Do tego aspektu słów nawiązał na początku tego roku w przemówieniu do dyplomatów akredytowanych przy Watykanie Leon XIV (polecam całość, jest dostępna na stronie Stolicy Apostolskiej i na kanałach Vatican News). Papież sięgnął jednak głębiej, wskazując na to, jak łatwo, rozmywając znaczenie pojęć, uniemożliwić wręcz porozumienie. Odniósł się do swojego duchowego mistrza, św. Augustyna, który świetnie opisał ten mechanizm i postawił bardzo precyzyjną diagnozę sytuacji: „Kiedy słowa tracą związek z rzeczywistością, a sama rzeczywistość staje się dyskusyjna i ostatecznie nieprzekazywalna, stajemy się jak dwie osoby – o których wspomina św. Augustyn – zmuszone do przebywania razem, nie znając języka drugiej osoby”. Mówiąc inaczej, manipulowanie przy rozumieniu słów, które przecież mają służyć porozumiewaniu się, prowadzi do tego, że stają się bezużyteczne, bo zbyt wieloznaczne i przez to niezrozumiałe. To tworzy raj dla manipulatorów wszelkiej maści, w tym twórców propagandy.
Nie bez powodu jeden z lepszych opisów tego mechanizmu, wręcz klasyczny, zawarł George Orwell w książce Rok 1984, mówiącej o dojrzałym systemie totalitarnym. W zależności od potrzeb zmieniane w nim było rozumienie pojęć tak, że język tworzył „rzeczywistość” równoległą, która była podtrzymywana wyłącznie dzięki lękowi przed Wielkim Bratem. Co jest istotne: miała ona coraz mniejszy związek z prawdziwą rzeczywistością. Dzieło Brytyjczyka kończy się zwycięstwem systemu, ale z polskiej historii wiemy, że totalitaryzm ostatecznie się rozpada, właśnie dlatego, że jest oparty na negowaniu realiów i sztucznej narracji, mówiąc wprost: kłamstwie. Zresztą czy nie zapowiedź takiego właśnie przebiegu wydarzeń była jednym z głównych motywów w nauczaniu bł. Jerzego Popiełuszki? I czy nie mieliśmy okazji zobaczyć na własne oczy, jak ona się realizuje?
Wspólnota budowana dzięki słowu
Ktokolwiek zajmuje się jakąkolwiek dziedziną naukową, zna pewną prawidłowość dotyczącą artykułów i dzieł na interesujący go temat. Otóż istnieje określona baza pojęć specjalistycznych, które brzmią podobnie w każdym języku. To sprawia, że nawet słabo znając ten ostatni, jest się w stanie, na przykład, odnaleźć interesujące kogoś opracowania i nawet do pewnego stopnia je zrozumieć. To buduje jedność i ułatwia wymianę osiągnięć badawczych lub poddanie ich fachowej krytyce.
Podobnie jest w kwestiach doktrynalnych z zakresu nauczania Kościoła. Mój znajomy, który nie zna włoskiego, był w stanie porozmawiać na tematy religijne z rodowitą Włoszką. Wiadomo, spory udział miała tu także gestykulacja i mimika, ale się nawzajem podzielili swoim doświadczeniem Boga, pewnie też dlatego, że oboje poruszali się w tej samej przestrzeni rozumienia pojęć i doktryny. Jednocześnie w tej sferze pojawia się pewien problem. Dobrze to pokazuje, choć za pomocą bardzo trudnego filozoficzno-teologicznego języka, ks. Karl-Heinz Menke w książce Sakramentalność. Istota i rana katolicyzmu. W pierwszym rozdziale sporo miejsca poświęca on dialogowi ekumenicznemu między katolicyzmem i luteranizmem, a dokładnie przyczynom trudności, jakie w nim się pojawiają. Właśnie w tym kontekście pisze o pewnym ciekawym mechanizmie językowym: obie strony zgadzają się do zastosowania określonych pojęć kluczowych we wspólnych dokumentach. Kiedy jednak spojrzy się w literaturę na temat tych pojęć w obu denominacjach, okazuje się, że pod tym samym słowem nie zawsze rozumieją to samo. Co może sprawiać, że osiągnięte porozumienie pozostanie jedynie na papierze, zamiast prowadzić do faktycznej jedności.
Równocześnie, jeśli o tym samym fenomenie mówimy, używając różnych określeń, wcześniej czy później jesteśmy w stanie się porozumieć. Głównie dlatego, że istnieje pewien fundament, rzeczywistość właśnie, do której możemy się ostatecznie odnieść. W opisach mistyków przeczytamy o iskrze duszy, płomieniu duszy, wewnętrznym świetle – fenomen każdy opisuje dostępnym sobie słownictwem, ale każdy, komu było dane doświadczenie tej duchowej rzeczywistości, będzie rozumiał, o co chodzi.
Łaska prawdy
Trzeba pamiętać, że tylko Logos ma moc przemieniania świata, stwarzania czegoś nowego. Nasze słowa wyłącznie opisują i ich sprawczość jest ściśle powiązana z tym, na ile adekwatnie do rzeczywistości to robią. Próby zmieniania tej ostatniej za pomocą zmieniania słów lub ich definicji prowadzą zawsze do tego, co zresztą świetnie opisał Leon XIV we wspomnianym wyżej wystąpieniu: zamiast wspólnoty budowane są kolejne podziały, to, co miało prowadzić do pełnej inkluzywności, de facto wyklucza ludzi, którzy w swoim sumieniu uznali, że dane sformułowania nie są prawdziwe. Opieranie się zaś na kłamstwie prowadzi najpierw do żerowania na najsłabszych, a ostatecznie do rozpadu fikcji, kiedy nie będzie już na kim żerować lub kiedy ofiary tych operacji się zbuntują.
W sferze religijnej działa podobny mechanizm, świetnie ujął go Joseph Ratzinger we Wprowadzeniu w chrześcijaństwo: „W formule «wiara rodzi się ze słyszenia» [por. Rz 10, 17] mamy raczej przedstawioną trwałą strukturę tego, co tu się dokonuje. Wyraża się w niej zasadnicza różnica między wiarą a filozofią, co nie przeszkadza zresztą, że wiarę ożywia od wewnątrz na nowo filozoficzne poszukiwanie prawdy. Można by jeszcze powiedzieć, że rzeczywiście wiara rodzi się ze słuchania, nie jak filozofia – z rozważania. Istotą jej jest to, że nie jest wymyśleniem tego, co da się wymyśleć, czym w rezultacie mógłbym rozporządzać jako wynikiem mojego myślenia. Charakteryzuje ją raczej to, że (…) jest przyjęciem tego, czego sam nie wymyśliłem”. Myśl ta zresztą pojawiała się w nauczaniu tego teologa także później. Już jako Benedykt XVI powiedział przecież, że papież jest strażnikiem prawdy, nie jej twórcą.
Wiara rodzi się z tego, co się słyszy, a to oznacza, że jest ktoś, kto mówi, że adekwatnie opisuje rzeczywistość, a przede wszystkim, że istnieje prawda obiektywna, a nawet Prawda, bo wierzymy w Osobę i Osobie. Jej przyjęcie właśnie jest fundamentem jedności wierzących: przyjęcie Logosu i nauczania o Jego wcieleniu oraz wynikających z tego konsekwencji dotyczących rozumienia człowieka, świata, działających w nim mechanizmów. Jest to nam dane, więc większe od nas i przychodzące z zewnątrz, możemy to poznawać i próbować opisywać, ale nie możemy tym dowolnie manipulować bez ryzyka popadnięcia w fałsz, ostatecznie prowadzący do destrukcji społeczności.
Wszystkie herezje rodziły się – i rodzą – z przeakcentowania jakiegoś aspektu nauczania Kościoła. A przeakcentowanie to bierze się z chęci ucieczki przed przyznaniem, że nigdy nie pozna się do końca. Z ignorowania rzeczywistości w imię poddania jej złudnej kontroli sprawowanej za pomocą kłamstw i narzucanych ideologii, które w rzeczywistości okazują się służyć jedynie pożytkowi określonej grupy przy równoczesnym ignorowaniu sprawiedliwości i miłosierdzia. Jedność rodzi się z prawdy, a ta nie boi się konfrontacji z odmiennością.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













