Ołów nadal nas truje

Serial Ołowiane dzieci przypomniał historię zatruwania przez przemysł mieszkańców Górnego Śląska. Mylą się jednak ci, którzy myślą, że to już przeszłość. Polska jest największym emitentem ołowiu w Unii Europejskiej, co oznacza, że zagrożenie nie minęło.
Czyta się kilka minut
Kopalnia Boberek w Bytomiu w grudniu 2025 roku znalazła się w stanie likwidacji. Przemysł ciężki znika z krajobrazu, ale jego skutki pozostają fot. Adrian Ślązok/REPORTER/east news
Kopalnia Boberek w Bytomiu w grudniu 2025 roku znalazła się w stanie likwidacji. Przemysł ciężki znika z krajobrazu, ale jego skutki pozostają fot. Adrian Ślązok/REPORTER/east news

Fabuła opartego na faktach serialu Ołowiane dzieci przenosi widzów w czasy PRL-u, gdy wyniki produkcji znaczyły więcej niż zdrowie i życie zatrutych ołowiem ludzi. Skażenie ołowiem nie zniknęło jednak wraz z PRL-em. Przypomniała o tym Fundacja Instrat, która przywołała wyniki badań z 2024 roku, których źródłem jest Europejska Agencja Środowiska. Wynika z nich, że Polska nadal jest zdecydowanie największym emitentem ołowiu w Unii Europejskiej i odpowiada w sumie za 22 proc. jego unijnej emisji. Problem zatruwania przez przemysł ołowiem jest jednak jeszcze starszy niż historia opowiedziana w Ołowianych dzieciach.

Prawie dwa wieki

W 1834 roku niemieckie przedsiębiorstwo Bergwerksgesellschaft Georg von Giesches Erben (Towarzystwo Górnicze Spadkobierców Georga von Giesche) uruchomiło w Szopienicach pierwszą hutę cynku pod nazwą „Wilhelmina”. Miejsce to, podobnie jak Katowice, było wówczas jedną z wsi położonych pod Mysłowicami. W XIX wieku obie miejscowości zaczęły przechodzić gwałtowne uprzemysłowienie, a w ślad za rozwojem górnictwa i hutnictwa na Górny Śląsk napływało coraz więcej robotników. Część z nich trafiła do hut cynku i ołowiu. U tej grupy zawodowej ołowica była ceną, którą płacono za dobre zarobki. O ile jednak choroba atakująca hutników była oczywistością, o tyle nikt nie myślał o skażeniu powietrza, wody i ziemi w sąsiedztwie zakładów przemysłowych. Nie podejrzewano, że ołowica może dotyczyć także osób, które mieszkają w pobliżu huty. W 1922 roku ziemie te przyłączono do Polski, a na terenie Szopienic i pobliskiego Burowca do spółki Giesche SA należało już kilka hut.

Gdy w 1974 roku odkryto zatrucie ołowiem u dzieci z Szopienic, wszyscy byli w szoku. Przynajmniej tysiąc małych pacjentów miało ołowicę. Wiele z nich mieszkało w familokach obok huty „Uthemann”, a zwłaszcza obok „Pawła” – zakład był dosłownie za płotem osiedla. Jasne stało się coś jeszcze: ołowica wśród dzieci to nie jest nowe zjawisko. To właśnie w tej okolicy już na początku XX wieku, a więc w czasach zaboru pruskiego, powstała szkoła specjalna, która działa do dziś. Szkoła od początku pełna była miejscowych dzieci, które wykazywały symptomy opóźnienia w rozwoju umysłowym, miały zdeformowane kości nóg, traciły słuch i wzrok. Nikt wówczas jednak nie łączył tego ze skażeniem ołowiem.

I jeszcze jeden fakt z przeszłości. Spółka Giesche SA wybudowała w Szopienicach szpital dla hutników narażonych na kontakt z ołowiem. To właśnie w tej instytucji w 1937 roku rozpoczął pracę lekarz Edmund Gryglewicz, który przez kolejne dziesięciolecia zajmował się badaniem ołowicy i leczeniem hutników. Nie domyślił się jednak, że huta truje nie tylko swoich pracowników.

Nieubłagana statystyka

Choć emisja ołowiu w całej Europie z roku na rok maleje, to w Polsce sytuacja jest wciąż daleka od ideału. Według raportu Krajowego Ośrodka Bilansowania i Zarządzania Emisjami przygotowanego na zlecenie Ministerstwa Klimatu i Środowiska w 2023 roku do atmosfery w naszym kraju wyemitowano 221 ton ołowiu. Z tego ponad 60 proc. pochodziło z procesów przemysłowych, w tym hutnictwa i przemysłu energetycznego.

W porównaniu z 1990 rokiem, gdy ogółem nasz kraj zanieczyścił środowisko prawie 542 tonami ołowiu, widać oczywiście poprawę, ale na tle innych krajów europejskich Polska nadal wypada dość słabo. Największe ograniczenie emisji miało miejsce w latach 1996–2002, gdy jej poziom obniżono aż o połowę. Od tego czasu spadek zanieczyszczenia bardzo spowolnił. W okresie od 2005 do 2023 roku, gdy ogółem w Europie udało się ograniczyć emisję o 44 proc., w Polsce spadek ten wyniósł zaledwie 18 proc.

Według statystyk przedstawionych przez Europejską Agencję Środowiska w 2024 roku nasz kraj był największym trucicielem na całym kontynencie, odpowiadając za niemal 22 proc. emisji ołowiu pośród 33 monitorowanych państw. Nasz kraj wyprzedził Włochy, Niemcy, Hiszpanię i Francję.

Przedstawiciele Fundacji Instrat działającej na rzecz zielonej gospodarki, która po emisji serialu Ołowiane dzieci zwróciła uwagę na aktualność problemu zanieczyszczania środowiska przez ołów, wskazują, że łącznie ponad 5 ton tego metalu ciężkiego uwolniły do atmosfery takie zakłady, jak huta stali w Dąbrowie Górniczej, huty miedzi w Legnicy i Głogowie oraz huta cynku w Miasteczku Śląskim.

To nie jest jednak cały problem. Ponieważ model energetyczny polskiego hutnictwa zakłada spalanie olbrzymich ilości węgla, to do skażenia ołowiem dołącza się emisja dwutlenku węgla. Sama huta w Dąbrowie Górniczej wytwarza rocznie 2,5 proc. tego zanieczyszczenia w Polsce.

Nie tylko ołów

Oczywiście wszystkie te liczby bledną wobec poziomów z epoki PRL-u. Według szacunków naukowców polska emisja ołowiu w 1975 roku, a więc rok po odkryciu ołowicy u szopienickich dzieci, była niemal pięciokrotnie wyższa od tej z 1990 roku. Był to zresztą pod tym względem rekordowy rok na całym świecie. Od tamtej pory, m.in. dzięki stopniowemu wycofywaniu benzyny ołowiowej, zanieczyszczenie systematycznie malało. Ale metale ciężkie, które przez wiele dekad intensywnego rozwoju przemysłowego przenikały do środowiska, nie zniknęły. Do dziś są kłopotliwym dziedzictwem przeszłości i mogą wciąż stanowić zagrożenie.

W 2025 roku prof. Jerzy Cabała, geolog z Uniwersytetu Śląskiego, wraz z zespołem badawczym poddał ocenie próbki gruntu z terenów dawnej huty i jej okolic. W opublikowanym w „Geological Quarterly” artykule wskazano, że badania wykazały ekstremalnie wysokie stężenia metali ciężkich w glebie wierzchniej. Autorzy zwrócili uwagę szczególnie na trzy toksyczne pierwiastki: cynk, ołów i kadm.

Sam nadmiar trucizny w glebie to jednak nie wszystko. Ważne jest to, w jakiej obecnie strukturze atomowej się znajduje. Okazało się, że ołów i cynk nie uwalniają się do środowiska, ale kadm już tak. Substancja ta jest rakotwórcza i może wywołać nowotwór płuc, piersi, prostaty, jąder i nerek. Gdyby zaś poziom wód gruntowych podniósł się, ołów także może przejść w postać, w której będzie się uwalniać.

Sporadyczne przypadki ołowicy u dzieci zamieszkałych w pobliżu zakładów przemysłowych zdarzają się do dziś. Według raportu UNICEF z 2020 roku zagrożenie ołowicą obejmuje średnio 300 tys. najmłodszych Polaków, z górną granicą szacunków sięgającą nawet 550 tys. Jest to więc wciąż palący problem zdrowia publicznego i skażenia środowiska.  


Nadal groźny

Ołów nawet w niewielkiej ilości jest toksyczny dla człowieka i może wyrządzić nieodwracalne szkody w organizmie. Powoduje ołowicę, która u dorosłych prowadzi do wielonarządowych zniszczeń, a w konsekwencji przedwczesnej śmierci. Natomiast u dzieci dodatkowo wpływa na układ nerwowy i może zaburzać rozwój umysłowy. Choć szkodliwość tego metalu ciężkiego znana była już w starożytności, w Polsce na poważnie zaczęto badać ołowicę dopiero w latach 30. i 40. XX wieku.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 10/2026