Zmiażdżyliśmy dżihadystyczną szumowinę – z takim przesłaniem w sam dzień Bożego Narodzenia zwrócił się do świata prezydent Stanów Zjednoczonych. Rano tego dnia lotnictwo USA uderzyło w bazy nigeryjskiej sekcji tzw. Państwa Islamskiego, położone w stanie Sokoto, na północnym zachodzie państwa. Do szumnych komunikatów Donalda Trumpa zdążyliśmy się już przyzwyczaić, jak również do tego, że niewiele z nich wynika. Bo jak na miażdżące uderzenie ze strony światowego mocarstwa zadziwiająco mało o nim wiemy. Potwierdzono jedynie, że bomby spadły na mało znaczące miasteczko Jabo i to wszystko. Nic nie wiadomo o rzekomych stosach zabitych dżihadystów.
Coś się jednak wydarzyło, skoro zareagował rząd Nigerii. W wystosowanym pod adresem Białego Domu oświadczeniu prezydent Bola Tinubu ogłosił, że Nigeryjczycy bardzo dziękują za pomoc w walce z siłami antypaństwowymi, ale też uprzejmie proszą, aby na przyszłość podobne akcje były uprzednio z nimi konsultowane.
Według Trumpa atak na bazy tzw. Państwa Islamskiego był odpowiedzią na dokonujące się w Nigerii „ludobójstwo chrześcijan”. W rzeczywistości jeśli w tym kraju ma miejsce ludobójstwo, to z pewnością jego ofiarami nie są chrześcijanie. Nie są nimi w sensie gremialnym, gdyż ataki na chrześcijańskie wspólnoty, owszem, stanowią tam część politycznego krajobrazu. Lecz to jedynie element ogólnej, szerokiej panoramy przemocy. Jej sprawcami są przeważnie muzułmanie, lecz pierwszym celem ich agresji są również muzułmanie.
Islamska północ
Zaledwie dzień przed atakiem miał miejsce krwawy zamach terrorystyczny w mieście Maiduguri. Na skutek wybuchu w tamtejszym meczecie, podczas nabożeństwa, zginęło co najmniej siedem osób, a kilkadziesiąt odniosło poważne rany. Jednak amerykańska inwazja nie była odpowiedzią na to uderzenie – Maiduguri leży 1300 km w linii prostej od rejonu bombardowań US Air Force.
Maiduguri jest stolicą stanu Borno, najdalej wysuniętej na północny wschód prowincji Nigerii. Dotyka ona jeziora Czad, za którym rozciąga się już Sahara. Borno już od lat przypomina się światu wyłącznie z jednej przyczyny: jako ognisko okrutnej wojny domowej, rozpętanej przez islamsko-terrorystyczną organizację Boko Haram.
Nigeria liczy sobie 240 mln obywateli. Na południu kraju, gdzie leży również stołeczna Abudża, dominują chrześcijanie. Północ jest islamska. Północne stany rządzą się szariatem, muzułmańskim prawem. Obowiązuje ono nawet w stanie Kaduna, gdzie prawie połowę ludności stanowią wyznawcy Chrystusa. Również na chrześcijańskim południu muzułmanie nie mogą narzekać na dyskryminację, czego najlepszym dowodem prezydent Tinubu – muzułmanin praktykujący, choć nie radykalny. Umiarkowany model islamu reprezentuje także większość jego współwyznawców i chyba ten właśnie fakt sprawia, że ostrze agresji Boko Haram kieruje się w ich stronę.
„Nie” dla oświaty
Konflikt w Nigerii w istocie rzeczy nie jest sporem religijnym, lecz głębokim podziałem o cywilizacyjnym charakterze. Mówi o nim już sama nazwa terrorystycznego ugrupowania: „haram” w islamie oznacza zakaz, „boko” to alfabet używany na północy. Jest alfabetem łacińskim, przystosowanym do wymowy języka hausa, którym posługują się ludy północnych prowincji. Wprowadzono go w 1930 roku, za czasów brytyjskiej kolonii. Hasło wyłaniające się z nazwy radykalnej grupy można więc streścić następująco: „nie” dla oświaty i kultury narzuconej nam przez białych.
Białych już od dawna w Nigerii nie ma (państwo uzyskało niepodległość w 1960 roku), są za to miliony Nigeryjczyków, muzułmanów i niemuzułmanów, którzy niekoniecznie chcieliby układać sobie życie według zasad skrajnie interpretowanego islamu. Tych Boko Haram postanowiło nawrócić siłą na jedynie słuszną drogę.
Dlatego pierwszym celem ataków dżihadystów stały się państwowe szkoły, w których lekcje odbywają się z użyciem alfabetu boko. W 2014 roku głośne stało się porwanie prawie 300 uczennic w mieście Chibok. Nawet niedawno, bo 21 listopada, islamscy bojownicy porwali setkę uczniów chrześcijańskiej szkoły w Papiri.
Terror radykałów przynosi opłakane skutki dla samej islamskiej wspólnoty. Gdy popatrzymy na mapę analfabetyzmu w Nigerii, uderzy nas kontrast pomiędzy oczytanym południem a niepiśmienną muzułmańską północą. W północnych prowincjach tradycyjnym pismem jest alfabet arabski, nadal nauczany w szkółkach przy meczetach. Jest to jednak nauczanie na niskim poziomie, gdyż nauczyciele, wiejscy imamowie, przeważnie sami ledwie potrafią pisać i czytać. W dodatku nauka ta nie obejmuje dziewcząt. A do państwowej szkoły strach dzieci posyłać, bo nie wiadomo, czy nie zostaną porwane. W stanie Borno szkoły uczące w boko działają jedynie w Maiduguri. Cała reszta prowincji to edukacyjna pustynia. A w skali wszystkich północnych stanów ponad 10 mln dzieci nie pobiera żadnej nauki.
Pokonani, lecz niezniszczalni
Boko Haram powstało w 2002 roku, zaś w siedem lat później organizacja wypowiedziała wojnę nigeryjskiemu państwu. Jej matecznikiem były okolice Maiduguri, lecz w ciągu pięciu lat partyzanckiej wojny bojownicy dżihadu opanowali aż jedną trzecią terytorium państwa. To był szczyt ich powodzenia, od tej pory są w odwrocie. Jednak cały czas sprawiają kłopot rządowi w Abudży, zaś w stanie Borno doprowadzili do permanentnego chaosu. W wojnie domowej, która trwa już 16 lat, zginęło 40 tys. osób. 2,5 mln zapędzono do obozów dla uchodźców – to zaledwie jeden procent populacji Nigerii, więc państwo się od tego nie wali, ale przecież to niekończąca się lista konkretnych ludzkich tragedii.
Partyzantów trudno jest zniszczyć, bo ukrywają się w trudno dostępnym buszu. W dodatku dysponują lepszym uzbrojeniem niż żołnierze regularnej armii. Kto, do licha, nieustannie dostarcza tym i podobnym im w Afryce ubogim szaleńcom najnowsze egzemplarze śmiercionośnej broni? Na to pytanie nie mamy odpowiedzi. Chaos w Nigerii, mimo „krucjaty” Trumpa, trwać więc będzie w najlepsze. Oby tylko się nie powiększył.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!















