Przeprowadzona tuż przed Wszystkimi Świętymi szarża na Trybunał Konstytucyjny była doskonałą wiadomością dla… Jarosława Kaczyńskiego. Choć jego pozycja w obozie prawicy ostatnio bardzo osłabła, choć bardzo zaszkodził swojemu obozowi snuciem opowieści o konieczności rozpoczęcia procesu wychodzenia z Unii Europejskiej, nagle to on, przybywając szybko na aleję Szucha w Warszawie, na jakiś czas odwrócił złe dla siebie trendy.
A był w coraz trudniejszej sytuacji. Wiele sondaży pokazywało od dłuższego czasu, że PiS na trwale spadał poniżej 20 proc. poparcia społecznego. A jeśli to zestawimy z kilkunastoprocentowym wynikiem Konfederacji Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka, pozycja Jarosława Kaczyńskiego, który był kiedyś hegemonem na polskiej prawicy i chciał taką pozycję zachować, znacznie słabła. Coraz bliżej było sytuacji, w której Kaczyński musiałby układać się z innymi liderami prawicy – jak właśnie Bosak, Mentzen czy Mateusz Morawiecki albo Grzegorz Braun – na znacznie bardziej partnerskich warunkach.
Prawdopodobnie próbując uszczknąć trochę elektoratu obu konfederacjom, prezes PiS podczas forum w Krynicy wygłosił długi wykład na temat reform, które są jego zdaniem konieczne w Unii Europejskiej. I pewnie by przeszedł on całkiem bez echa, gdyby fantazja Jarosława Kaczyńskiego nie kazała mu przedstawić jeden bardzo kontrowersyjny scenariusz. Stwierdził, że – jeśli Unia nie będzie chciała rozpocząć reform, które on zaproponował – trzeba będzie odwołać się do najtwardszego narzędzia negocjacyjnego: trzasnąć drzwiami, czyli rozpocząć proces wychodzenia Polski z Unii Europejskiej.
I właśnie ten ostatni postulat najmocniej przebił się w debacie publicznej i do chwili, w której doszło do przesilenia pod Trybunałem, stał się jednym z najważniejszych tematów w polityce. Bo natychmiast podchwycili go zarówno przedstawiciele rządzącej koalicji, ale też Rozwoju Plus Mateusza Morawieckiego. Ten ostatni, podobnie, jak jego partyjni towarzysze, podkreślał, że dopóki był w rządzie Polska chciała twardo grać z Brukselą, ale nie posuwać się do wychodzenia z Unii. Dla Rozwoju Plus słowa Kaczyńskiego były potwierdzeniem tezy, że Kaczyński ulega radykałom i staje się politykiem coraz bardziej oddalonym od umiarkowanego centrum. Z kolei Donald Tusk ogłosił, że prawdziwym marzeniem polskiej prawicy jest polexit i dlatego nie można pozwolić na jej powrót do władzy po przyszłorocznych wyborach parlamentarnych.
Aż tu nagle wybucha awantura o Trybunał, Jarosław Kaczyński wzywa do obrony TK, wzywa z pozycji przełożonego Mateusza Morawieckiego i liderów konfederacji. Znów to on jest centrum wydarzeń, choć na chwilę przyćmiewa go Karol Nawrocki, każąc zawrócić rządowy samolot, którym leciał w delegację do Senegalu. Kaczyński pozwala sobie zrobić selfie z Braunem, wszystko pokazuje nadzwyczajność sytuacji, bo lider PiS przekonuje, że on wcześniej już ostrzegał przed pełzającym zamachem stanu i próbą przejęcia TK przez obecną władzę.
Wbrew więc twierdzeniu o końcu świata i demokracji, kryzys wokół Trybunału jest dla prezesa PiS doskonałą wiadomością.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









