Siedem. Dokładnie tyle razy co najmniej milion Polek i Polaków zgromadzonych 26 sierpnia 1956 roku na Jasnej Górze wypowiedziało słowa „Królowo Polski, przyrzekamy!”. Można powiedzieć, że zebrani wówczas w Częstochowie wierni podjęli siedem zobowiązań. Zobowiązań rozbudowanych i obejmujących wiele sfer codziennego życia mieszkańców polskiej ziemi. Zobowiązań, które spisał osobiście więziony wówczas przez komunistów, dziś błogosławiony, prymas Polski kard. Stefan Wyszyński.
Gdyby Matka Boża chciała
Jak sam przyznał w Zapiskach więziennych, gdy przetrzymywano go w Prudniku, czytał Potop Henryka Sienkiewicza. Uświadomił sobie wówczas, że trzeba pomyśleć o wielkiej dacie, jaką były Śluby Królewskie Jana Kazimierza, złożone w 1656 roku w katedrze we Lwowie. Później, 29 października 1955 roku, Prymasa Tysiąclecia przewieziono do Komańczy. „Jechałem z myślą: musi powstać akt Ślubowań odnowionych!” – zanotował. Idealną datą do tego aktu była zbliżająca się trzysetna rocznica ślubów Jana Kazimierza. Czas jednak mijał, a tekst nowych Ślubów nie powstawał.
Maria Okońska (jedna z grona Ósemek, które dały początek Instytutowi Prymasa Wyszyńskiego) wspominała, że jeszcze w połowie maja 1956 roku usłyszała od kard. Wyszyńskiego: „Gdyby Matka Boża chciała, abym Śluby napisał, byłbym wolny, a ja jestem więźniem i nie uczynię dobrowolnie niczego, co mogłoby się Jej nie podobać”. Przypomniała wtedy internowanemu prymasowi, że św. Paweł Apostoł swoje najpiękniejsze listy napisał w więzieniu. Ta uwaga okazała się impulsem, którego potrzebował . Następnego dnia rano na klęczniku w kaplicy położył plik kartek zapełnionych drobnym pismem. Ich tytuł brzmiał: „Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego”.
Między Czerwcem a Październikiem
Historia i okoliczności powstania tekstu, który siedem dekad temu został odczytany przed Jasnogórskim Wizerunkiem Maryi, mają znaczenie. Pokazują, że powstał on w konkretnych uwarunkowaniach nie tylko samego kard. Wyszyńskiego, ale przede wszystkim Kościoła katolickiego w Polsce. Chociaż po śmierci Józefa Stalina w 1953 roku stworzony przez niego system (nazywany stalinizmem) chylił się ku upadkowi, to mimo wszystko wciąż funkcjonował w naszym kraju, budząc coraz większe niezadowolenie społeczeństwa, czego dowodem był Poznański Czerwiec, czyli robotnicze protesty na ulicach miasta, do których doszło pod koniec miesiąca (a więc wtedy, gdy tekst Jasnogórskich Ślubów był już gotowy). Można powiedzieć, że akt Ślubów pod koniec sierpnia 1956 roku wpisał się pomiędzy krwawo stłumione przez komunistów protesty w stolicy Wielkopolski a tzw. Polski Październik, kiedy na czele Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej znów stanął Władysław Gomułka.
Kościół znalazł się wobec nowych szans, ale przede wszystkim wobec nowych wyzwań. Można więc zadać pytanie, jak bardzo echa tamtych uwarunkowań są wciąż obecne w przygotowanym przez bł. kard. Stefana Wyszyńskiego tekście, wpływając na aktualność podjętych wtedy zobowiązań?
Aby nie było nienawiści
Można (i trzeba) też pytać o to, czy po siedmiu dekadach, w trakcie których nastąpiła radykalna zmiana ustroju państwowego w Polsce i równie mocno zmieniła się sytuacja Kościoła, podjęte wtedy zobowiązania zostały wypełnione. Warto przy okazji zwrócić uwagę, że nieco ponad połowa z mijających siedemdziesięciu lat upłynęła po upadku władz komunistycznych w naszym kraju. Wydawałoby się, że w nowej sytuacji przynajmniej część obietnic zawartych w Jasnogórskich Ślubach Narodu powinna być łatwa do zrealizowania. Na przykład przyrzeczenie, że będziemy „usilnie pracować nad tym, aby w Ojczyźnie naszej wszystkie dzieci Narodu żyły w miłości i sprawiedliwości, w zgodzie i pokoju, aby wśród nas nie było nienawiści, przemocy i wyzysku. Przyrzekamy dzielić się między sobą ochotnie plonami ziemi i owocami pracy, aby pod wspólnym dachem domostwa naszego nie było głodnych, bezdomnych i płaczących”.
A jednak, wobec drastycznych podziałów, charakteryzujących w ostatnich latach Polaków, trudno ją uznać za wypełnioną. Nie wystarczy jednak stwierdzić, że nadal pozostaje ona w sferze oczekujących na realizację. Trzeba pytać, dlaczego w zmienionych warunkach, mimo braku totalitarnej, narzuconej z zewnątrz władzy i mimo odrzucenia dzielącej ludzi ideologii z roku 1956, jedność narodu i społeczeństwa wciąż wydaje się nieosiągalna.
Każdy w łasce uświęcającej
Ktoś, szukając pozytywów, mógłby wskazać jako wypełnione podjęte w 1956 roku zobowiązanie do stania „na straży budzącego się życia”, do walki „w obronie każdego dziecięcia i każdej kołyski równie mężnie, jak ojcowie nasi walczyli o byt i wolność Narodu, płacąc obficie krwią własną”. W ostatnich kilkunastu latach rzeczywiście udało się w tej kwestii poczynić postępy, zwłaszcza w sferze prawa. Czy jednak dzisiaj jako polscy katolicy, „gotowi jesteśmy raczej śmierć ponieść aniżeli śmierć zadać bezbronnym”? Czy dar życia naprawdę powszechnie uważamy za największą łaskę Ojca wszelkiego życia i za najcenniejszy skarb narodu?
Niemniej alarmująco brzmi pytanie o faktyczne, realne, a nie ograniczające się do pustych deklaracji przyrzeczenie Polaków, że będą „stać na straży nierozerwalności małżeństwa, bronić godności kobiety, czuwać na progu ogniska domowego, aby przy nim życie Polaków było bezpieczne”. Jak wobec danych o szybko postępującej laicyzacji młodego pokolenia wyglądają obietnice umacniania w rodzinach królowania Jezusa Chrystusa, obrony czci Imienia Bożego, wszczepiania w umysły i serca dzieci ducha Ewangelii i miłości ku Maryi, strzeżenia prawa Bożego, obyczajów chrześcijańskich i ojczystych? Nie mówiąc już o tym zobowiązaniu: „Przyrzekamy Ci wychowywać młode pokolenie w wierności Chrystusowi, bronić je przed bezbożnictwem i zepsuciem i otoczyć czujną opieką rodzicielską”.
Można też pytać, jak wielu Polaków dzisiaj poważnie traktuje skierowane do Maryi słowa: „Przyrzekamy Ci strzec w każdej duszy polskiej daru łaski jako źródła Bożego życia. Pragniemy, aby każdy z nas żył w łasce uświęcającej i był świątynią Boga, aby cały Naród żył bez grzechu ciężkiego, aby stał się Domem Bożym i Bramą niebios dla pokoleń wędrujących poprzez polską ziemię – pod przewodnictwem Kościoła katolickiego – do Ojczyzny wiecznej”.
Zobowiązanie, które trwa
Raz po raz można usłyszeć i przeczytać, że napisane przez prymasa Wyszyńskiego „Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego” są nadal aktualne mimo upływu dość długiego czasu. W lutym br. w Sekretariacie Konferencji Episkopatu Polski odbył się panel dyskusyjny pod znamiennym tytułem: „70 lat Jasnogórskich Ślubów Narodu. Zobowiązanie, które trwa”. Na początku sierpnia br. przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Tadeusz Wojda SAC co prawda stwierdził, że Śluby Jasnogórskie „spowodowały odnowę naszego Narodu, odnowę naszej wiary, a przede wszystkim odnowę naszego ducha narodowego, przyczyniły się do wielkich przemian”, to jednak od razu zaznaczył, że pamięć o przyrzeczeniach sprzed siedemdziesięciu lat jest również istotna w obliczu aktualnej sytuacji społecznej w Polsce. Apelował o modlitwę, „aby obfite owoce tamtych Ślubów spływały również dzisiaj na nas wszystkich”.
A może rację mają ci, którzy nieśmiało sugerują, że zobowiązania sprzed siedmiu dekad się przedawniły, że trudno oczekiwać ich pełnej realizacji, skoro składane były w imieniu narodu, a ich realizacja zależy w rzeczywistości od indywidualnych postaw, decyzji i działań poszczególnych Polaków, to trzeba je zweryfikować, uwspółcześnić i uaktualnić, uwzględniając zmiany, które nastąpiły nie tylko w społeczeństwie, ale też w ludzkiej mentalności i podejściu wielu Polaków do wiary?
Na progu nowej aktualności
26 sierpnia 1990 roku św. Jan Paweł II odprawił Mszę św. dla polskich pielgrzymów w związku z uroczystością Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej. W homilii wiele uwagi poświęcił przypomnieniu Jasnogórskich Ślubów. „Z pewnością się nie przedawniły” – podkreślił dwukrotnie. Dał jednak ważną wskazówkę, która chyba nie spotkała się w minionych kilkudziesięciu latach z odpowiednim przyjęciem i odzewem. Powiedział: „26 sierpnia 1990 roku stoimy na progu nowej ich aktualności. Są aktualne w nowych warunkach – i w nowy sposób. Są jeszcze bardziej niż wówczas warunkiem naszej społecznej dojrzałości”. Dodał też, że są warunkiem naszego miejsca w Europie, która po przełamaniu podziałów pojałtańskich szuka dróg do międzynarodowej jedności.
Święty Jan Paweł II wygłosił te słowa zaledwie trzy miesiące po pierwszych powojennych w pełni wolnych wyborach w Polsce. Były to wybory samorządowe. Pierwsze w pełni wolne parlamentarne odbyły się rok później. Już wtedy jasno dał do zrozumienia, że na zobowiązania z roku 1956 trzeba patrzeć z nowej perspektywy i nie wystarczy deklarować ich nieustającej aktualności.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu lub zakup subskrypcję od razu na rok i oszczędź pieniądze.











