To było zaledwie siedem lat temu. 25 maja 2019 roku amerykańska telewizja CNN poinformowała, że naukowcy opracowali metodę tworzenia realistycznie wyglądających – ale fałszywych – filmów z kimkolwiek, używając tylko jednego zdjęcia tej osoby. Dokonali tego za pomocą wytrenowanego systemu sztucznej inteligencji. Dzień wcześniej brytyjski „The Telegraph” w swoim kanale na YouTube opublikował trwający niespełna pół minuty filmik, pokazujący „żywą” Mona Lisę z porteru namalowanego przez Leonarda da Vinci. W trzech niewielkich okienkach widać bohaterkę słynnego obrazu pochylającą głowę, mrugającą oczami i poruszającą ustami, jakby coś mówiła. W informacji podanej przez CNN przywołano inny filmik, w którym „na podstawie kultowych fotografii wygenerowano imponujące, animowane wizerunki fizyka Alberta Einsteina, aktorki Marilyn Monroe oraz surrealistycznego malarza Salvadora Dalego”. Zwrócono też uwagę, że we wszystkich trzech przypadkach miały miejsce łatwo dostrzegalne błędy. Fryzura genialnego fizyka nie ruszała idealnie zgodnie z ruchami jego głowy, słynny wąs Dalego był za krótki, a na policzku aktorki brakowało kojarzonego powszechnie pieprzyka.
Prosto z Rosji
Autorami filmiku okazali się badacze z Samsung AI Center w Moskwie oraz pracownicy Instytutu Nauki i Technologii w Skołkowie, prywatnej firmy mającej swą siedzibę w pobliżu stolicy Rosji. Algorytm wspomnianych naukowców znacząco ułatwił tworzenie treści nazywanych „deepfake”, czyli bardzo realistycznych, całkowicie nieprawdziwych, materiałów video, audio lub grafik, przedstawiających konkretnych ludzi w sytuacjach, w których nigdy się nie znaleźli. Wcześniej do stworzenia kłamliwego filmiku czy nagrania dźwiękowego trzeba było użyć wielu materiałów wejściowych. W nowej technologii wystarczał jeden wizerunek.
Według amerykańskiej stacji rozpowszechnianie zmanipulowanych nagrań budziło wówczas niepokój wielu środowisk – od liderów politycznych po amerykańskie służby wywiadowcze, które obawiały się, że materiały te mogą posłużyć do wprowadzania wyborców w błąd. „Możliwość ta budzi niepokój w kontekście zbliżających się wyborów prezydenckich w USA w 2020 roku, gdyż przewiduje się rozpowszechnianie sfałszowanych nagrań z udziałem kandydatów” – podkreśliła CNN. W dostępnym na jej stronach tekście nie wspomniano o żadnych innych wątpliwościach dotyczących nowych możliwości tworzenia fałszywych materiałów – np. o etycznych czy dotyczących prywatności.
Głęboka nostalgia?
Nie trzeba było wiele czasu, aby technologia znacznie poszerzająca dotychczasowe możliwości manipulowania istniejącym wcześniej obrazem i dźwiękiem dotarła do masowego odbiorcy. W lutym 2021 roku zajmująca się usługami genealogicznymi firma MyHeritage (jej nazwę można przetłumaczyć, jako „Moje dziedzictwo”), udostępniła możliwość animacji twarzy, nazywając tę funkcję „Deep Nostalgia” („Głęboka nostalgia”). Ponad trzy lata później, w listopadzie 2024 roku, poszerzyła swoją ofertę o kolejny krok w tej samej technologii. Funkcja LiveMemory (po polsku można ją nazwać „Żywa pamięć” lub „Ożywione wspomnienie”) umożliwia nie tylko animowanie twarzy, ale pozwala na wykreowanie na podstawie jednego zdjęcia całych scen, przerabiając je w krótki filmik. Oczywiście w wersji darmowej obydwie funkcje są mocno ograniczone. Wersje płatne znacznie je poszerzają. Oczywiste jest też, że oprócz wspomnianej wyżej izraelskiej firmy, dziś na rynku jest ich tak dużo, że nawet sztuczna inteligencja unika podawania precyzyjnych danych na temat ich liczby.
Czy rzeczywiście – jak można było siedem lat temu odebrać newsa amerykańskiej telewizji informacyjnej – największy problem z technologią pozwalającą na animowanie zdjęć to niebezpieczeństwo wykorzystania jej do fałszowania wizerunku i zachowań polityków? Czas pokazał, że nie. Przekonaliśmy się o tym także w Polsce. Gdy w lipcu 2024 roku w internecie pojawił się niespełna dwuminutowy filmik Warszawski sen, wykorzystujący „ruchome” wersje archiwalnych zdjęć z lat 1919–1945 pojawiło się sporo kontrowersji. Odnotował je nawet tabloid „Super Express”. Podstawowy zarzut, kierowany pod adresem twórcy filmu, dotyczył fałszowania historii. Komentatorzy nie wahali się użyć określenia, że tworzenie tego typu „dzieł” jest „przerażające”, bo „widz będzie zdezorientowany i nigdy w ten sposób nie pozna prawdziwej historii”.
Ponad 612 tys. osób
Już wcześniej w mediach w naszym kraju pojawiły się ostrzeżenia przed używaniem sztucznej inteligencji do „wskrzeszania zmarłych”. W kwietniu 2024 roku w portalu Interia przywołano opinię irlandzkiego psychoterapeuty Nigela Mulligana. Wypowiedział się on o „ghostbotach”, czyli wykreowanych przez AI wersjach zmarłych, z którymi da się „rozmawiać” i odczuwać ich obecność. Stwierdził, że nie odpowiadają na potrzeby ludzi w żałobie. Wręcz przeciwnie, mogą wpływać negatywnie na ich psychikę.
Jednak tego typu ostrzeżenia nie okazały się skuteczne. We wrześniu ten sam portal napisał wprost, że „Zaskakujący trend podbił serca Polaków”, wskazując, że zamieszczają oni w sieci mnóstwo próśb o „ożywienie” zmarłych. W tekście znów znalazły się ostrzeżenia przed sięganiem po takie możliwości. Kilka miesięcy wcześniej, w kwietniu 2026 roku, w „Rzeczpospolitej” (w dodatku „Plus Minus”) znalazł się obszerny tekst opisujący zjawisko i pokazujący popularność tematu w mediach społecznościowych. Powstała w maju 2025 roku grupa na Facebooku „Przerabiamy zdjęcia (ożywianie, naprawa starych fotografii itp.)” po niespełna roku liczyła ponad 612 tys. osób. Również w tym materiale nie zabrakło ostrzeżeń.
Cyfrowy kult przodków?
Szukając dostępnych po polsku materiałów na temat „ożywiania” zdjęć zmarłych bliskich, tworzenia dzięki możliwościom AI ich ruchomych obrazów, a także pozwalających na „rozmowę” z nimi, można się przekonać, że nie jest ich dużo i bardzo niewiele w nich odniesień do wiary i religii. Co ciekawe, jeden z międzynarodowych portali katolickich, mający również wersję polskojęzyczną, w 2021 roku zamieścił „ożywione” fotografie szeregu świętych, m.in. Faustyny Kowalskiej, Bernadety Soubirous, Teresy z Lisieux i Maksymiliana Marii Kolbego.
Jednak np. w portalu Radia Deon 24 w grudniu zeszłego roku znalazł się materiał o stanowczym tytule AI zamiast żałoby? Kościół ostrzega przed „cyfrowym wskrzeszaniem zmarłych”. Juliusz Iwanicki z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu już w roku 2021 w artykule Cyfrowy kult przodków – aplikacja Deep Nostalgia jako nowa forma mediatyzacji pamięci religijnej zwracał uwagę, że ożywianie zdigitalizowanych fotografii może powodować zmiany nie tylko w mediach, „ale także we wrażliwości i przeżywaniu pamięciowym przeszłości przez człowieka”.
To już nie science-fiction
Bez wątpienia upowszechnianie się „ożywiania” zdjęć zmarłych krewnych może również przynieść skutki w sferze religijnej. Rosnące możliwości techniczne przynoszą efekty w postaci namiastki czyjejś obecności, a nawet symulowanych relacji z osobą, która już odeszła z doczesności. Może to wpływać nie tylko na przeżywanie (a nawet traktowanie) żałoby przez ludzi wierzących, ale również na ich podejście do takich prawd wiary, jak zmartwychwstanie i świętych obcowanie. Nowa technologia zastosowana w odniesieniu do zmarłych, kojarzy się z seansami spirytystycznymi. Bywa nawet nazywana „cyfrowym spirytyzmem”, a nawet „cyfrową nekromancją”. Uświadomienie sobie tego pozwala odnieść do zjawiska punkt 21216 Katechizmu Kościoła Katolickiego, który wprost nakazuje odrzucić „przywoływanie zmarłych”.
Pragnienie przedłużenia czyjejś obecności na ziemi za pomocą nowoczesnych technologii nie jest niczym nowym. W ostatnich kilkunastu latach opowiadały o nich m.in. takie filmy jak odcinek „Be Right Back” serialu Black Mirror (2013), Transcendencja (2014), Ghost in the Shell (2017) i Archiwum (2020). Jak zauważył Juliusz Iwanicki, to, co do niedawna było jedynie wyobrażeniem science-fiction, staje się realne.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.











