Fulton Sheen. Cztery filary duchowości człowieka, który zdobył Amerykę

Abp Fulton Sheen codziennie spędzał godzinę przed Najświętszym Sakramentem. Uważał, że bez osobistego spotkania z Chrystusem nie można długo dawać Go innym.
Czyta się kilka minut
Biskup Fulton Sheen podaje obiad w domu opieki dla seniorów, Nowy Jork, 20 marca 1953 r. Jak mówił, przyjął święcenia, aby służyć | fot. Pat Candido/New York Daily News/Getty Images
Biskup Fulton Sheen podaje obiad w domu opieki dla seniorów, Nowy Jork, 20 marca 1953 r. Jak mówił, przyjął święcenia, aby służyć | fot. Pat Candido/New York Daily News/Getty Images

Na początku był „pakt” dwóch kobiet. Jak sługa Boży pisze w autobiografii, w dniu jego chrztu matka położyła go na ołtarzu Matki Bożej w kościele, gdzie otrzymał sakrament, i oddała go pod opiekę Maryi. Akt oddania powtórzył on sam, świadomie, w dniu Pierwszej Komunii Świętej i pozostał wierny temu zawierzeniu do końca życia. Co sobotę odprawiał mszę wotywną ku Jej czci, prosząc o wzmocnienie miłości do Niej i swój stały wzrost w powołaniu kapłańskim. Dzień tygodnia oczywiście wybrany nieprzypadkowo – wypada wtedy dowolne wspomnienie Matki Bożej, które przypomina, że to Ona przeniosła nietkniętą wiarę Kościoła przez noc Wielkiej Soboty. 

Bezcenny kobiecy pierwiastek

Maryja była tak ważna dla arcybiskupa, że w swoim herbie umieścił hasło: Da per Matrem me venire – „Pozwól mi przyjść [do Ciebie] za pośrednictwem Matki”. Codziennie też, począwszy od dnia Pierwszej Komunii, odmawiał wieczorem litanię do Najświętszej Maryi Panny. Jak zauważył, „bez Niej jako klucza trudno jest odkryć skarby spoczywające w skarbcu wiary” (wszystkie cytaty pochodzą z autobiografii, przekł. EW), a przecież jego głównym powołaniem było głoszenie, czyli tych skarbów rozdzielanie, co oznacza, że potrzebował do nich stałego dostępu. Nic więc dziwnego, że rozdział autobiografii pod tytułem Kobieta, którą kocham zaczął od stwierdzenia, że główną wadą światowych religii jest brak kobiecego pierwiastka. Nie bogiń (był zbyt starannie wykształcony, żeby nie zdawać sobie sprawy, że postać kobiecego bóstwa pojawia się w kultach pogańskich), ale kobiecości, o której mówił jeden ze współczesnych protestanckich (!) instagramowych ewangelizatorów Jamey Carrington. Miał on odwagę stwierdzić wprost, że w jego wyznaniu brak wzorca kobiety, której nie da się uprzedmiotowić, która pozostaje tą, którą się jest zachwyconym, ale nigdy nie postrzega się jej jako coś, co ma służyć jedynie zaspokojeniu pożądania czy oczekiwań. I o taką kobiecość, jak wynika z dalszego ciągu rozdziału książki abp. Sheena, temu ostatniemu właśnie chodziło.

Fundament

Jeszcze w seminarium młody Fulton wpadł na pomysł, by codziennie spędzać godzinę na adoracji lub po prostu przed Najświętszym Sakramentem. Tej praktyce także pozostał wierny do końca życia, nadto promował ją w kazaniach i rekolekcjach – obecnie jest ona standardowym elementem kapłańskiej formacji w amerykańskich seminariach. Już słyszę ten jęk: skąd ksiądz ma wziąć CODZIENNIE godzinę na dodatkową praktykę religijną? Słyszę też głos Matki Teresy, odpowiadającej, że jeśli któryś kapłan jest tak zabiegany, najwyraźniej potrzebuje dwóch godzin spędzonych w obecności Sanctissimum

Arcybiskup postrzegał ten czas nie jako formę pobożności, ale udział w odkupieńczym działaniu Chrystusa i na potwierdzenie tej interpretacji przytaczał scenę w Ogrójcu, kiedy Jezus prosi o to, by Jego uczniowie czuwali z Nim w „tej godzinie”: „On prosił o godzinę zadośćuczynienia, by przełamać godzinę zła; godzinę zespolenia się z ofiarą Chrystusa, by przekroczyć anty-miłość grzechu. (…) Ani wiedza teologiczna, ani działalność prospołeczna same w sobie nie wystarczają do tego, by zachować nas w miłości z Chrystusem, o ile jedna i druga nie są poprzedzone osobistym spotkaniem z Nim”. Bez czerpania ze źródła wcześniej czy później przestajemy mieć co dawać, szczególnie że, co naturalne i co abp Sheen podkreśla, w miarę upływu czasu nasza gorliwość słabnie i zanika, o ile nie jest karmiona regularnym, wiernym spotykaniem się z Bogiem. Znika po prostu atrakcyjność płynąca z nowości i wkrada się rutyna. Ponadto, jak czytamy dalej w tym rozdziale, bywa, że potrzeba czasu, żeby udało się usłyszeć Boga i na nowo „rozpalić płomień modlitwy”. 

Trzecim powodem, dla którego arcybiskup tak cenił świętą godzinę, było to, że pozwalała mu upodabniać się do Chrystusa. Poznawał Go lepiej, ale i bycie przy Panu uczyło go, jakim ma być człowiekiem, pasterzem, ewangelizatorem. Nie ukrywam, że głęboko porusza mnie to, że Fulton Sheen umarł właśnie podczas tej modlitwy – święta godzina stała się wiecznością, przeszła w to, czego była zadatkiem. 

Pracowitość

„Każdą audycję przygotowywałem około 30 minut, czyli zbierałem materiał na ponad godzinę mówienia. Kiedy oddychamy, na zewnątrz jest zawsze więcej powietrza niż mogą pomieścić nasze płuca, podobnie wiedza posiadana musi być znacznie szersza niż treści, którymi mamy się dzielić”. Nawet więcej: każde wystąpienie kaznodzieja pisał najpierw po francusku i łacinie, żeby gruntownie je przemyśleć i zinternalizować. To sprawiało, że kiedy przychodziło już do głoszenia w jego ojczystym języku, mówił bez notatek, po mistrzowsku rozkładając akcenty retoryczne. 

Te wysiłki były koniecznie, ponieważ – co może wydawać się niemożliwe – Fulton Sheen nie był urodzonym mówcą. Wręcz przeciwnie, na pierwszych zajęciach z retoryki jego nauczyciel powiedział mu wprost, że nie słyszał nikogo, kto byłby tak kiepski w mówieniu. Dodał także, że po zakończeniu zajęć młody ksiądz zdecydowanie poprawi swój warsztat, ale zasadniczy przekaz tej historii jest jeden: mistrzostwo słowa kosztowało arcybiskupa olbrzymią ilość pracy. Wiele lat później powie w kazaniu, że wszelkie cnoty świętych i ich zalety nie były im po prostu dane – aby osiągnąć ich heroiczny poziom, musieli oni ciężko pracować. Słyszę w tym stwierdzeniu echo osobistego doświadczenia kaznodziei, jego lat zmagania się z oporną materią doktryny, filozofii, ale przede wszystkim przekazu.

Pokora, ubóstwo i przebaczenie

Okres od 1939 roku (pierwsze audycje w radio) do końcówki lat 50. to było pasmo sukcesów w życiu abp. Sheena, zyskał podziw i poklask nawet mediów świeckich. W tym czasie także pełnił odpowiedzialną i wymagającą zaufania funkcję przewodniczącego amerykańskiego oddziału Stowarzyszenia Propagandy Wiary, która organizowała i wspierała misje katolickie. Przez jego ręce przepływały miliardy dolarów, każdy czek za wystąpienia medialne i nie tylko przekazywał od razu, nie patrząc nawet na kwotę, na ten fundusz. Wydawało się, że jego ręce były od wewnątrz pokryte substancją, która sprawiała, że ani cent nie chciał się do nich przykleić. I ta jego uczciwość w podejściu do powierzonych mu funduszy miała stać się przyczyną jednego z najostrzejszych ataków, jakich doświadczył, do tego z wnętrza hierarchii.

Ich autorem był przełożony, kard. Francis Spellman, bardzo ceniony i rozpoznawalny w nowojorskich środowiskach, nie tylko kościelnych. Papież stanął po stronie bp. Sheena, ale kardynał użył swoich wpływów, by odebrano kaznodziei audycję w telewizji, ograniczył jego głoszenie, odwołał go z urzędu przewodniczącego stowarzyszenia. Rozpętała się także nagonka w postaci plotek i pomówień. Atakowany przyjął to w milczeniu. W autobiografii pisze o przełożonym jedynie dobrze, choć jednocześnie nie ukrywa, jak wiele bólu go ta sytuacja kosztowała (porównuje ją do kamienowania). Patrzył na nią jednak z perspektywy duchowej: uważał za pokutę za swojego grzechy i nieustanne przypomnienie o jego słabości. Przebaczył i nie zrezygnował z powołania. Może dlatego, że, jak podkreślał, chciał przyjąć wszystko, co Bóg zechce mu dać, bo przyjął święcenia, aby służyć. 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 38/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Filary duchowości abp. Fultona Sheena