Logo Przewdonik Katolicki

Współfinansuję wspólnotę

Ks. Artur Stopka
Nikiszowiec, Kosciół pw. św. Anny. Fot. ALBIN MARCINIAK / EAST NEWS

Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że uczestniczenie we wspólnocie Kościoła ma również wymiar materialny. W dodatku wsparty jednym z pięciu przykazań kościelnych.

W Adwencie o pieniądzach w Kościele? I to tuż przed świętami Narodzenia Pańskiego? Może jednak znalazłby się lepszy termin, aby poruszyć tę kwestię? Problem w tym, że sprawa pieniędzy w Kościele i pieniędzy Kościoła o każdej porze roku kalendarzowego i liturgicznego wydaje się nie na miejscu. Jakby rzecz była wstydliwa i wymagająca dużej dyskrecji, tak żeby mało kto miał jakąś głębszą wiedzę. W rezultacie ze świecą trzeba szukać wiernych, którzy mają pojęcie o sytuacji materialnej ich parafii.

Jezus i wspólny trzos
Oczywiście są wyjątki. Są w Polsce parafie, w których nie tylko systematycznie ogłaszane są z dokładnością co do grosza rezultaty niedzielnych zbiórek, prowadzonych w czasie Mszy św., ale także tych przed kościołami, gdy np. biskupi zwrócą się o finansowe wsparcie jakiejś wykraczającej poza parafię inicjatywy. Publikacja takich danych w ogłoszeniach parafialnych albo w parafialnych mediach to nie tylko wyraz transparentności i zaufania do wiernych. To również ważna informacja dla nich, dzięki której mogą się dowiedzieć, jak w ich wspólnocie wygląda przestrzeganie jednego z przykazań kościelnych. A stąd już tylko krok do refleksji, jak sami traktują to przykazanie. No bo przecież wiedzą, ile w podawanej ogólnej kwocie wynosi ich osobisty wkład.
Niemal wszystkie działania podejmowane przez ludzi wymagają większych lub mniejszych środków materialnych. Również publiczna działalność Jezusa generowała koszty. Jan Ewangelista dwukrotnie mówi o tym, że apostołowie mieli wspólny trzos, w którym umieszczano uzyskane pieniądze i z którego także na polecenie Chrystusa dawano jałmużnę ubogim. Zasugerował również, że Judasz, jako „skarbnik” całej grupy, „wykradał to, co składano”. A skąd pochodziły fundusze zawarte w będącym pod opieką Judasza wspólnym trzosie? Na przykład z datków kobiet, które podążały za Jezusem. Łukasz Ewangelista napisał o tym wprost: „A było z Nim Dwunastu oraz kilka kobiet, które uwolnił od złych duchów i od słabości: Maria, zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów; Joanna, żona Chuzy, zarządcy u Heroda; Zuzanna i wiele innych, które im usługiwały ze swego mienia” (Łk 8, 2–3).

Pieniądze u stóp
Dla pierwszych chrześcijan również było czymś oczywistym, że funkcjonowanie wspólnoty wyznawców Jezusa wymaga środków materialnych. Łukasz w Dziejach Apostolskich opisał, jak to działało. „Nikt z nich nie cierpiał niedostatku, bo właściciele pól albo domów sprzedawali je i przynosili pieniądze [uzyskane] ze sprzedaży, i składali je u stóp Apostołów. Każdemu też rozdzielano według potrzeby” (Dz 4, 34–35). Tak właśnie postąpił Józef, nazwany przez apostołów Barnabas, to znaczy „Syn Pocieszenia”, lewita rodem z Cypru.
Dzieje Apostolskie pokazują też bardzo ciekawą historię małżeństwa Ananiasza i Safiry, którzy sprzedawszy swą posiadłość, część uzyskanych pieniędzy zachowali dla siebie, a resztę przynieśli apostołom. W sprawie interweniował osobiście Piotr. Nie chodziło jednak o to, że nie przeznaczyli na potrzeby wspólnoty całej kwoty ze sprzedaży swych dóbr, lecz że okłamali ją, twierdząc, że dali wszystko, co dostali z transakcji. „Nie ludziom skłamałeś, lecz Bogu” – stwierdził św. Piotr. Opowieść nie ma happy endu. Zarówno Ananiasz, jak i Safira, po ujawnieniu ich kłamstwa, padli martwi. „Strach wielki ogarnął cały Kościół i wszystkich, którzy o tym słyszeli” – zanotował św. Łukasz (całą historię można przeczytać w Dz 5, 1–11).

Otwarty rachunek
Znaczenie dóbr materialnych we wspólnotach pierwszych chrześcijan dobrze pokazuje działalność św. Pawła. Nie tylko w Koryncie, nie chcąc być obciążeniem dla tamtejszych wyznawców Chrystusa, pracował zarobkowo w firmie Akwili przy wyrobie namiotów, ale również otwarcie pisał w listach o kwestiach materialnych. Można się z nich dowiedzieć o praktyce wspierania przez niektóre wspólnoty chrześcijańskie wyznawców Chrystusa z innych miejscowości, np. wierni z Macedonii wspierali materialnie gminę chrześcijańską w Jerozolimie, a także samego Pawła, gdy w Koryncie znalazł się w kłopotach finansowych. Hojni byli też Filipianie. „Żaden z Kościołów poza wami jednymi nie prowadził ze mną otwartego rachunku przychodu i rozchodu, bo do Tesaloniki nawet raz i drugi przysłaliście na moje potrzeby” – napisał Paweł Apostoł w liście do nich (Flp 4, 15–16).
Jak widać od pierwszych chwil chrześcijaństwa ani apostołowie, ani wierni nie uważali, że kwestie materialne należy przemilczać. Wręcz przeciwnie, jasne stawianie sprawy było niezbędne, ponieważ misja głoszenia Ewangelii wymaga niezbędnych środków. Mówienie o tym nie powinno więc być niczym nadzwyczajnym. Jednak czasami na tym tle może dochodzić do konfliktów.

Przejrzystość mile widziana
W maju tego roku niektóre media obiegła informacja o pewnej polskiej parafii, w której grupa mieszkańców miała pretensje, że „proboszcz ciągle tylko woła o pieniądze”. Protestujący mieli za złe, że do konta parafialnego ma wgląd tylko proboszcz. „Tak naprawdę nie wiemy, ile jest w parafii pieniędzy i ile udało się uzyskać ze zbiórek” – twierdzili, wspominając też o dobrach należących do parafii, które powinny przynosić dochód. W tym samym czasie w innej części Polski głośna była sprawa proboszcza, który przywłaszczył sobie kilkaset tysięcy złotych parafialnych i dokonywał przelewów znacznych sum parafialnych funduszy na swoje prywatne konto. Tam w sprawę włączył się prokurator. W październiku ruszył proces, wyroku jeszcze nie ma.
Czy gdyby zgodnie ze zgłaszanymi w niektórych środowiskach w naszym kraju postulatami oddano wiernym świeckim kontrolę nad kościelnymi, zwłaszcza parafialnymi finansami, nie dochodziłoby do takich sytuacji?

Obowiązkowa troska?
Piąte przykazanie kościelne, w wersji obowiązującej aktualnie w Polsce, brzmi: „Troszczyć się o potrzeby wspólnoty Kościoła”. Wiele lat temu, omawiając w portalu Mateusz nowe wówczas brzmienie przykazań kościelnych obowiązujących w naszym kraju, Ewa Rozkrut zwróciła uwagę, że Kościół powinien mieć środki konieczne do sprawowania i utrzymania miejsc kultu, prowadzenia dzieł apostolstwa i miłości (charytatywne, wychowawcze, edukacyjne, itp.) oraz na godziwe utrzymanie szafarzy, a także do godziwego utrzymania pracowników kościelnych. Kodeks prawa kanonicznego w kanonie 222 mówi, że wierni mają obowiązek zaspokoić potrzeby Kościoła, tak by te środki posiadał. Ewa Rozkrut przywołała wczesnochrześcijański zwyczaj przynoszenia na Eucharystię wraz z chlebem i winem darów, które miały być rozdane potrzebującym. Dodała, że od początku różnego rodzaju potrzeby członków Kościoła miały ogromne znaczenie.
Jedno ze słownikowych wyjaśnień słowa „uczestniczyć” mówi, że oznacza ono „mieć udział w wydatkach i zyskach jakiegoś przedsięwzięcia”. Dyskusja o sposobach finansowania działalności Kościoła w naszym kraju trwa. Być może w najbliższym czasie nastąpi w tej kwestii jakieś przyspieszenie. Ale niezależnie od rozwiązań, jakie wcześniej czy później zostaną wprowadzone (np. odpis podatkowy), warto pamiętać, że składanie ofiary to również forma uczestniczenia we wspólnocie Kościoła.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki