Próżna jest nasza wiara bez nadziei na zmartwychwstanie

„Tyle zmartwychwstań przeszło, a serce byle jakie” – napisał w jednym z wierszy ks. Jan Twardowski. Jaki wpływ na nasze doczesne życie ma zmartwychwstanie Jezusa i wiara, że nasze śmiertelne ciała powstaną z martwych do życia wiecznego?
Czyta się kilka minut
Kostko Markowycz, Zmartwychwstanie fot. iconart gallery
Kostko Markowycz, Zmartwychwstanie fot. iconart gallery

Saduceusze, podobnie jak redaktorzy Pięcioksięgu Mojżesza, nie wierzyli w życie po śmierci. Przeczyli zmartwychwstaniu ciała i nieśmiertelności duszy. Stanowczo odrzucali ideę, że zmarły człowiek zostanie kiedykolwiek przywrócony do życia. Według nich śmierć kończy ostatecznie jego egzystencję. Dusza umiera wraz z ciałem. Nie ma żadnej nagrody ani kary w „zaświatach”. W Szeolu, biblijnej krainie cieni, nie było życia i wszelka nadzieja kończyła się wraz ze śmiercią. Potwierdza to psalmista, wołając do Boga: „Odwróć wzrok ode mnie, niech odetchnę, zanim odejdę i już mnie nie będzie” (Ps 39, 14), bowiem „dni człowieka są jak trawa; kwitnie on jak kwiat polny: gdy wiatr nad nim powieje, już go nie ma” (Ps 103, 15). Jest prochem i w proch się obróci (por. Rdz 3, 19). Tylko Bóg jest wieczny, natomiast ludzie i całe Stworzenie przeminą. Takie było najbardziej rozpowszechnione nauczanie w Izraelu, gdy Jezus przyszedł na świat.

Czy tylko Bóg jest wieczny?

Dzisiaj trudno nam zrozumieć, że ktoś może wiernie służyć Bogu i prowadzić przykładne życie, nie wierząc, że będzie wiecznie istniał. Czy w takim razie nasza wiara, że po śmierci otrzymamy nagrodę, jest wiarą interesowną? Czy wierzylibyśmy w Boga i Bogu, mając przekonanie, że śmierć urywa raz na zawsze naszą świadomość, nasze wspomnienia i pragnienia? Czy doczesne życie skupione jedynie na przeżywaniu tego, co tu i teraz, może dać człowiekowi szczęście?

Bardziej niż saduceuszom wierzę Pawłowi Apostołowi, który pisze, że „ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują” (1 Kor 2, 9). Nie  wiemy, co Bóg przygotował zbawionym i czym jest życie wieczne w niebie, zapowiedziane przez Jezusa, choć raczej nie jest ono wylegiwaniem się w hamaku zawieszonym pomiędzy chmurami ani śpiewaniem w chórze anielskim.

Czym jest biblijne niebo?

Greckie słowo ouranoi, podobnie jak hebrajskie szammaim (obie formy są w liczbie mnogiej), tłumaczymy na język polski „niebiosa” albo mniej dosłownie „niebo”, pamiętając jednak, że „niebiosa” są zwykle synonimem Boga. W Modlitwie Pańskiej słowa „Ojcze nasz, który jesteś w niebie” (dosłownie „w niebiosach”) kierujemy do Ojca, który jest Bogiem, a w potocznym języku polskim: „niech się dzieje wola nieba” (Fredro) oznacza: „niech spełnia się wola Boża”. Gdy mówimy: „niebiosa zesłały”, mamy na myśli Boga, który zsyła łaskę. Mieć skarb w niebie to mieć go w Bogu, a Bóg jest tak samo w niebie, jak i na ziemi. Po zmartwychwstaniu będziemy więc żyli w Bogu na nowej ziemi, w nowym Jeruzalem.

– Niebo jest tam w górze, prawda? – zwraca się dziecko do matki i wskazuje na chmurę poruszającą się na firmamencie.

– Jakie niebo masz na myśli? – pyta matka.

– No, niebo – mówi dziecko.

– Czy myślisz o niebie pokrytym chmurami, tym, po którym latają samoloty?

– Nie, o prawdziwym niebie, w którym są aniołowie.

Wtedy matka mówi:

– Niebo, o które ci chodzi, jest tam, gdzie jest Bóg. A Bóg jest wszędzie. Dlatego i niebo nie jest gdzieś ponad nami, lecz wszędzie – w nas i wokół nas. Tylko że na razie nie potrafimy go jeszcze zobaczyć. Bóg musi dać nam nowe oczy, które widzą wszędzie niebo, nawet pośrodku ludzkiej biedy.

Prawie pół tysiąca lat temu święty Ignacy Loyola, założyciel zakonu jezuitów, chciał, aby wszyscy członkowie Towarzystwa Jezusowego mieli przed oczyma niebo, aby cały czas żyli niebem i nosili je w sobie. „We wszystkim szukajcie i odnajdujcie Boga” – mówił. We wszystkim, bo wszystko, co nas otacza i co nam się przydarza, to są znaki wskazujące na zmartwychwstałego Chrystusa.

„Zmartwychwstanie” w cyfrowej chmurze

Dan Brown w swojej najnowszej powieści Tajemnica tajemnic rozwija koncepcję życia wiecznego bez osobowego Boga. Takie podejście, nazywane technologicznym, znane już było wcześniej. Zmartwychwstanie jest tu przeniesieniem ludzkiej świadomości do jakiegoś cyfrowego nośnika, które będzie możliwe w kolejnym etapie ewolucji człowieka wspieranej technologią. Brown natomiast sugeruje, że już teraz istnieje wielki zbiornik świadomości w chmurze, z której każdy czerpie na tyle, na ile pozwala mu jego mózg. Taki hardware jest niezniszczalny i nie potrzebuje DNA.

Przemianę, która ma nastąpić „w mgnieniu oka, na dźwięk ostatniej trąby” (1 Kor 15, 52), interpretują zwolennicy tej futurystycznej koncepcji jako moment, w którym transfer świadomości do  sieci stanie się natychmiastowy. Przyodzianie się w niezniszczalność (por. 1 Kor 15, 54) rozumiane jest jako porzucenie biologicznych ograniczeń na rzecz cyfrowej nieśmiertelności. W tej wizji „zmartwychwstania” duszą jest informacja, a samo „zmartwychwstanie” odzyskaniem informacji zawartej w umysłach. Boga zastępuje wszechświatowy serwer.

Słowa św. Pawła, który zapewnia, że „jako ostatni wróg zostanie pokonana śmierć”, interpretują jako cel rozwijającej się technologii, a „zmartwychwstanie” jako proces, który kiedyś będzie możliwy. Uważam to za rodzaj technologicznej parodii zmartwychwstania niż myśl teologiczną, choć przyznam, że jest to dość atrakcyjny wymysł ludzkiej fantazji. Gdyby ktoś go kiedykolwiek zrealizował, to taki wynalazek odarty z łaski i relacji z osobowym Bogiem pozbawiłby nas człowieczeństwa.

Jedność duszy i ciała

Człowiek to nie tylko świadomość i psychika, to nie tylko dusza, lecz także ciało, które po zmartwychwstaniu, choć będzie inne, doskonałe, to jednak będzie zawsze ludzkim ciałem. Myśli uwięzione w algorytmach jakiejś maszyny, gdzie nie ma ciepłego uścisku dłoni, szczerego uśmiechu, otwartych ramion i pogodnego oblicza przyjaciela, nie mogą być w pełni ludzkie. To człowiek zmartwychwstanie, a nie tylko jego świadomość, nie tylko jego dusza. Czasem o tym zapominamy, modląc się za duszę zmarłego, a nie za kochaną przez nas osobę.

Gdy kogoś kochamy, nie kochamy tylko jego czy jej duszy, lecz i uśmiech, i zmarszczkę na twarzy; sposób, w jaki podaje dłoń i jak szura kapciami. Również Jezus po zmartwychwstaniu nie był duchem, lecz w pełni człowiekiem.

„A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: «Pokój wam!». Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: «Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam». Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi. Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: «Macie tu coś do jedzenia?». Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i jadł wobec nich” (Łk 24, 36–43).

Bardzo podoba mi się porównanie naszego ciała do witraża, którego nie da się podziwiać bez światła. W mroku witraż jest smutny, czarny, trudno dostrzec kolory. Gdy jednak rozświetlą go promienie słońca, staje się zachwycający. Podobnie wyobrażam sobie zmartwychwstałe ciała, które będą jaśniały w świetle Chrystusa, ukazując piękno, którego w mroku nie dostrzegaliśmy.

Wiara w zmartwychwstałego Jezusa i w nasze własne zmartwychwstanie daje mi nadzieję na poznanie piękna człowieczeństwa w pełnej jego krasie; człowieczeństwa, które nie rozsypie się w proch, lecz zostanie przebóstwione. Gdyby Jezus nie zmartwychwstał, pewnie wierzyłbym w Boga jak dawni Izraelici i ufał Mu jak zbolały Hiob, ale nie wierzyłbym w człowieka.  

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 14/2026