Seria filmów Na noże to nowoczesna interpretacja klasycznego kina detektywistycznego, która czerpie inspirację z powieści Agathy Christie, jednocześnie nadając im świeżą, współczesną formę. Rdzeniem serii są zamknięte zagadki kryminalne, w których pozornie prosta sprawa morderstwa szybko okazuje się skomplikowaną siecią kłamstw, sekretów i ukrytych motywów. Każda historia funkcjonuje jako samodzielna opowieść, dzięki czemu widz może oglądać filmy niezależnie od kolejności, skupiając się na samej intrydze. Niby wydarzenia dzieją się we współczesnych czasach, ale wszystko – od scenerii po sposoby zachowania bohaterów – ma pewien rodzaj staromodności.
Herkules Poirot w Ameryce
Podobnie jest z centralną postacią serii. To ekscentryczny detektyw Benoit Blanc, którego nietypowy sposób bycia, charakterystyczny akcent i przenikliwa inteligencja stanowią znak rozpoznawczy całego cyklu. Blanc nie jest typowym śledczym polegającym wyłącznie na dowodach materialnych – równie ważne są dla niego obserwacje ludzkich zachowań, sprzeczności w zeznaniach oraz psychologia postaci. Dzięki temu śledztwa w serii Na noże mają wymiar nie tylko kryminalny, ale również społeczny i obyczajowy.
Filmy z tej serii wyróżniają się starannie skonstruowanymi scenariuszami, w których każdy bohater ma coś do ukrycia, a prawda odsłaniana jest stopniowo. Twórcy bawią się konwencją „kto zabił?”, często prowadząc widza na manowce i zmuszając go do aktywnego udziału w rozwiązywaniu zagadki. Ważnym elementem jest także satyra. Poprzez relacje między bohaterami seria komentuje takie tematy jak władza, pieniądze, status społeczny czy hipokryzja elit.
I cóż zastanie współczesny Poirot w Ameryce XXI wieku? Rozkład, namiętności, intrygi zupełnie takie same jak przed wiekiem, tylko w innym otoczeniu, innych realiach politycznych, z nowoczesnymi technologiami i coraz śmielej nazywanymi traumami. Nie zmieni się jedno: często człowiek im bardziej ucieka od popełnionego błędu, tym bardziej plącze się w śmiertelnej pułapce, niczym mucha złapana w sieć pająka.
Parafia na skraju miasta
Miejsce akcji: Nowy Jork. Tylko to nie to jedno z największych miast Ameryki, Wielkie Jabłko, centrum biznesu, a nazwa stanu, który ciągnie się od wybrzeża Atlantyku po jeziora Ontario i Erie. Także tam są miejsca „zapomniane przez Boga”, choć pewnie w tym kontekście lepiej byłoby powiedzieć: „gdzie diabeł mówi dobranoc”.
Młody ksiądz Jud (Josh O’Connor wciela się w tę rolę mistrzowsko) trafia na parafię do takiego miejsca – niby to za karę, a trochę dlatego, że po niejasnej sprzeczce duchownego z diakonem nie do końca było wiadomo, co z nim zrobić. No tak, zachował się jak bokser, a nie przedstawiciel stanu duchownego, ale już nie nam oceniać, kto zaczął i czy kościelna polityka kadrowa działa tak samo pod każdą szerokością geograficzną. Odniosłem wrażenie, że biskup dał Judowi ten wikariat trochę jako zadanie, bo do końca nie wiedział, kim jest i co dzieje się do końca z prałatem Wicksem, tamtejszym plebanem.
Ewidentnie w takie miejsca biskup zaglądał nieczęsto, tym bardziej że wielebny Wicks uchodził za ekscentryka i faceta prosto z mostu mówiącego, co się mu nie podoba w Kościele. A do współczesnego Kościoła ma wiele uwag, podobnie zresztą do współczesnego świata, jak i do swoich parafian. Lubi je wygłaszać na ambonie, nierzadko wskazując palcem i wymieniając z nazwiska konkretne osoby, oczywiście z intencją, by wezwać je do nawrócenia (nie jest to rozwiązanie zagadki, kto zabił, więc zdradzę tajemnicę – przeciwskutecznie).
Z parafią związanych jest kilka rodzin, które osobowość i praktyki duszpasterskie Wicksa tolerują, a nawet bardzo aprobują. Drżą jednak przed tym, by na jaw nie wyszły ich grzeszki – karcący palec prałata skierowany zostałby wtedy w ich stronę. Bezkompromisowość, uznawanie świata za do szczętu zły, a Kościoła za instytucję, która sprzeniewierzyła się „tradycji” i nauczaniu moralnemu, szczególnie w Ameryce wpisuje się w pewien polityczny kontekst, oględnie mówiąc sprzyjający obecnemu gospodarzowi Białego Domu. Tę postawę księdza wykorzystuje jeden z parafian, wrzucający kazania Wicksa do sieci, co przysparza mu wielu fanów. Do tego parafią rządzi właściwie, zwłaszcza od strony ekonomicznej, Martha, a w trójkę, wraz z ogrodnikiem, skrywają oni mroczną tajemnicę parafii.
Czy zatem prałat Wicks mógł mieć wrogów? Tak. Czy wzbudzał strach? Tak. Czy miał przyjaciół? Nie. To idealny kandydat na ofiarę i tak się dzieje. W Wielki Piątek, po wejściu do wnęki w ścianie, by odsunąć się na moment adoracji krzyża, pada trupem, choć nie wiadomo, kto zadał śmiertelny cios – wydaje się, że w tej sytuacji było to fizycznie niemożliwe. Wtedy zjawia się detektyw Blanc i śledztwo nabiera rumieńców.
Winy sprzed lat
A teraz, by przypadkiem nie zdradzić najważniejszej tajemnicy każdego kryminału, zwrócę się do innej tematyki filmu Żywy czy martwy. Ktoś mógłby powiedzieć, że katolicyzm jest w nim tylko sztafażem, efektowną scenerią, w której dzieją się wydarzenia. Nic bardziej mylnego, Rian Johnson – zakładam, że świadomie – dzięki umieszczeniu akcji w katolickiej parafii zwraca uwagę na kilka istotnych koncepcji obecnych w Kościele, o których czasami zapominamy.
Jedną z nich jest na przykład kwestia winy i kary. Skruszony wielebny Jud, w swym momentami zbyt skrupulatnym poczuciu winy, szuka raczej miłosierdzia. Z kolei proboszcz Wicks jest pewny swojej racji o tym, że to sprawiedliwość wypali niczym w ogniu grzech i jego skutki. W kluczowych momentach filmu ks. Jud ściska krzyż, wpatruje się w niego, pokazuje go, w nim szuka pociechy. Prałat chowa się, nie stawia czoła problemom, próbuje zbudować alternatywny świat, w którym będzie mógł się schronić. Przy okazji wychodzą na jaw nieprzebaczone winy, nieprzepracowane traumy, które kładą się cieniem niemal na całej społeczności. Jest to taka sieć zależności i strachu, milczącego przyzwolenia na przemoc, że potrzeba by wielkiej miłości, żeby móc ją rozwikłać, a mówiąc konkretniej – zbawić, uratować.
Od razu zapowiadam: skandalu miłości księdza i kobiety nie będzie. Będzie za to prawda, która stopniowo odsłaniana, będzie uzdrawiać relacje między ludźmi. Pojawi się także wcale niezły przyczynek do wyjaśnienia nauki o Zmartwychwstaniu… Szkoda tylko, że ta katecheza przyszła na parafię dopiero po wielkopiątkowej zbrodni. Po tym dniu jednak zawsze pojawia się nadzieja.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!















