Sklepowe półki aż uginają się od różnego typu ubranek dziecięcych; można je oczywiście kupić także w internecie. Choć wybór jest ogromny, rodzice często mają niemały problem, aby wybrać te najbardziej odpowiednie nie tylko dla wygody i wyglądu dziecka, ale przede wszystkim dla jego zdrowia. Wprawdzie producenci i sprzedawcy zazwyczaj przekonują, że to właśnie ich produkt jest najlepszy, ale nie zawsze tak jest. Niedawno Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) opublikował raport na ten temat. Okazuje się, że skład niemal jednej czwartej skontrolowanej odzieży różnił się od tego, co można było przeczytać na oznakowaniu.
Nieprawdziwe oznakowania
Kontrola objęła 166 przedsiębiorców, w tym producentów, hurtownie, placówki detaliczne, i była przeprowadzona w pierwszym półroczu 2026 roku. – Bluzki, sweterki, spodenki, kurtki i bielizna – sprawdziliśmy blisko 1000 partii ubrań dla dzieci do 168 cm wzrostu. Niemal co czwarta partia miała nieprawidłowości i większość dotyczyła oznakowania – mówi Jagoda Kruszewska z Departamentu Komunikacji UOKiK. – Były to nieprawidłowo zaprezentowane składy surowce. Nieprawidłowe, czyli bez zachowania kolejności malejącej, niezgodne z przepisami nazwy włókien (np. angielskie „cotton” zamiast „bawełna”, „viscose” zamiast „wiskoza”) oraz różnice pomiędzy ofertą online a informacjami przy produkcie.
Część z kontrolowanej odzieży trafiła do laboratorium UOKiK w Łodzi i tam badania włókien 113 partii dziecięcych ubranek ujawniły, że skład prawie jednej czwartej różnił się od deklaracji producenta. – Czasami różnice były nieznaczne i wynosiły do kilku procent, ale czasami były rażące. Tak było na przykład w przypadku piżamy, która miała mieć 80 proc. bawełny, a była w całości z poliestru, czy kardiganu, który miał mieć 97 proc. bawełny, a miał jej mniej niż połowę – dodaje Jagoda Kruszewska. Jak wynika z umieszczonego na stronie internetowej UOKiK raportu, nieprawidłowości w składzie generalnie sugerowały, że odzież miała zawierać więcej włókien pochodzenia naturalnego, a mniej syntetycznych. Rzeczywistość okazała się jednak inna. Wśród skontrolowanej odzieży znalazły się produkty m.in.: Coccodrillo, KiK, Pepco i Smyk.
– Konsumenci mają prawo oczekiwać, że skład ubrania zgadza się z deklaracją producenta. To przede wszystkim zawartość odpowiednich włókien pozwala zadbać o takie cechy tkaniny jak oddychalność czy elastyczność. Między innymi dlatego przy zakupie warto zwracać uwagę nie tylko na praktyczny krój czy dizajn, ale właśnie na skład – zaznacza Jagoda Kruszewska. – Skład powinien być podany na etykiecie, wszywce lub na opakowaniu produktu. Włókna powinny być w języku polskim w kolejności od największej o najmniejszej zawartości.
Produkty, w których były nieprawidłowości, zostały wycofane ze sprzedaży, a UOKiK poinformował producentów oraz importerów o stwierdzonych nieprawidłowościach i zobowiązał ich do ich usunięcia. Wszyscy przedsiębiorcy, którzy oferowali odzież z niezgodnym składem surowcowym, będą musieli także ponieść koszty badań laboratoryjnych.
Ubranie ma być zdrowe
Dlaczego nawet renomowani producenci dziecięcej odzieży fałszują opisy składu materiałowego oferowanych przez siebie ubrań?
– Każdy świadomy rodzic dba o to, aby jego dzieci nosiły odzież z najbardziej odpowiednich dla nich materiałów, a takimi są te wykonane z naturalnych, a nie sztucznych włókien. Dlatego chętniej kupią bawełnianą koszulkę niż tę wykonaną z poliestru. Ma to znaczenie nie tylko dla komfortu dziecka, ale także dla jego zdrowia – mówi Monika Małecka, mama czwórki dzieci. Ubrania uszyte z poliestru, akrylu czy nylonu nie przepuszczają powietrza, co prowadzi do przegrzania i podrażnień skóry, dlatego rodzice najczęściej unikają produktów z takich włókien, a sięgają po te z bawełny, lnu, wełny czy włókien bambusowych lub celulozowych.
– Sprawdzenie, z jakich materiałów została zrobiona bluza czy spodenki, które chcemy kupić, wymaga często sporego wysiłku. Masowa produkcja odzieży spowodowała, że zamieszczone na wszywkach informacje są w bardzo wielu językach i do tego często tak drobnym i niewyraźnym drukiem, że trudno je odczytać – kontynuuje Monika Małecka. – Dlatego warto wymieniać się sprawdzoną odzieżą, taką, która nie podrażniła skóry naszego dziecka, była wygodna i komfortowa. Dzieci szybko wyrastają z ubrań, a te naprawdę dobrej jakości mogą służyć jeszcze sporo czasu.
Dorośli także oszukiwani
Firmy fałszują nie tylko skład dziecięcej odzieży. To samo dotyczy ubrań dla dorosłych. Zasada jest taka sama: zamiast przyjaznej bawełny czy wełny łódzkie laboratorium UOKiK odkrywa w damskiej i męskiej konfekcji poliester lub inne mniej szlachetne włókna. Zdarzyły się takie sytuacje, gdzie wełna była deklarowana na poziomie 80 proc., a okazało się się, że w składzie wcale jej nie było. W takich sytuacjach UOKiK nakłada nawet milionowe kary za fałszowanie składu produktów.
Być może powodem takiego stanu rzeczy jest także fakt, że obecnie większość materiałów jest produkowana w krajach azjatyckich, ale to nie zwalnia przedsiębiorcy polskiego czy jakiegokolwiek innego działającego na terenie Unii Europejskiej przed odpowiedzialnością. Niestety w sklepie nie jest łatwo zweryfikować, czy informacje na metce zgadzają się ze stanem faktycznym i czy naprawdę kupujemy odzież z przyjaznych włókien.
Fałszowanie składu surowcowego odzieży to nie jedyne przewinienie producentów. Równie często dochodzi do oszustw technologicznych i wykończeniowych. Firmy stosują triki optyczne i chemiczne, aby materiał w sklepie wyglądał na droższy, niż jest w rzeczywistości, na przykład pokrywają tkaniny specjalnymi woskami, silikonami lub skrobią. Dzięki temu materiał staje się gładki, błyszczący i sztywny w dotyku, jednak traci te właściwości już po pierwszym praniu. Innym sposobem jest tkanie materiału o niskiej gramaturze i „wypełnianie” przestrzeni między nitkami chemicznymi substancjami usztywniającymi. Przeciętnemu konsumentowi w trakcie zakupu trudno zweryfikować faktyczną jakość takiego towaru. Pozostaje konsekwentne korzystanie z prawa do reklamacji, a w razie problemów zgłoszenie się do Państwowej Inspekcji Handlowej.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









