Eukaliptus podpala Portugalię

Europa Południowa znów zmagała się z falą niszczycielskich pożarów. Obrazy płonących wzgórz, ewakuowanych kurortów i straty liczone w milionach euro przypominają, że nieprzemyślana ingerencja człowieka w przyrodę potrafi się boleśnie zemścić. Wymownym symbolem jest na pozór niewinne drzewo, sprowadzone przed dwustu laty dla rozwoju przemysłu papierniczego.
Czyta się kilka minut
Pożar w dystrykcie Vila Real na północy Portugalii, 30 lipca 2026 r. Sytuacja wymknęła się spod kontroli, zmuszając mieszkańców do ewakuacji | fot. Felipe Carnotto/Anadolu/Getty Images
Pożar w dystrykcie Vila Real na północy Portugalii, 30 lipca 2026 r. Sytuacja wymknęła się spod kontroli, zmuszając mieszkańców do ewakuacji | fot. Felipe Carnotto/Anadolu/Getty Images

Od początku lipca 2026 roku ogień nękał kolejne obszary Hiszpanii, Francji, Grecji, Portugalii i Turcji. We Francji pożary strawiły kilkadziesiąt tysięcy hektarów lasów i zmusiły do ewakuacji ponad 200 tys. osób. Według unijnego systemu monitoringu EFFIS od początku roku do 5 sierpnia na terenie Unii Europejskiej spłonęło ponad 500 tys. hektarów – to wynik znacznie wyższy od średniej dla lat 2006-2025, która wynosi ok. 200 tys. spalonych hektarów i to w ciągu całego roku. Naukowcy alarmują, że warunki sprzyjające pożarom w regionie ulegają wyraźnej intensyfikacji, a bieżący sezon może okazać się najgorszym w dotychczasowej historii pomiarów.

Wśród powodów najczęściej wymienia się ekstremalną pogodę. Fale upałów stają się coraz dłuższe i bardziej uciążliwe, a kolejne miasta notują rekordy temperatury (dla przykładu: 8 lipca okazał się najgorętszym dniem w historii Barcelony od początku prowadzenia pomiarów). W tym roku pożary mają co trawić, bo zima i wiosna były niespodziewanie wilgotne, dzięki czemu roślinność wyjątkowo bujnie się rozrosła. Kiedy późniejsze fale upałów szybko ją wysuszyły, powstało gotowe „paliwo” dla ognia.

Temat zmian klimatycznych, które prowadzą do ekstremalnych zjawisk pogodowych, stał się ostatnio przedmiotem żywiołowej debaty społecznej. Ale jest też jedna historia, której nie da się podważyć w ideologicznej dyskusji, a która ma ogromne znaczenie dla bezpieczeństwa krajów południa Europy. To opowieść o tym, jak człowiek zaingerował w środowisko naturalne, sprowadzając roślinę z drugiego końca świata.

Opłacalny początek katastrofy

Był rok 1829, kiedy do Portugalii przywieziono pierwsze drzewa eukaliptusowe. Królestwo Polskie było wówczas pod władzą Imperium Rosyjskiego, wciąż żyli i tworzyli Fryderyk Chopin oraz Adam Mickiewicz. Od założenia pierwszych kolonii karnych w Australii minęło zaledwie 41 lat. Tego roku ktoś przywiózł do Europy interesujące drzewka z dalekiego kontynentu i tym samym rozpoczęła się eukaliptusowa inwazja.

Słowo „inwazja” sugeruje niechcianego przybysza, ale eukaliptus ma przecież dużo dobrych cech. Zawarty w liściach olejek eukaliptusowy to nie tylko przysmak koali, ale też składnik wielu preparatów farmaceutycznych. Jego właściwości przeciwzapalne i bakteriobójcze powodują, że olejek dodaje się dziś do licznych tabletek i syropów, a nawet cukierków i gum do żucia.

Jeszcze cenniejsze jest drewno, wykorzystywane w niezwykle szerokim zakresie, od budownictwa po meblarstwo czy szkutnictwo. Jego siła tkwi w twardości, wytrzymałości oraz odporności na wilgoć i działanie insektów. Pozyskiwanie drewna z eukaliptusa jest również niezwykle ekonomiczne, bo drzewa rosną z prędkością nawet do 3-4,5 metrów na rok.

Jeszcze inne zastosowanie dla drewna eukaliptusowego wymyślili właśnie Portugalczycy. To tutaj, w lesie nieopodal miasteczka Albergaria-a-Velha, w 1925 roku rozpoczęto produkcję papieru z pulpy eukaliptusowej. I choć fabryka zakończyła działalność w 1993 roku, a od tego czasu pozostaje opuszczona, bynajmniej nie zmalała liczba okolicznych lasów eukaliptusowych. A inne fabryki wciąż działają w najlepsze. Eukaliptus sprawił, że produkcja papieru stała się dla Portugalii kluczową częścią gospodarki. Według danych branżowej organizacji CEPI (Confederation of European Paper Industries) 2,6 mln ton wyprodukowanej w 2024 roku miazgi drzewnej plasuje Portugalię na trzecim miejscu w Europie. Więcej produkują tylko kraje o wiele większe i bardziej zasobne w nieprzebyte lasy: Szwecja i Finlandia.

Drzewo jak mityczny feniks

Portugalczycy zdążyli się jednak przekonać, że przywożenie w ciemno nieznanych roślin i wprowadzanie ich do lokalnego ekosystemu nie zawsze musi być dobrym pomysłem. Eukaliptusy posiadają bowiem pewną niezwykłą cechę, która upodabnia je do feniksów (mitycznych ptaków, które według legendy co pewien czas płoną, aby móc odrodzić się w ogniu). Podobnie jak feniksy, eukaliptusy dosłownie potrzebują ognia, aby móc przeżyć jako gatunek i rozrastać się dalej. Zdrewniałe okrywy nasion eukaliptusa łatwiej otwierają się w ogniu, umożliwiając nasionom kiełkowanie. Aby do pożaru dopuścić, drzewa roztaczają wokół siebie łatwopalną aurę: zarówno wonne olejki, jak i sucha kora sprawiają, że drzewo dosłownie „wymusza” obok siebie pożary, zwłaszcza w suchym i gorącym ekosystemie.

To naturalna kolej rzeczy w australijskim buszu, dlatego tak często słyszymy o pożarach australijskiej prowincji. Busz pełen jest roślin pirofitów (gatunków przystosowanych do oddziaływania ognia) oraz pirofili (gatunków, które, jak opisywany eukaliptus, dosłownie wywołują obok siebie pożary). Ogień jest dla buszu oczywistą sekwencją w istniejącym od wieków kręgu życia.

Problem w tym, że unikatowy ekosystem Australii drastycznie różni się od lasów Europy. Portugalczycy boleśnie przekonali się o tym w 2017 roku, kiedy pożary eukaliptusów spustoszyły znaczną część kraju. Świat obiegły dramatyczne zdjęcia płonących miasteczek. Szczególnie tragiczna okazała się historia pasażerów grupy samochodów, które nie zdążyły wydostać się z płomieni. Na górskiej drodze koło Castanheira de Pêra żywcem spaliło się 47 osób zwabionych w ognistą pułapkę. Kiedy koła ugrzęzły w rozpływającym się asfalcie, a elektryka w nowoczesnych samochodach odmówiła posłuszeństwa, nie było jak wydostać się z piekła. Zdjęcia z tamtych wydarzeń są przerażające, a na wszystkich wyróżniają się wysokie, strzeliste sylwetki eukaliptusów.

Wojny eukaliptusowe

Aby lepiej zrozumieć skalę problemu, przywołajmy parę statystyk. W 1979 roku portugalskie lasy eukaliptusowe zajmowały teren 300 tys. hektarów i rozrastały się w tempie 5 tys. hektarów rocznie. Dziś obejmują aż 800 tys. hektarów, co odpowiada 9 proc. terytorium kontynentalnej Portugalii. Ojczyzna Vasco da Gamy posiada najwięcej eukaliptusów w Europie, a w światowym rankingu zajmuje aż piąte miejsce (po Australii, Brazylii, Indiach i Chinach)!

Nie wszystkim się to podoba. W 1989 roku grupa około ośmiuset osób zebrała się koło wioski Veiga do Lila na północnym wschodzie kraju. Ich cel był jeden: zniszczyć powstającą właśnie plantację eukaliptusów. Bali się nie tylko zagrożenia ogniowego, ale też problemów związanych z wysycaniem wód gruntowych przez drzewa. Tłum skandował: „Tak dla oliwek, nie dla eukaliptusa!” Młodych drzewek pilnowało wówczas dwustu policjantów. Ich ochrona wystarczyła, żeby powstrzymać rozwścieczony tłum zaledwie na chwilę. Wieści po wsiach roznosiły się, a mieszkańcy nie zamierzali odpuszczać. Kiedy policjanci opuścili plantację, przystąpiono do ataku. I zanim siły policji zdążyły wrócić, ponad 50 hektarów eukaliptusowego lasu zostało wyrwane z korzeniami. Prawdziwa bitwa miała się jednak dopiero rozpocząć. 31 marca 1989 roku, w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, ulice Veiga do Lila wypełniły się wściekłymi mieszkańcami okolicy. Choć na miejscu obecni byli policjanci, tłum nie zamierzał dać za wygraną. Dopiero co posadzone drzewka łatwo poddawały się wyrywaniu z ziemi i łamaniu pni. W wielu przypadkach nie trzeba było nawet używać łopaty. Inwestor, firma papiernicza Soporcel, musiał zrezygnować. Sporny teren został sprzedany i jest dziś na powrót królestwem drzew oliwkowych.

Także dziś, nauczeni doświadczeniem ostatnich lat, Portugalczycy coraz częściej walczą z łatwopalnymi drzewami. W niektórych wsiach praktykuje się tworzenie stref buforowych: mieszkańcy na własną rękę wycinają eukaliptusy w promieniu kilkuset metrów od zabudowań, a następnie na ich miejscu sadzą gatunki rodzime, bardziej odporne na ogień. O tym, że może być to skuteczne rozwiązanie, świadczy historia wsi Ferraria de São João. Na wielce wymownych zdjęciach, wykonanych po jednym z ostatnich pożarów, widać, że miejscowość otoczona jest zielonym szpalerem nieruszonych przez ogień dębów korkowych; z tyłu rozciąga się spalony las eukaliptusowy.

Zgubne skutki manipulacji środowiskiem

Choć eukaliptusy dają Portugalii wiele gospodarczych korzyści, dziś wydaje się pewne, że ich introdukcja w europejskim środowisku nie była zbyt dobrym pomysłem. Przyroda po raz kolejny daje znać, że nadmierna ingerencja w ekosystem może być tragiczna nie tylko dla samej natury, ale i dla człowieka.

Bo nie jest to bynajmniej jedyny przypadek, kiedy człowiek zaingerował w przyrodę i skończyło się to dla niego tragicznie. Najbardziej znaną historią tego rodzaju jest prawdopodobnie chińska kampania tępienia wróbli, uznanych za szkodniki wyjadające ziarno. Miliony Chińczyków pod przewodnictwem Mao Zedonga tępiły ptaki, co doprowadziło do niekontrolowanego namnożenia się owadów. Szarańcza niszczyła uprawy w całym kraju, co doprowadziło do wielkiego głodu, w wyniku którego mogło zginąć od 30 do nawet 45 milionów ludzi. W efekcie chińskie władze, próbując ratować sytuację, sprowadzały nawet wróble ze Związku Radzieckiego. Świat zna więcej takich przypadków: można wspomnieć choćby króliczą inwazję w Australii czy wysychanie Jeziora Aralskiego w Azji Środkowej. Najgorsze, że odwrócenie zniszczeń poczynionych przez człowieka w przyrodzie może już nigdy nie być możliwe.

Wróćmy do historii z Portugalii. Dojrzałe drzewa eukaliptusowe są wyjątkowo odporne – opierają się ścięciu, a ogień tylko je wzmacnia. Można się ich pozbyć wokół wsi, ale trudno wyobrazić sobie wykorzenianie potężnych, głęboko wczepiających się w glebę drzew z terenu całego kraju. Tym bardziej, że krajobraz po eukaliptusach nierzadko jest krajobrazem pustki – rośliny te na tyle wysuszają wody gruntowe, że inne gatunki po prostu wymierają.

Pamiętajmy o tym, zanim zabetonujemy kolejną łąkę, wytniemy las pod zabudowę czy pozbędziemy się bobrów z pobliskiej rzeki. Przyroda to wspaniały i mądrze stworzony mechanizm, który powinniśmy doceniać tym bardziej, im bardziej rozwinięta jest nasza cywilizacja. Jeśli nie dla piękna i wyższych celów, to choćby dla ochrony samych siebie przed zgubnymi skutkami nieprzemyślanych ingerencji.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 38/2026