Przyznam, że asumpt do namysłu nad przykazaniem miłości do Boga dał mi ewangeliczny uczony w Piśmie, ten z Ewangelii według św. Łukasza, który pytając o to, co robić, aby odziedziczyć życie wieczne, większy problem znajduje w realizacji przykazania miłości bliźniego niż miłości do Boga (Por Łk 10, 25–29). Nie potrafi sprecyzować, kto jest jego bliźnim, a zdaje się nie mieć kłopotu z tym, jak kochać Boga całym sobą. Pomyślałem sobie: a czy nie jest dokładnie na odwrót? Przytoczmy to przykazanie w pojawiającej się tam wersji: „Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego” (Łk 10, 27).
Na pierwszy rzut oka niby wszystko jest oczywiste. Kochać Boga całym sercem, umysłem, duszą, mocą i ciałem, czyli w bliźnim. Ale czy rzeczywiście jest to jasność, a może raczej przyzwyczajenie i osłuchanie się ze słowami? Skoro serce w Piśmie Świętym jest centrum całego człowieka, to po co „wyciągać” z niego umysł i duszę? A jeśli już rozróżnia się te „części” człowieka, to w jakich konkretnie działaniach z nimi związanych ma wyrażać się miłość do Boga? Jak kochać kogoś, kogo nie widzimy, nie słyszymy i nie dotykamy? I czym w ogóle w tym kontekście jest miłość? Czy miłość do Boga zawiera w sobie tylko to, co duchowe, czy także cielesność?
W jednym z kazań św. Johna H. Newmana przeczytałem, że św. Filip Neri nauczył się od „św. Benedykta – kim być w życiu, od św. Dominika – co robić, a od św. Ignacego Loyoli – jak to robić”. Podziwiam w św. Ignacym to, że bardziej skłonny był do dawania człowiekowi narzędzi niż gotowych rozwiązań. Z takim też podejściem, z pytaniem „jak”, podszedłem więc do przykazania miłości do Boga. W najbliższych tygodniach spróbuję podzielić się owocami namysłu, jak w praktyce życia kochać Boga całym sobą, całym sercem, całym umysłem i całym ciałem.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu lub zakup subskrypcję od razu na rok i oszczędź pieniądze.











