Arcybiskup celebryta

Zawieszony od 2014 roku obrzęd beatyfikacji sługi Bożego abp. Fultona Sheena wreszcie ostatecznie będzie miał miejsce. Tym samym na ołtarze trafi pierwszy medialny katolicki celebryta XX wieku. I to taki, który zdecydowanie miał rozmach.
Czyta się kilka minut
Arcybiskup Fulton J. Sheen przed mikrofonem radia CBS, Los Angeles, 28 września 1951 r. CBS Photo Archive/Contributor/getty images
Arcybiskup Fulton J. Sheen przed mikrofonem radia CBS, Los Angeles, 28 września 1951 r. CBS Photo Archive/Contributor/getty images

Nie ukrywam, że pierwotny powód zwłoki w dopełnieniu jego procesu nieodmiennie mnie bawi. Otóż trzeba było ponad dziesięciu lat od jego zamknięcia i przekazania do Watykanu dokumentacji cudu (w przypadku abp. Sheena było to ożywienie martwo urodzonego dziecka – pisałam, że miał rozmach?), ponieważ biskup Peorii i biskup Nowego Jorku pokłócili się o… relikwie. Arcybiskup został wyświęcony w pierwszej z wymienionych diecezji i to ona zainicjowała starania o jego beatyfikację, po czym odpowiadała za ich przebieg. Fulton Sheen pracował jednak jako biskup i zmarł w drugiej, więc ordynariusz tej ostatniej uważał, że błogosławiony in spe powinien nadal spoczywać w tej diecezji, w której został pierwotnie pochowany, nawet jeśli teraz będzie rezydował już w relikwiarzu. Najwyraźniej pewne tradycyjne przyczyny sporów pozostają wciąż żywe, nawet na początku XXI wieku.

Kiedy udało się dojść wreszcie do porozumienia i sąd uznał, że relikwie zostaną przeniesione do macierzystej diecezji sługi Bożego (w 2019 roku), beatyfikację ponownie wstrzymano, mimo że papież Franciszek zatwierdził wspomniany cud. Tym razem uznano, że nie wiadomo, czy arcybiskup nie był zamieszany w ukrywanie przypadków molestowania kleryków, i mimo że badania dotyczące jego biografii były już przeprowadzone, a ich wyniki zatwierdzone przez Watykan, ponownie przyjrzano się jego biografii. Przyglądanie się niczego nie wykazało (co za przypadek…), jedynie w międzyczasie mnożyły się kolejne doniesienia o cudach za wstawiennictwem tego kandydata na ołtarze. I wreszcie 9 lutego tego roku ogłoszono, że abp Sheen zostanie oficjalnie ogłoszony błogosławionym. Tak po cichu sobie myślę, że może dobrze – pierwszy papież z USA beatyfikuje pierwszego katolickiego celebrytę z tego samego kraju. A sama zwłoka w żaden sposób nie zaszkodziła opinii świętości arcybiskupa; nie wiem nawet, czy paradoksalnie jej nie wzmocniła. W końcu sporo o nim przy tej okazji mówiono, a jak wiadomo w medialnym światku – nieważne, czy mówią źle, czy dobrze, byle nazwiska nie przekręcali.

Długa lista

Kiedy zajrzy się na koniec amerykańskiej autobiografii abp. Sheena (Treasure in Clay, wyd. polskie: Skarb w glinianym naczyniu), podana tam liczba jego form zaangażowania może przytłoczyć. Równie wielkie wrażenie robi jego wykształcenie: doktorat z teologii z Louvain, tam także ukończone studia filozoficzne, tytuł doktora świętej teologii (najwyższy tytuł naukowy w tej dziedzinie) uzyskany w Rzymie. Był wykładowcą, rozchwytywanym kaznodzieją, wydawcą czasopism, autorem felietonów do prasy. Do święceń biskupich wybrał go Pius XII w 1950 roku, wtedy został też biskupem pomocniczym w diecezji Nowego Jorku. Uczestniczył w obradach II Soboru Watykańskiego (Komisja ds. Misji), a po nim należał do Papieskiej Komisji ds. Misji. W rodzinnym kraju należał do rady administracyjnej tamtejszego odpowiednika Krajowego Episkopatu Polski oraz odpowiadał za amerykański Komitet Propagowania Wiary (za jego kadencji komitet ten odpowiadał za wspieranie działalności misyjnej). Otrzymał także z rąk Jana XXIII asygnatę do bycia biskupem misyjnym i wykorzystał to do wyjazdów m.in. do Afryki i Azji, gdzie bezpośrednio angażował się w działalność jako misjonarz.

Największy jednak rozgłos przyniosły mu media elektroniczne. W 1930 roku pojawił się po raz pierwszy w radiu i audycje z jego udziałem (The Catholic Hour) błyskawicznie zyskały powodzenie, zresztą nie tylko wśród katolików. Jak przyznaje w autobiografii, wśród codziennie otrzymywanych tysięcy listów (nie przesadzam z liczbą) było wiele od chcących go nawracać protestantów i ateistów pragnących wykazać, że się myli w tym, co mówi w swoich programach. Kiedy w latach 50. ruszyła telewizja, zaproponowano mu prowadzenie audycji na żywo. Nosiła tytuł Life is Worth Living i stała się prawdziwym hitem, do tego stopnia, że potrafiła przebić popularnością rozrywkowe show emitowane na innych kanałach. Ostatecznie otrzymała nagrodę Emmy (1952), a zdjęcie prowadzącego znalazło się na okładce magazynu „Time” – publikacja taka przez całe dekady była wyznacznikiem wysokiej popularności osoby tam umieszczonej.

Trzeba przyznać, że w jego przypadku łaska ewidentnie bazowała na naturze. Arcybiskup miał świetny głos, bardzo dobrze „ustawiony”, więc już samo jego brzmienie nakłaniało do słuchania. Był też wysoki i szczupły, co z kolei powodowało, że dobrze wypadał w telewizyjnej kamerze. Rozumiał także znaczenie stroju: w programie zawsze występował w sutannie, piusce i pelerynie, co świetnie wyglądało w kamerze i odpowiadało ówczesnej (i chyba nie tylko) wrażliwości. Jego nagrania można dziś znaleźć na YouTube, a chociaż dla części z nas jego ton może się wydawać nieco patetyczny, warto wsłuchać się w to, co mówi. Zresztą współcześnie fragmenty jego kazań są miksowane i publikowane w ramach katolickiego lofi (amatorskie – low fidelity – utwory tworzone jako służące do odpoczynku lub zwiększenia skupienia), co świadczy o tym, że bynajmniej nie straciły na popularności i przemawiają także do młodych.

Prorok

Mądrość i przenikliwość abp. Sheena widać wyraźnie w jego publikacjach i wystąpieniach z lat 30. XX wieku. Jednoznacznie wskazywał na to, jak destrukcyjne są oba rozwijające się wtedy totalitaryzmy. Jasno widział, jak destrukcyjny dla życia społecznego jest komunizm. W wystąpieniach tych pojawia się temat Polski i mocne stwierdzenia, że jeżeli ona zostanie rzucona na pożarcie swoim sąsiadom, będzie to brama do kolejnej wojny. Historia bezwzględnie przyznała rację kaznodziei.

Nie inaczej jest z jego nauczaniem dotyczącym teologii oraz życia moralnego. Jest autorem m.in. klasycznej już książki o życiu małżeńskim Troje do pary, ale nie tylko. Bibliografia arcybiskupa to kilkadziesiąt pozycji, w tym książki będące zapisem jego audycji radiowych i telewizyjnych. Dla mnie to przede wszystkim autor rewelacyjnego bon motu, który był początkiem mojej znajomości z tym hierarchą: „Jeśli nie będziesz żyć zgodnie z tym, w co wierzysz, skończysz, wierząc zgodnie z tym, jak żyjesz”. Precyzja, mądrość i nośność przekazu w jednym. A do tego niesamowita klasa. To także był jeden z czynników, które decydowały o popularności i zaufaniu, jakim darzono nowojorskiego biskupa: wysoka kultura osobista. Coś, o wartości czego współcześnie zbyt często zapominamy.

Medialność nigdy nie zdominowała jego kapłaństwa, chociaż był świadomy ryzyka. W autobiografii zapisał: „Radio i telewizja dawały mi wiele satysfakcji, ponieważ zapewniały mi o wiele większą możliwość głoszenia niż inna działalność. Ale one także mogą być bardzo niebezpieczne dla kapłańskiej duszy…”. Polecam zresztą lekturę tej książki wszystkim, którzy chcą się uczyć, jak zachować wolność, pracując w mediach. Najbardziej ogólny wniosek, jaki z niej wyciągnęłam, jest taki, że o wewnętrznej autonomii wobec popularności decydują dwie kwestie. Po pierwsze, postawa służby – abp Sheen widział to, co robił, jako posługę w Kościele i dla niego, szczególnie dla misji. Po drugie, opieranie się w tym działaniu zawsze na relacji z Bogiem, szczególnie na adoracji Chrystusa Eucharystycznego. Arcybiskup Sheen nigdy nie zaniedbał świętej godziny, a więc dawania Bogu codziennie godziny swojego dnia. I jakoś mimo to na nic nie zabrakło mu czasu…  

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 8/2026