Istota pielgrzymowania

_Droga życia_ (2010, reż. E. Estevéz) to film opowiadający historię ojca, który po śmierci swojego jedynego syna w trakcie Camino de Santiago postanawia za niego dokończyć pielgrzymkę. Uwielbiam tę historię, ale…
Czyta się kilka minut
Fot. Piotr Łysakowski
Fot. Piotr Łysakowski

Obraz jest świetny, dobrze oddaje klimat pielgrzymowania specyficznego dla drogi francuskiej – zresztą wracam do niego od czasu do czasu. Moim zdaniem gubi jednak sedno tego, czym jest przedstawiona w nim aktywność. Otóż kończy się sceną, w której widzimy głównego bohatera idącego w tłumie na marokańskim targowisku. Owszem, to oznacza, że porzucił swoje dotychczasowe skupienie wyłącznie na karierze, co jest przejawem jego wewnętrznej przemiany, ale jednocześnie przeoczył coś bardzo istotnego. Tym, co różni pielgrzymowanie od „festiwalu wspólnego maszerowania” (genialny ironiczny tekst jednego z youtuberów relacjonujących m.in. wędrowanie drogami do św. Jakuba), jest cel. Tak, to sama droga przemienia, ale jeśli prowadzi ona donikąd, podważa to wartość samej przemiany.

Nieco historii

Motywowana religijnie aktywność polegająca na podjęciu podróży do wybranego świętego miejsca pojawia się w większości religii. W zasadzie w ten sposób możemy spojrzeć także na wędrowanie Abrama czy wyjście Izraelitów z Egiptu: na początku jest Boże wezwanie, przygotowanie, droga i osiągnięcie celu, który jest także obietnicą, a nawet jej wypełnieniem. Zresztą ten schemat przyjął przy pisaniu Ewangelii św. Łukasz: w pierwszej części, tej o dzieciństwie Jezusa, słyszymy obietnice, w drugiej zostają one wypełnione, a cała działalność Pana jest przedstawiona jako droga do Jerozolimy; pielgrzymka na święto Paschy. 

Ważnym elementem takiej podróży było także złożenie ofiary. Tak naprawdę właśnie po to Izraelici mieli iść do przybytku, a potem świątyni: aby stanąć przed Panem i złożyć ofiarę, a potem ucztować i cieszyć się. Przyniesiony Bogu dar był znakiem i przypomnieniem o przymierzu, a więc otrzymanej od Niego wolności i dziedzictwie. Tym samym wskazywał na potrzebę przemiany. Był to jeden z powodów tego, że w chrześcijańskim średniowieczu pielgrzymowanie było często formą pokuty i to za ciężkie grzechy. Inna rzecz, że chociaż z czasem powstała sieć hospicjów i miejsc, gdzie podróżujący mogli się zatrzymać, podróż taka łączyła się nie tylko z wysiłkiem, ale także niebezpieczeństwem. Pielgrzymów okradano (doświadczyła tego np. Dorota z Mątów podczas jednej ze swoich wędrówek), czasem zostawali pobici, chorowali. Nawet noszone przez nich specjalne oznaczenia, jak chociażby muszla św. Jakuba czy kij pielgrzymi, nie stanowiły gwarancji, że będzie się nietykalnym. Dodajmy do tego wszechobecne insekty (komary, pchły, pluskwy), brak bieżącej wody i wynikające z tego skutki, a uzyskamy pewnie szkic obrazu, czym pielgrzymowanie było w tamtej epoce. To była pokuta, i to odczuwalna. Tym samym, docierając do celu wędrówki, miało się co oddać Bogu, zwłaszcza jeśli przyjmowało się trudy z cichością serca i pokorą. 

Wyruszano nie tylko po to, by pokutować. Intencją mogła być prośba o konkretną łaskę lub pragnienie podziękowania za coś. 

Był w tej aktywności, zresztą chyba nadal jest, także pierwiastek ciekawości. Egeria, której pamiętniki z wyprawy do Ziemi Świętej (druga połowa IV w.) stanowią cenne źródło dla historyków, udała się tam nie tylko z pobożności i nie ma jej co winić z tego powodu. W końcu jej ciekawość ufundowana była na wierze w to, że Bóg się wcielił i żył tam, dokąd pojechała. Chcąc poznać lepiej Jezusa, pragnęła poznać także Jego ojczyznę.

Odkrywanie

Wyruszenie w drogę, co istotne, daje również poczucie uwolnienia od codziennych obowiązków. Współczesna technika pozwala odbyć pielgrzymkę sprawnie: w określonym czasie, z zapewnionymi noclegami, w dość wygodnych warunkach. Dawniej z wolnością od obowiązków wiązała się niepewność co do właściwie wszystkiego. Droga była czasem życia na Bożej łasce, która najczęściej przychodziła przez drugiego człowieka, co zależało od otwartości jego serca. Pielgrzym stawał się ubogim par excellance, a więc kimś, kto jest w Bożym ręku, bo odpowiedział na Jego wezwanie i porzucił to, co znane i oswojone, by pójść za nim. Droga dzięki temu uczyła wdzięczności, w tym za najdrobniejsze dobro, jak chociażby kubek wody czy chwila rozmowy albo okazanie zainteresowania, jeśli ktoś wydawał się chory lub potrzebujący.

Można więc powiedzieć, że pielgrzymka była, ale i nadal jest, czasem weryfikacji. To przede wszystkim szansa na doświadczalne odkrywanie, że Bożym obietnicom można zaufać. Wysiłek, także psychiczny i emocjonalny, bezlitośnie zdziera maski, bo po prostu nie ma się sił, by je zachowywać. Dlatego podczas drogi możemy odkryć wiele na swój temat, zarówno rzeczy niezbyt pochlebnych, jak i zadziwić się tym, jak wiele dobra potrafimy uczynić. Tym, co świetnie uchwycił Estevéz we wspomnianym w leadzie filmie (autor ten był nie tylko reżyserem, ale i autorem scenariusza), jest pielgrzymka jako doświadczenie budowania relacji. Najczęściej takich, których sami z siebie byśmy nie zawarli. Pielgrzymi stają na swojej drodze, bo łączy ich cel, ale w dużej mierze także wspólny wysiłek. Pojawiają się konflikty, każdy oprócz plecaka niesie jeszcze niewidoczny bagaż zalet i wad, doświadczeń, bólu albo radości. Wiele też dobrych momentów: rozmowy, milczenia, rosnącego, dzięki wspólnym przeżyciom, zrozumienia. Dążenie razem do tego samego celu, nawet jeśli z różnych motywacji, daje dobry fundament pod komunię, ale tylko fundament, resztę pielgrzymi muszą zbudować sami.

Waga celu

Dlaczego wyżej napisałam, że brak celu podważa wartość samej przemiany głównego bohatera Drogi życia? Jeśli idę tylko po to, by iść, donikąd nie zdążam, a przede wszystkim nikt ani nic na mnie nie czeka, droga zaczyna przypominać coraz bardziej ucieczkę: od przeszłości, obowiązków, wreszcie odpowiedzialności, a co za tym idzie – relacji. Spotkania na szlaku, przejście nawet całej drogi, to przestrzeń rodzenia się więzi silnych, ale tymczasowych. Do kształtowania tych trwałych potrzebna jest stabilność, zobowiązanie i dochowanie mu wierności. One potrzebują rutyny i rytuałów, nudnych, ale dających poczucie bezpieczeństwa dzięki swojej powtarzalności gestów i przestrzeni. 

Cel jest istotny także z tego względu, że on nadaje charakter naszej podróży. Jeśli idziemy się z kimś ważnym dla nas spotkać i coś mu ofiarować, ta perspektywa kształtuje nas od środka. Może rodzić nadzieję, wzmacniać wiarę, kształtować serce tak, by coraz mocniej kochało. Oznacza ona także, że nie odbywamy też podróży tylko dla kilkuset lub kilku tysięcy zdjęć i tych kilkunastu pod najlepszym kątem, wrzuconych na Instagram, albo chwalenia się, że „się było”. Dzięki temu w wysiłku związanym z pielgrzymowaniem jest określony ciężar gatunkowy, karmiąca treść, która sprawi, że przebyta droga będzie w nas owocować jeszcze długo po jej zakończeniu.

Jest wiele miejsc, które mogą stać się celem tego typu wędrówek. Od kilkudziesięciu lat wielkim powodzeniem cieszy się camino de Santiago, drogi jakubowe są odnawiane także w Polsce. Nie możemy w naszym kraju narzekać też na brak sanktuariów – w dniu, kiedy piszę ten tekst, odbywa się króciutka pielgrzymka z Zazadniej na Wiktorówki, z okazji odpustu Matki Bożej Królowej Tatr. Kluczem pielgrzymowania nie jest jednak geograficzne miejsce, ale nasza otwartość i motywacja podjęcia drogi. I tak już na koniec: w drodze dajmy sobie czas i dbajmy o pokój serca. Bóg się o nas zatroszczy, bo On nas na tę drogę wezwał i chce, byśmy osiągnęli jej cel. 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 28/2026