Przywołana tym razem Ewangelia może czasem przerażać nas swym radykalizmem. Słysząc o konieczności miłości większej niż do najbliższych i o potrzebie niesienia krzyża, podświadomie buntujemy się przeciwko Bogu, który zdaje się stawiać nam nieludzkie wymagania. Tymczasem przywołany fragment nie jest wezwaniem do schłodzenia naszych relacji z najbliższymi czy masochizmu, lecz minitraktatem o wolności i dojrzałej miłości.
Jezus domaga się pierwszeństwa dla siebie w naszych miłościach nie po to, by zniszczyć nasze więzi, ale by je uzdrowić. Kiedy stawiamy drugiego człowieka – małżonka, dziecko czy rodzica – na miejscu Boga, czynimy z niego rodzaj absolutu. To zaś niszczy nasze więzi i rodzi toksyczne zależności. Często wiąże się też z jakimiś próbami zawłaszczenia. Ludzkie absoluty zawsze ostatecznie zawodzą, co prowadzi do rozczarowania, a z czasem nawet do nienawiści. Gdy jednak Bóg jest na pierwszym miejscu, odzyskujemy wewnętrzną wolność. Możemy kochać bliskich w prawdzie – z ich ograniczeniami, nie wymagając, by byli dla nas źródłem zbawienia.
Podobnie realistyczne jest wezwanie do niesienia krzyża. Krzyż nie jest nadzwyczajnym dopustem Bożym, lecz naszą codzienną rzeczywistością: stanowią go nasze słabości i zmagania z własnym egoizmem. Właściwie każdy człowiek jakoś niesie swój krzyż. Chrześcijanin nie robi jednak tego samotnie. Idąc za Chrystusem, wchodzimy poniekąd – jeśli odwołać się do innego obrazu – pod wspólne jarzmo (Mt 11, 30). Jezus bierze na siebie najcięższą jego część, wskazując drogę i niosąc ulgę (ofiarowując przebaczenie). Dzięki temu Jego jarzmo staje się lekkie, a dźwiganie codzienności nie prowadzi do frustracji lub rozpaczy, lecz staje się drogą do wolności.
Oczywiście, kluczem do tak opisywanego ideału jest prawda o tym, że życie istnieje tylko o tyle, o ile jest dawane i przyjmowane w łączących nas z innymi relacjach. Kto próbuje kurczowo zatrzymać je dla siebie, dusi się jak człowiek wstrzymujący oddech. Papierkiem lakmusowym takiego podejścia jest zaś oferowana innym i prowokowana u innych (sic!) gościnność. Przyjmując drugiego i dając się przyjąć innym, otwieramy nasze więzi – stwarzamy miejsce dla Chrystusa.
CHWILA REFLEKSJI
Czy w moim życiu jest miejsce na realizację ewangelicznego prawa gościnności?
Słowa Ewangelii według św. Mateusza
Jezus powiedział do swoich apostołów: «Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je.
Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto przyjmuje proroka jako proroka, nagrodę proroka otrzyma. Kto przyjmuje sprawiedliwego jako sprawiedliwego, nagrodę sprawiedliwego otrzyma. Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, dlatego że jest uczniem, zaprawdę, powiadam wam, nie utraci swojej nagrody».
Mt 10, 37–42
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.











