Fala przemocy, jaka przetoczyła się przez polskie szkoły, każe postawić smutną tezę: przez ostatnie lata politycy najpierw prawicy, a potem lewicy, myśleli głównie o tym, jak nagiąć system edukacji do swoich sympatii ideologicznych, to zaś, co naprawdę działo się z polską młodzieżą, interesowało ich znacznie mniej.
Nie zapomnę oburzenia śp. o. Macieja Zięby OP, gdy ówczesny minister edukacji prof. Przemysław Czarnek, po fali protestów będących następstwem decyzji Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji, ogłosił, że odpowiedzią MEN na zachowanie młodych, będzie zwiększenie liczby dzieł Jana Pawła II, które będą obowiązkowo musieli czytać uczniowie. „Nie w tym czasie i nie ta osoba powinna decydować o obecności myśli Jana Pawła II w kanonie lektur szkolnych. Pan Przemysław Czarnek, najbardziej kontrowersyjny minister edukacji III RP, znany z paru – trudno to inaczej nazwać – skandalicznych wypowiedzi, które nie przystoją ani chrześcijaninowi, ani profesorowi, nie jest osobą, która powinna administracyjnymi decyzjami promować dziedzictwo św. Jana Pawła II. Minister wcześniej czy później ministrem być przestanie, a jego następcy – jestem o tym przekonany – będą się starali odwołać wszystkie jego decyzje” – pisał w listopadzie 2020 roku dominikanin w „Rzeczpospolitej”. „Nie wolno traktować postaci św. Jana Pawła II instrumentalnie, wciągając ją w bieżące rozgrywki polityczne i ideologiczne konfrontacje!” – konkludował.
Jednak stało się dokładnie tak, jak przepowiedział. Gdy zmieniła się władza po wyborach w 2023 roku nowa minister edukacji Barbara Nowacka, wywodząca się z lewicowego skrzydła Koalicji Obywatelskiej, ogłosiła redukcję liczby tekstów polskiego papieża. I cofając kolejne decyzje ministra Czarnka, deklarowała, że oto kończy się średniowiecze w polskich szkołach. I choć obiecywała, że polska szkoła powinna być wolna od ideologii, nie sposób odnieść wrażenia, że cel był inny – by jedna ideologia została zastąpiona przez drugą.
Już wiele lat temu Piotr Zaremba pisał, że PiS-owi nie uda się zmiana szkoły w kuźnię prawicowych i patriotycznych nowych elit, ponieważ zaczął od wojny z nauczycielami. A nie da się takiej operacji bez ich przychylności przeprowadzić. Nie inaczej jest dzisiaj. Nauczyciele są zmęczeni i sfrustrowani. Choć MEN organizuje kampanie mające na celu zwiększenie społecznego prestiżu zawodu nauczyciela – co samo w sobie jest bardzo szczytne – wciąż system traktuje nauczycieli jako obciążenie, grupę roszczeniową, ale też jako narzędzie wykonujące ideologiczne zadania przesłane z MEN.
Tymczasem narastały zjawiska, które wymykały się ideologicznym bataliom. Wpływ na młodych, znacznie większy niż programy nauczania i ambicje poszczególnych ministrów edukacji, zaczęły mieć algorytmy i świat cyfrowy, ze wszystkimi tego negatywnymi konsekwencjami. Dziś wiemy, że platformy algorytmiczne zarabiają miliardy na oszustwach, na uzależnianiu młodych (ale nie tylko) ludzi, na – jak to określiła kiedyś badająca wpływ krótkich filmików na nasz układ nerwowy – smażeniu naszego mózgu. Ale dla polityków walka ideologiczna była ważniejsza, niż to, co dotykało miliony polskich młodych w ich telefonach, tabletach czy przed ekranami komputerów.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









