Coraz częściej podczas katolickich pogrzebów w Polsce można zauważyć pewne zjawisko. Zebrani w świątyni uczestnicy obrzędu kompletnie nie mają pojęcia, kiedy usiąść, kiedy wstać, kiedy klęknąć, nie mówiąc już o nieznajomości tekstów wypowiadanych przez wiernych podczas mszy, z modlitwą Ojcze nasz włącznie. A kiedy następuje moment Komunii św., wielu z nich zmierza do stopni ołtarza, bo chociaż trudno ich nazwać „praktykującymi katolikami”, to z powodu pogrzebu babci czy dziadka przystąpili do spowiedzi, aby przyjąć – jak niejednokrotnie mówią – „opłatek”. Zdarza się też, że robią to nawet bez tego „okazjonalnego” skorzystania z sakramentu pokuty i pojednania.
Księża różnie w takich sytuacjach reagują. Niektórzy się denerwują i podniesionym głosem wytykają obecnym brak orientacji w elementarnych sprawach liturgicznych. Inni łagodnie, a nawet dyskretnie, podpowiadają, jakie w danym momencie mszy należy przyjąć postawy ciała. Niektórzy potem żartują, że przy okazji pogrzebu prowadzili formację liturgiczną, której najwyraźniej uczestnikom uroczystości pogrzebowych zabrakło. Albo jej efekty, z powodu długotrwałych przerw z praktykowaniu, po prostu poszły w zapomnienie.
O co chodzi z namaszczeniem?
Braki orientacji w liturgii dotyczą nie tylko pogrzebów. Można je zauważyć przy okazji udzielania wielu sakramentów. I nie chodzi tylko o podstawowe gesty czy odpowiedzi, ale o niezrozumienie gestów, czynności, sformułowań, o przyjmowanie postawy całkowicie pasywnego widza, a nie uczestnika. Niejednokrotnie u podstaw leży znikoma wiedza o danym sakramencie i niewielkie pojęcie o jego istocie oraz znaczeniu dla katolika.
Coraz częściej można to dostrzec na przykład u bliskich osób proszących o sakrament chorych. Zachowują się, jakby obserwowali magiczny rytuał, a nie brali udział w liturgii Kościoła, do którego zazwyczaj sami wciąż należą. Pojęcia nie mają, o co chodzi z namaszczeniem olejem, dziwią się, że taka praktyka jeszcze funkcjonuje w katolicyzmie, a ich główną troską, jeśli opiekują się osobą przyjmującą sakrament, okazuje się pytanie, kiedy będzie można umyć namaszczone części ciała. Co istotne, o ile w przypadku opisanych wyżej uczestników pogrzebów źródłem sytuacji jest brak systematycznego udziału we mszach, o tyle w przypadku sakramentu chorych problemy dotykają czasami nawet tych, którzy co niedzielę biorą udział w Eucharystii. W ich zachowaniu widać po prostu braki formacji liturgicznej.
Wprowadzani w całe bogactwo
W niejednej parafii w Polsce istnieje zwyczaj, że chrztu dzieciom udziela się w określoną niedzielę miesiąca. Najczęściej w przeddzień uroczystości odbywają się tzw. nauki (lub katechezy) przed chrztem, skierowane do rodziców i chrzestnych. Na stronach niektórych parafii można znaleźć gotowe wzory takich „nauk”, zatytułowane Katecheza i instrukcja przed Chrztem dziecka. Pojawia się w nich m.in. następujące stwierdzanie: „Znaczenie i łaska sakramentu chrztu ukazują się jasno w obrzędach jego celebracji. Uczestnicząc w nich z uwagą, śledząc czynności i słowa tej celebracji, wierni są wprowadzani w całe bogactwo tego, co ten sakrament oznacza i co urzeczywistnia w każdym ochrzczonym”. Dalej pojawia się informacja, że obrzęd chrztu dzieci składa się z trzech zasadniczych części, „w których bez trudu można dostrzec strukturę dialogu Boga z człowiekiem”.
W cytowanej Katechezie i instrukcji jest przypomnienie, że Bóg działając poprzez Kościół, wyzwala nowo narodzonego człowieka spod mocy zła. Jest też mowa o tym, że obdarzając go nowym życiem zmartwychwstałego Chrystusa, wprowadza do społeczności swego ludu: „nowo narodzony wychodzi na spotkanie Boga w społeczności Kościoła i nawiązuje z Bogiem łączność, która ma się wzmocnić i rozwinąć w wypróbowaną przyjaźń w dalszym świadomym i dojrzałym życiu chrześcijańskim”. Później następuje omówienie poszczególnych elementów celebracji.
Usłyszał od wikarego wątpliwość
Zapewne wspomniane „nauki przed chrztem” można zaliczyć do formacji liturgicznej. Pytanie, czy jest ona w tej postaci wystarczająca. Bywa, że rodzice mający kilkoro dzieci przed chrztem kolejnego pytają, czy po raz kolejny mają uczestniczyć w tak samo za każdym razem brzmiącej katechezie i identycznej „instrukcji”. W pewnej parafii kandydat na chrzestnego zapytał księdza, czy mógłby trochę szerzej omówić następujące już po udzieleniu sakramentu „Obrzędy wyjaśniające”, czyli namaszczenie Krzyżmem świętym, włożenie białej szaty i wręczenie zapalonej świecy. Spotkał się ze szczerym zdumieniem duchownego.
W wielu parafiach w Polsce w czasie Triduum Paschalnego, oprócz komentarzy do liturgii wygłaszanych przed rozpoczęciem jej poszczególnych części, mają miejsce dodatkowe katechezy, poprzedzające obrzędy Wielkiego Czwartku, Wielkiego Piątku i Wigilii Paschalnej. Gdy kilka lat temu proboszcz pewnej parafii w centralnej części naszego kraju postanowił również je wprowadzić, zachęcając wiernych, aby przyszli ich wysłuchać kilkanaście minut wcześniej przed obrzędami, usłyszał od wikarego wątpliwość, czy ma sens „takie przedłużanie” i tak już długich ceremonii. Okazało się jednak, że parafianie bardzo liczną wcześniejszą obecnością w świątyni jasno dali do zrozumienia, że potrzebują formacji liturgicznej także w takim kształcie.
Należyte wychowanie wiernych
Wszystkie przywołane przykłady mówią o formacji liturgicznej świeckich. Sygnał o jej potrzebie można znaleźć w Konstytucji o liturgii świętej Sacrosanctum concilium. Ojcowie Soboru Watykańskiego II napisali: „Należy także usilnie kłaść nacisk na katechezę ściśle liturgiczną, a i podczas wykonywania obrzędów, jeżeli zachodzi potrzeba, przewidzieć krótkie pouczenia: ma je podawać – byle w odpowiednich momentach – kapłan lub inna osoba kompetentna, w słowach zgodnych z przepisami”. W tym samym dokumencie jednoznacznie stwierdzono, że Kościół bardzo pragnie, aby wszystkich wiernych prowadzić do pełnego, świadomego i czynnego udziału w obrzędach liturgicznych, którego się domaga sama natura liturgii, wyjaśniając, że duszpasterze w całej swej działalności pasterskiej powinni gorliwie dążyć do osiągnięcia takiego udziału przez „należyte wychowanie wiernych”. Jednak zaznaczono od razu, że osiągnięcia takich rezultatów nie można się jednak spodziewać, jeżeli najpierw sami duszpasterze nie będą przeniknięci duchem i mocą liturgii i nie staną się jej nauczycielami. „Koniecznie więc należy zapewnić duchowieństwu odpowiednią formację liturgiczną”.
Za konieczną formację liturgiczną „ludu Bożego, pasterzy i wiernych” uważał św. Jan Paweł II. Pisał o tym, w roku 1988, w liście apostolskim Vicesimus quintus annus, w 25. rocznicę ogłoszenia Konstytucji Soborowej o Świętej Liturgii. Benedykt XVI w opublikowanym w 2010 roku Liście do seminarzystów nie miał wątpliwości, że aby Eucharystia była właściwie sprawowana, „konieczne jest także, byśmy uczyli się poznawać, rozumieć i kochać liturgię Kościoła w jej konkretnej formie”. Dodał, że w liturgii modlimy się wraz z wiernymi z wszystkich stuleci – przeszłość, teraźniejszość i przyszłość łączą się w jednej wielkiej chóralnej modlitwie. „Jak mogę stwierdzić na podstawie moich własnych przeżyć, porywające jest stopniowe uczenie się rozumienia, jak się wszystko rozwijało, jak wielkie doświadczenie wiary zawiera się w strukturze liturgii mszalnej, jak wiele pokoleń, modląc się, ją tworzyło”.
Przez całe zgromadzenie
O potrzebie „poważnej i żywotnej” formacji liturgicznej pisał papież Franciszek w liście apostolskim Desiderio desideravi z roku 2022, stwierdzając m.in, że „Niedzielna celebracja daje wspólnocie chrześcijańskiej możliwość formacji przez Eucharystię”. Dokument ten przypomniał papież Leon XIV w niedawnym liście do kard. Arthura Roche, prefekta Dykasterii ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, z okazji poświęconego formacji liturgicznej międzynarodowego spotkania kardynałów, biskupów i wiernych świeckich, które miało miejsce w benedyktyńskim opactwie Mount Angel w Stanach Zjednoczonych. Papież zwrócił uwagę, że niezwykle istotne jest, aby coniedzielne celebracje Eucharystii miały również „głęboki wymiar formacyjny, sprzyjając coraz głębszemu rozumieniu ars celebrandi, wyrażanemu nie tylko przez celebransów, ale także przez całe zgromadzenie”.
Dziś w Polsce formacja liturgiczna świeckich bywa ograniczana do konkretnych grup wiernych, takich jak ministranci, lektorzy, psałterzyści (czasem też chórzyści) i kościelni (zakrystianie) oraz do incydentalnych „nauk” czy „katechez” udzielanych przed udzieleniem któregoś z sakramentów. W rzeczywistości potrzebna jest stała, systematyczna formacja w tej sferze świeckich. Nie tylko dlatego, że stopniowo maleje liczba księży…
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu lub zakup subskrypcję od razu na rok i oszczędź pieniądze.











