenkritik, a w 2026 roku album jego i Agnieszki Budzińskiej-Bennet Laeta Mundus otrzymał Fryderyka w kategorii album roku klasyka – crossover (serdecznie Państwu polecam, połączenie skrzypiec i Ensemble Peregrina – zespołu założonego przez Agnieszkę Budzińską-Bennet to rzecz naprawdę wyjątkowa!).

Trudno byłoby więc mówić o Endless jak o debiutanckiej próbie odnalezienia się na nowym terenie. Bałdych ma za sobą lata poszukiwań, międzynarodowych współprac i projektów, w których skrzypce (tak renesansowe, jak i współczesne) przestawały być instrumentem przypisanym do jednego repertuaru. Sięgał po muzykę dawną, współczesną, jazz i improwizację, a w ostatnich latach coraz wyraźniej interesowało go również to, co dzieje się na styku muzyki i duchowości. Wspomniane już Laeta Mundus zwróciło się ku średniowiecznym źródłom i muzyce sakralnej, Endless prowadzi nas w nieco inną stronę, ale pytanie o to, co przekracza nasze codzienne doświadczenie, pozostaje.

Tradycja i eksperyment

Niewyczerpany. Nieskończony. Nieograniczony. W dyskusjach towarzyszących płycie pojawiają się pytania: Co jest prawdziwe? Co pozostaje, gdy milkną wszystkie głosy świata? Co ma znaczenie, kiedy odsunąć na bok listy zadań, terminy, wiadomości i wszystkie rzeczy, które dziś wydają nam się tak bardzo pilne?

Kwartet Bałdycha łączy nieskrępowaną wolność z dbałością o formę i brzmienie. Spokój i napięcie, precyzja i spontaniczność, tradycja i eksperyment. Nie chodzi o ucieczkę od jazzu w stronę muzyki sztucznie napompowanego wyciszenia, ale o wykorzystanie jazzowego języka do zadawania pytań, które nie mają jednej odpowiedzi. Artysta sięga przy tym po skrzypce renesansowe, co jest kolejnym ukłonem w stronę historii europejskiej muzyki. Obok autorskich kompozycji znalazła się na albumie Gnossienne Erika Satiego, a pozostałe utwory – m.in. Long Way Home, Horizon, Wanderer, Shine, Rainbow, Traveler czy Between Here and Forever – napisał sam Bałdych. Już te tytuły układają się w pewną opowieść: o drodze, horyzoncie, wędrowaniu, świetle i miejscu pomiędzy tym, co jest teraz, a tym, co dopiero może nadejść.

Szczególnie interesujące wydaje się też miejsce nagrania. Endless powstało w Lusławicach, w sali koncertowej Europejskiego Centrum Muzyki im. Krzysztofa Pendereckiego – w przestrzeni mocno związanej z ideą słuchania i pracy nad dźwiękiem, a zarazem w miejscu, w którym muzyka współczesna spotyka się z dziedzictwem jednego z najważniejszych polskich kompozytorów XX wieku. W przypadku nowego albumu Lusławice nie są więc jedynie punktem na mapie, stają się raczej częścią kontekstu, w którym spotykają się historia, współczesność, muzyka klasyczna i improwizacja, bez zadęcia, z nastawieniem na autentyczność.

Wspólnota dzięki różnicy

A zespół? Di Bonaventura od lat rozwija język bandoneonu, Karlzon należy do najbardziej rozpoznawalnych szwedzkich pianistów jazzowych, a Benita jest jednym z ważnych głosów francuskiej sceny improwizowanej. Wspólnie z Bałdychem tworzą kwartet, w którym różnica doświadczeń nie jest przeszkodą, ale materiałem twórczym. To jest właśnie ta wspomniana na początku przestrzeń spotkania i to zresztą jest także jeden z ciekawszych tematów, które można wyprowadzić z tej płyty: spotkanie nie musi oznaczać ujednolicenia. W muzyce improwizowanej szczególnie dobrze widać, że wspólnota może powstać właśnie dzięki różnicy. Jeden instrument odpowiada drugiemu, motyw powraca w zmienionej postaci, ktoś ustępuje miejsca, ktoś inny przejmuje inicjatywę. Nie ma tu potrzeby wygrywania rozmowy, dowodzenia jedynej słusznej racji, stawiania na swoim. Jest za to przestrzeń na reakcję i współtworzenie.

Endless nie obiecuje więc gotowych odpowiedzi, i dobrze. Są pytania, które tracą swoją wartość, kiedy zbyt szybko próbujemy je zamknąć w jednym zdaniu. Muzyka Bałdycha może być właśnie takim miejscem – na chwilę zatrzymania, uważnego słuchania i sprawdzenia, co wydarzy się wtedy, gdy pozwolimy sobie nie wiedzieć. 28 sierpnia przekonamy się, jak ta opowieść zabrzmi na płycie, a dzień później – podczas finałowego koncertu warszawskiego festiwalu Jazz na Starówce – będzie można usłyszeć ją na żywo. Wybiorą się Państwo?

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu lub zakup subskrypcję od razu na rok i oszczędź pieniądze.

Wypróbuj za darmo

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie
  • Możesz zrezygnować w dowolnym momencie
19.90 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 19.90 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 34/2026